TdF. Michael Schaer po 13. etapie: Pogrążył mnie przedni wiatr

Michael Schaer (BMC Racing) był najmocniejszym kolarzem z czteroosobowej ucieczki, która uformowała się zaraz po starcie 13. etapu Tour de France. Peleton doścignął go dopiero 7 km przed metą, a na pocieszenie Szwajcarowi pozostała dekoracja i czerwony numer dla najwaleczniejszego zawodnika dnia.

- Dałem z siebie wszystko. Już rano nakreśliłem sobie plan załapania się w odjazd – powiedział na mecie w Valence Schaer.

Reklama

Za wdrażanie planu Szwajcar zabrał się zaraz po starcie, gdy zaatakował wraz z Thomasem De Gendtem (Lotto-Soudal), Tomem Scully’m (EF) i Dimitrim Claeysem (Cofidis).

- Utrzymywaliśmy się na czele tak długo, jak mogliśmy. Cieszyłem się, że jedzie z nami De Gendt, bo jest on wybitnym specjalistą od ucieczek. To jednak nam nie pomogło, bo peleton nie odpuścił nam ani na chwilę. Nasza maksymalna przewaga wyniosła raptem dwie minuty. W końcówce jechałem na "maksa", mając nadzieję, że w mieście pojawi się wiele zakrętów. Niestety nie udało się, bo do miasta prowadziły szerokie drogi, na których wiał mocny przedni wiatr – podkreślił Schaer.

Reklama

Reklama

Reklama