Afera w PZKol. Ryszard Szurkowski: Nie pamiętam spraw obyczajowych

Ryszard Szurkowski nie przypomina sobie żadnych skandali na tle obyczajowym w polskim kolarstwie. Przed igrzyskami olimpijskimi w Pekinie w 2008 roku blisko współpracował z ekipami kobiet - Halls w kolarstwie górskim oraz Pol-Aqua w szosowym.

- Obie te grupy działały dwa lata przed Pekinem. Dla Mai Włoszczowskiej, Anny Szafraniec, Magdaleny Sadłeckiej i innych zawodniczek sam znalazłem sponsora, firmę Halls. Zarówno ta grupa, jak i Pol-Aqua były zakotwiczone w Klubie Sportowym Szurkowski - powiedział jeden z najwybitniejszych polskich kolarzy i prezes PZKol w latach 2010-11.

Reklama

- Nie pamiętam spraw obyczajowych. Nie słyszałem o takich rzeczach, o jakich opowiada Piotr Kosmala. Jeśli do tego doszło, sprawą powinien zająć się prokurator - podkreślił.

W minioną sobotę w wywiadzie dla portalu WP SportoweFakty Kosmala, były wiceprezes PZKol, ujawnił, że "ważna osoba w środowisku kolarskim" miała się dopuścić czynów ohydnych jak zastraszanie, seks z podopiecznymi, w tym z nieletnimi, a nawet gwałt. Dodatkowo w grę wchodziły nadużycia finansowe. Potwierdzić miał to zewnętrzny audyt zlecony przez prezesa PZKol Dariusza Banaszka.

Bezpośrednio po tej publikacji minister sportu i turystyki Witold Bańka wezwał do natychmiastowej dymisji cały zarząd PZKol, na czele z Banaszkiem.

Co sądzi na ten temat Szurkowski?

- Minister nie wybiera ani zarządu, ani prezesa. Czynią to delegaci na zjazd, a Banaszek zwołał go 22 grudnia. Ministerstwo przeznacza pieniądze na konkretne zadania, jak sport wyczynowy, szkoły, zawody, sport dzieci i młodzieży. Jeżeli te pieniądze nie są rozliczone, to minister ma rację. A jeżeli są rozliczone i jeszcze do tego są bardzo dobre wyniki sportowe, to już nie jest sprawa ministra - ocenił czterokrotny zwycięzca Wyścigu Pokoju.

Szurkowski ma wątpliwości dotyczące intencji Kosmali. - Czy on nie ma interesu, by rozwalić władze PZKol? Ci, którzy burzą, czynią tak m.in. po to, by załatwić swoje interesy, których przy Banaszku nie mogą realizować. Tak mogę domniemywać - wspomniał.

Odniósł się także do rezygnacji ze sponsorowania PZKol przez fimę CCC. Przypomniał, że istnieje nagranie z obrad zarządu, na którym właściciel firmy żąda dymisji Banaszka.

- Tego nie było w umowie. Związek nie może sobie pozwolić na to, żeby sponsor wtrącał się do takich spraw. Moja opinia jest następująca: może to i lepiej, że sponsor się wycofał. Będzie biedniej, ale spokojnie. Żeby coś wielkiego zrobić w sporcie, potrzebny jest przede wszystkim spokój - podkreślił.

Według Szurkowskiego złudzeniem jest oczekiwanie, że wymiana prezesa rozwiąże problemy PZKol.

- Nowi ludzie niczego nie zmienią. Chyba że przyjdzie osoba, która wyłoży 10 mln i spłaci dług (wobec Mostostalu Puławy, wykonawcy toru w Pruszkowie - PAP). Najważniejszą rzeczą jest odsunięcie przez środowisko ludzi, którzy doprowadzili do kryzysu finansowego związku. Tych, którzy dziś siedzą w drugim czy trzecim rzędzie. I oni wciąż jątrzą, chcą ugrać swoje interesy. Nie chcę wymieniać nazwisk. Oni teraz narzekają jaki panuje bałagan w PZKol. To jakby złodziej krzyczał: łapać złodzieja. Tak widzę sprawy z boku, bo nie jestem w tym środowisku od prawie ośmiu lat - podsumował.

Rozmawiał Artur Filipiuk

Dowiedz się więcej na temat: Ryszard Szurkowski | PZKol

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama