Giro d'Italia - Dariusz Baranowski: Będę trzymał kciuki za Szmyda

Dariusz Baranowski ma, jak twierdzi, duży sentyment do Giro d' Italia, w którym wystartował w 2003 roku w grupie CCC Polsat. - Było to dla mnie szczególne ściganie, bo po latach jechałem w polskim zespole i czułem się w nim swojsko - powiedział.

Często wraca pamięcią do rywalizacji w tym jednym z najbardziej renomowanych tourów. - To bardzo trudny wyścig, ale nasza grupa była stale widoczna i od tamtego czasu stała się rozpoznawalna wśród kolarskiej elity. Często zabieraliśmy się do odjazdów - przypomniał.

Reklama

- Teraz będę trzymał kciuki zwłaszcza za Sylwestra Szmyda, który został liderem CCC Sprandi Polkowice - dodał.

Jak to zwykle bywa wielkich tourach, wszystko ułożyło się na etapach górskich. - Po wycofaniu się Rosjanina Pawła Tonkowa, który wygrał Giro sześć lat wcześniej, ja przejąłem rolę lidera i chyba nieźle się z niej wywiązałem - zauważył. 

Zwycięzcą został po raz drugi (wcześniej w 2001 roku) Włoch Gilberto Simoni. W klasyfikacji generalnej popularny w środowisku "Ryba" zajął 12. miejsce, ale później zdyskwalifikowano Litwina Raimondasa Rumsasa, który początkowo uplasował się wyżej i tym samym awansował wychowanek wałbrzyskiego Górnika.

Czego oczekuje po występie polskich kolarzy?

- Zawodnicy CCC pojawią się na Giro po raz pierwszy od czasu, kiedy broniłem barw tej grupy i na pewno nie będą kopciuszkami. Liczę, że będą się pokazywać na wszystkich etapach. Ze szczególną uwagą i sympatią będę śledził jazdę Sylwestra Szmyda, z którym się przyjaźnię. Przed dwunastu laty startowaliśmy razem w Giro. Sylwek był wtedy 24., jadąc w grupie Mercatone Uno - Scanavino. Teraz stać go na poprawienie mojej lokaty i miejsce w pierwszej dziesiątce - ocenił.

Podkreślił, że są do tego wszelkie podstawy.

- Przygotowywał się do Giro bardzo sumiennie i intensywnie, zdając sobie sprawę, że o wynikach, oprócz wzmocnienia fizycznego, w znacznym stopniu decyduje nastawienie psychiczne, mentalne. W wielkich tourach bardzo też liczy się doświadczenie i obycie w mocnym peletonie, a tego mu nie brakuje - dodał Baranowski.

Trzykrotny triumfator Tour de Pologne dodał, że i Maciej Paterski może sprawić przyjemną niespodziankę. - Był bohaterem tegorocznego Wyścigu Dookoła Chorwacji, to znakomite wizytówka - zauważył.

Z wielkim kolarskim ściganiem Baranowski utrzymuje kontakt jako komentator Eurosportu.

- W tym roku uzbierało się tego sporo, w ten sposób towarzyszyłem zawodnikom na trasie m.in. Tirreno-Adriatico, Liege-Bastogne-Liege, Amstel Gold Race i zorganizowanego po raz pierwszy Tour of Yorkshire. To dla mnie duże wyzwanie, ale i wielka frajda przeżywać emocje podobne tym, kiedy sam się ścigałem - wyjaśnił dziewiąty w jeździe na czas na igrzyskach w Atlancie.

Jak stwierdził, każda transmisja wymaga solidnego przygotowania. Trzeba dokładnie zapoznać się z trasą i jej konfiguracją oraz m.in. lokalizacją górskich premii, wiedzieć sporo o zawodnikach, wertować statystyki itp. - Wymaga to niemałego wysiłku, ale daje wiele satysfakcji.

W tym sezonie czeka go jeszcze m.in. tego rodzaju praca m.in. na Giro i Wielkiej Pętli, w której był dwunasty w 1998 roku.

Ale nie zaniedbuje też bezpośrednich kontaktów z rowerem.

- Jeżdżę przeważnie turystycznie, ale gdy trafi się okazja i mam trochę wolnego czasu, rywalizuję również w maratonach szosowych i MTB. 20 czerwca organizujemy wspólnie z Cezarym Zamaną maraton szosowy w okolicach Głowna, gdzie mieszkam - zakończył.

Dowiedz się więcej na temat: Dariusz Baranowski | Sylwester Szmyd | kolarstwo | giro d'italia

Reklama

Reklama

Reklama