Książka Hamiltona rzuca nowe światło na doping w kolarstwie

​Nie zdawałem sobie sprawy, że byliśmy aż do takiego stopnia oszukiwani. Książka Hamiltona rzuciła nowe światło na doping w kolarstwie - ocenił jeden z największych w Polsce autorytetów w kwestii zwalczania tego procederu w sporcie, profesor Jerzy Smorawiński.

Ukazujący się w tych dniach "Wyścig tajemnic" byłego amerykańskiego kolarza Tylera Hamiltona odsłania kulisy systemu dopingowego w grupie zawodowej US Postal Service, której liderem przez wiele lat był Lance Armstrong. Hamilton należał do grona jego najbliższych pomocników. W 2010 roku przed amerykańskim sądem przerwał zmowę milczenia, a niedługo potem napisał książkę przy współpracy z dziennikarzem Danielem Coyle'em.

Reklama

- Jestem w trudnej sytuacji, bo sądziłem, że nasze systemy są bardziej szczelne, w czym utwierdzały mnie sympozja i prace Światowej Agencji Antydopingowej. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo byliśmy oszukiwani, wręcz zapędzeni do kąta - powiedział podczas panelu dyskusyjnego w Centrum Olimpijskim profesor Smorawiński, kierujący od 20 lat polską Komisją ds. Zwalczania Dopingu w Sporcie.

Smorawińskiego zaskoczyła niezwykła precyzja stosowanego w US Postal Service systemu dopingowego, zwłaszcza sposób, w jaki uzyskiwano "odświeżanie krwi". Jak przyznał, służby zwalczające doping podejrzewały, że zawodnicy, wspierani przez lekarzy lub różnego rodzaju fachowców, chcąc przetoczyć własną krew (transfuzja krwi od obcego człowieka jest łatwo wykrywalna), musieli korzystać z głębokiego mrożenia porcji. Jednak skutkiem ubocznym było uszkodzenie części krwinek.

W amerykańskiej grupie znaleziono na to sposób. Otóż zbierano trzy 500-mililitrowe porcje krwi, które ustawicznie wymieniano za pomocą zastrzyków, zastępując w ten sposób stare krwinki świeżymi.

Z podobną precyzją podawano zawodnikom erytropoetynę (EPO). Kolarze i ich opiekunowie dysponowali wirówkami medycznymi, pozwalającymi zmierzyć hematokryt (poziom stężenia krwi) i nie pozwolić, by przekroczył 50 procent, co oznaczałoby - według przepisów - wszczęcie procedury dyscyplinarnej z podejrzeniem stosowania dopingu EPO albo zakaz startu na dwa tygodnie ze względu na zagrożenie zdrowia.

Wymowny jest fakt, że kolarze przed ważnymi startami balansowali na poziomie hematokrytu 49-49,7 procent. Jak przypuszcza Smorawiński, musieli im w tym pomagać doskonali fachowcy, bo nawet wypicie większej ilości wody już zmieniało układ hematokrytowy.

- Dopiero ta książka uświadomiła mi, jak ten system działał, jak, nie zawaham się użyć tego słowa - mafia organizowała ten proceder, jak on wyglądał od strony technicznej i jak dalece był rozpracowany od strony fizjologiczno-medycznej - podkreślił Smorawiński.

Rektor poznańskiej AWF przyznał, że najbardziej smutnym dla niego wydarzeniem, opisanym w książce Hamiltona, było przekupienie dyrektora laboratorium w Lozannie i  niewłaściwe zachowanie oficerów antydopingowych, którzy ostrzegali zawodników przed z założenia niezapowiedzianymi kontrolami.

Były kolarz Cezary Zamana w latach 90. jeździł w tej samej grupie Motorola z Armstrongiem, jeszcze przed chorobą Amerykanina (rak jąder) i jego siedmioma zwycięstwami w Tour de France. Jak zaznaczył, w Motoroli istniały drużyny A i B. W tej lepszej występował Armstrong w otoczeniu swoich ludzi. Zamana nie zaprzyjaźnił się z Teksańczykiem i po roku nie odnowiono z nim kontraktu.

- Moja wiedza o dopingu poszerzyła się po przeczytaniu tej książki. Gdy zostajesz kolarzem zawodowym, na początku wielu rzeczy nie wiesz. Przychodzą pierwsze porażki, mimo że więcej trenujesz. Stajesz przed lustrem i się zastanawiasz, gdzie jesteś. W pewnym momencie, nie wiesz kiedy, rzeczy, które wydają się nie fair, stają się fair. Widzisz, że tak postępują wszyscy - mówił Zamana, który w swojej karierze był zawieszany za doping.

Uczestnicy panelu zgodzili się co do tego, że na przyszłość kolarstwa można patrzeć z optymizmem. Profesor Smorawiński podkreślił, że znakomitym narzędziem do walki z dopingiem są paszporty biologiczne, określające indywidualne parametry krwi każdego zawodnika. Jeśli ten program będzie prowadzony uczciwie, paszporty zostaną doprecyzowane, a laboratoria będą ze sobą współpracować, to istnieje szansa, że sieć będzie szczelniejsza.

Podobnego zdania jest Zamana. Zwycięzca Tour de Pologne z 2003 roku zwrócił uwagę na fakt, że w ostatnich latach, po ujawnieniu afer Armstronga i Puerto, kolarstwo stało się bardziej wyrównane, ciekawsze, wyniki nieprzewidywalne.

Choć z drugiej strony "gdy oglądałem w ubiegłym tygodniu wyścig Paryż-Nicea, to się zastanawiam, kto i dlaczego wygrał" - wspomniał Zamana, komentując wygraną zawodnika dotychczas z drugiego planu - Australijczyka Richiego Porte z ekipy Sky.

Dowiedz się więcej na temat: Tyler Hamilton | kolarstwo | doping | afera dopingowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje