Pożak: Reprezentacja na miarę możliwości, PZKol w trudnej sytuacji

Reprezentacja Polski startuje w Tour de Pologne w składzie, który nie jest optymalny. Powodem jest trudna sytuacja w Polskim Związku Kolarskim – powiedział prezes federacji Janusz Pożak.

Jaka jest pańska ocena startu reprezentacji w Tour de Pologne? Pozostały dwa górskie etapy, a najlepszy z biało-czerwonych Michał Podlaski zajmuje 57. miejsce ze stratą ponad trzech minut do prowadzącego Michała Kwiatkowskiego.

Reklama

Janusz Pożak: - Nie należało się spodziewać, że nasi zawodnicy będą walczyć w klasyfikacji generalnej. Mieliśmy za zadanie walczyć o jak najwyższe lokaty na etapach i oczywiście o jakąś koszulkę. Były ucieczki z udziałem biało-czerwonych. Nie udały się, bo startują tutaj najsilniejsze drużyny świata. Żeby ścigać się z takimi zawodnikami, trzeba startować w wyścigach World Tour, a nasi kolarze rywalizują głównie w kraju.

Nie warto było dać szansy młodym kolarzom, jak choćby Filipowi Maciejukowi?

- Nie mogliśmy wybierać zawodników. Wiemy, jaka jest sytuacja w PZKol.

Czy może pan sprecyzować? Podobno nasze krajowe drużyny same musiały zapłacić za start swoich zawodników w barwach reprezentacji w Tour de Pologne.

- Dokładnie tak było. Odpowiedzialny za start reprezentacji był Andrzej Domin, który jest tutaj z zawodnikami jako dyrektor sportowy. Wielkie podziękowania dla niego, bo z własnej kieszeni kupił jeden z samochodów i wziął na wyścig. Zatankował na własny koszt autobusy. W ostatniej chwili wypożyczył jeden z autobusów od Dariusza Banaszka (byłego prezesa PZKol – przyp. PAP). Reprezentacja na Tour de Pologne jest na miarę naszych możliwości, a nie życzeń. PZKol jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej.

Ministerstwo Sportu i Turystyki częściowo przywróciło finansowanie PZKol...

- Finansowanie zostało przywrócone w całym półroczu. Miałem dwa spotkania z ministrem Witoldem Bańką, więcej spotkań z wicemistrzem Janem Widerą. Minister Bańka udzielił mi wsparcia. Rozmawialiśmy m.in. o bardzo ważnej imprezie, która w pewnym momencie była zagrożona. Mówię o przyszłorocznych mistrzostwach świata na torze w Pruszkowie.

Czy są one nadal zagrożone?

- W przyszłym tygodniu lecę do Genewy. W Szwajcarii odbędą się mistrzostwa świata juniorów w kolarstwie torowym, ale tak naprawdę będziemy rozmawiać z przedstawicielami UCI o tym, jak mamy się przygotować do mistrzostw świata elity, aby wszystko było na najwyższym poziomie. Zapłaciliśmy już pierwszą ratę składki, zorganizowaliśmy w Pruszkowie Grand Prix Polski i dostaliśmy za tę imprezę bardzo wysoką ocenę od UCI. Mistrzostwa świata nie są zagrożone.

Jak układa się współpraca PZKol z ministerstwem?

- Składamy wnioski budżetowe do ministerstwa i dostajemy na nie pieniądze. Żadnych problemów nie ma. Kończymy robić sprawozdanie finansowe za rok 2017. W przyszłym tygodniu mam je podpisać. Sprawozdanie musi zostać zatwierdzone przez zjazd delegatów, który – jak wszystko na to wskazuje - odbędzie się we wrześniu.

Były jednak problemy, na przykład z młodzieżowymi mistrzostwami Europy w kolarstwie górskim w Grazu, na które trenerzy i zawodnicy pojechali na własny koszt, a później pieniądze miały być zwracane.

- Mieliśmy trochę kłopotów natury, że tak nazwę, technicznej. Przez pół roku finansowanie dla PZKol przechodziło przez PKOl. Niektóre opłaty, rezerwacje trzeba było dokonać w pierwszym półroczu, ale same zawody odbywały się w następnym, więc nie można było tych pozycji ująć we wnioskach składanych przez nas do ministerstwa na pierwsze pół roku. Stąd opóźnienia i wyszło małe zakłócenie, jeśli chodzi o zawody w Grazu. Podobnie jest z kilkoma innymi imprezami, których organizatorzy zgodzili się przesunąć nam płatności. Zostały one już opłacone.

Problemem PZKol jest zadłużenie wobec Mostostalu Puławy w związku z pracami wykonanymi wiele lat temu na torze w Pruszkowie. Po długich rozmowach doszliście z wierzycielem do porozumienia. Kiedy musicie zapłacić pierwszą ratę i ile ona wynosi?

- 300 tysięcy złotych. Musimy zapłacić do końca września.

Czy PZKol jest na to przygotowany?

- Jeszcze nie i nie ukrywam, że jesteśmy w kłopocie. Musimy znaleźć te środki, ale będzie ciężko. Potencjalni sponsorzy mówią, żebyśmy przyszli we wrześniu, bo wtedy mogliby z nami podpisać umowy. Generalnie to jest najważniejsza sprawa: znalezienie sponsora. I jeszcze bardzo ważne jest, aby zakończyło się śledztwo prokuratury, które dotyczy wątku obyczajowego sprzed wielu lat.

Dowiedz się więcej na temat: Janusz Pożak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje