Sylwester Szmyd: Wygra Basso, Scarponi albo Rodriguez

​Walka o zwycięstwo w tegorocznym Giro d'Italia rozegra się między Włochami Ivanem Basso i Michele Scarponim oraz Hiszpanem Joaquimem Rodriguezem - ocenia polski kolarz Sylwester Szmyd, który w wyścigu pomaga pierwszemu z faworytów.

Giro d'Italia wkracza w decydującą fazę. Przed nami ostatni, najtrudniejszy tydzień. Kto wygra?
Sylwester Szmyd: - Liczy się tylko trójka: Basso, Scarponi i Rodriguez. Każdy z nich ma szanse zwyciężyć, a do tej pory praktycznie nie było dla nich pola do rywalizacji, nie licząc końcowego podjazdu do Cervinii w sobotę. Różnice czasowe między tą trójką są na razie minimalne. Prawdziwe góry dopiero przed nami.
Odważyłby się pan określić w procentach szanse tych trzech kolarzy na zwycięstwo w Giro?
- Ivan - sto procent, Michele Scarponi - zero, Joaquim Rodriguez - zero (śmiech). Mówiąc serio, wierzę w to, że Ivan jest w stanie wygrać. Jest równie dobrze przygotowany jak wtedy, gdy zwyciężał w całym wyścigu (w 2006 i 2010 roku -  PAP). Nasza drużyna Liquigas pracuje od początku na ten jeden cel.
Jest pan widoczny jak zwykle na ostatnich kilometrach górskich etapów, gdy trzeba narzucić mocniejsze tempo, albo gonić ucieczkę, albo też rozerwać czołówkę. Czuje już pan ten wyścig w kościach?
- Jest OK, tak jak być powinno. Czuję się dobrze. Nic mi nie dolega.
W poniedziałek mogliście wreszcie odpocząć.
- Tak, mogliśmy odetchnąć i ten odpoczynek nam się należał. Dziś nie było treningu, padał deszcz. Z godzinę pojeździliśmy w hotelu na rowerze stacjonarnym. I to wszystko.   
W ostatnim tygodniu są aż trzy etapy wysokogórskie: w środę, w piątek i w sobotę. Który będzie rozstrzygający?

Reklama

- Niewątpliwie sobotni. Z dwóch powodów: po pierwsze - bo to już sam koniec wyścigu (przedostatni etap - PAP) i wszyscy będą już mocno zmęczeni, a po drugie - ponieważ kończy się naprawdę morderczym podjazdem na przełęcz Stelvio. To jest 27, czy 28 kilometrów wspinaczki. Tam wyścig się rozstrzygnie.
W tegorocznym Giro Polacy jadą wyjątkowo aktywnie. Bartosz Huzarski był drugi na etapie, Michał Gołaś miał koszulkę najlepszego górala i był trzeci na etapie...
- Chłopaki jadą znakomicie, są w czołówce. I, co cieszy, jest odzew kibiców. Widać biało-czerwone flagi, dostaję maile od kibiców, bardzo sympatyczne, ze słowami otuchy. Niektórzy chcą przyjechać do Włoch na ostatnie etapy. To naprawdę "polskie Giro", jakiego jeszcze nigdy nie mieliśmy.
Rozmawiał Artur Filipiuk

Dowiedz się więcej na temat: giro d'italia | Sylwester Szmyd | kolarstwo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje