Michał Kwiatkowski przed startem elity w MŚ: Stać mnie na walkę z najlepszymi

Michał Kwiatkowski wymieniany jest w gronie największych faworytów kolarskich mistrzostw świata. Wyścig elity w Ponferradzie rozegrany zostanie w niedzielę. - Stać mnie na walkę z najlepszymi kolarzami - powiedział nasz olimpijczyk z Londynu.

Jak samopoczucie przed niedzielnym wyścigiem?

Reklama

Michał Kwiatkowski: - Bardzo dobre. Rozsądną decyzją była rezygnacja ze startu w środę w jeździe indywidualnej na czas. Mogłem odpocząć, odstresować się po występie w jeździe drużynowej (zdobył z belgijską grupą Omega Pharma brązowy medal MŚ). Start w drużynie kosztował mnie dużo energii. Teraz czekam ze spokojem na niedzielę.

Odczuwa pan szczególną presję? 

- Taką jak przed każdym wyścigiem, nie większą. Jestem mocno skoncentrowany i wierzę w to, że wyścig ułoży się tak, jakbym sobie tego życzył.

Podoba się panu trasa mistrzostw?

- Tak, bardzo mi się podoba. Przejechałem ją przed oficjalnym otwarciem i wydawała się wtedy trudniejsza. Kiedy Hiszpanie ją udostępnili zawodnikom, postawili barierki, zabezpieczyli wysepki na skrzyżowaniach, to wydaje się inna - szybsza i łatwiejsza. Nie jest skomplikowana. Pokonałem ją pięć, sześć razy. Mam już rozeznanie.

Jak wyglądało powitanie z kolegami z ekipy? Jakie panują nastroje?

- Jeszcze nie mieliśmy okazji do rozmowy. Wszyscy przyjechaliśmy do hotelu w czwartek wieczorem. Porozmawiamy pewnie dzisiaj po pierwszym wspólnym treningu, ale po twarzach widzę, że podróż za bardzo chłopaków nie zmęczyła.

Śledzi pan informacje o rywalach? Podobno Vincenzo Nibali jest w słabszej dyspozycji.

- Trzeba by było zapytać o to Włochów. Rywale? Na pewno w gronie faworytów są Alejandro Valverde, Simon Gerrans, Fabian Cancellara, Michael Matthews, Peter Sagan. To grono jest jeszcze większe.

Mamy piękną, słoneczną pogodę, ale meteorolodzy twierdzą, że w niedzielę będzie padać.

- Deszcz utrudni wyścig. Widzieliśmy to już w zeszłym roku we Florencji, gdzie panowały tragiczne warunki. Moment jazdy w połowie peletonu czy z tyłu stawki kończył się tym, że nie było już szans przejść do przodu i dlatego się wycofałem. Jeśli w niedzielę będzie padać, przesunięcie się do przodu peletonu będzie kosztowało mnóstwo energii, a na tej trasie będzie to możliwe praktycznie tylko w samym mieście. Miejmy nadzieję, że przynajmniej pierwsze rundy pokonamy po suchej szosie.

Jest gdzie odpocząć na tej rundzie?

- Tak. Czterokilometrowy podjazd na początku rundy jest takim miejscem. Mimo że pod górę i prawdopodobnie pod wiatr, będzie można tam odpocząć, ale pod warunkiem, że nie będzie padać. Można zaoszczędzić trochę sił w środku grupy, a wysunąć się na dwudziestą-trzydziestą pozycję dopiero w końcówce. Nie ma sensu jechać cały czas z przodu i tracić niepotrzebnie siły. Natomiast deszcz wszystko zmieni - zmusi do jazdy w czołówce przez cały wyścig i do reagowania na rozwój sytuacji.

Czy stać pana na medal?

- Stać mnie na walkę z najlepszymi kolarzami. Byłem w stanie powalczyć z nimi w klasyku Liege-Bastogne-Liege, więc czemu nie w mistrzostwach świata. Mamy silny zespół, dziewięciu kolarzy, którzy są w formie. Zakończmy więc ten sezon w dobrym stylu.

Dla pana to jeszcze nie będzie zakończenie sezonu.

- Tak. Moim ostatnim tegorocznym wyścigiem będzie Giro di Lombardia.

Pański kontrakt z Omegą Pharmą jest ważny jeszcze rok. Myśli pan o zmianie grupy?

- Świetnie się czuję w tej ekipie. Jest Michał Gołaś, Marek Sawicki, a dojdzie Łukasz Wiśniowski, z którym często trenuję i mam bardzo dobry kontakt. Jest wielu innych ludzi, z którymi bardzo dobrze się dogaduję. Jestem też zadowolony ze swojej pozycji w grupie.

Rozmawiał Artur Filipiuk

Dowiedz się więcej na temat: kolarstwo | Michał Kwiatkowski | kolarskie MŚ

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje