Tour de France. Bartosz Huzarski: Kwiatkowski jednym z faworytów prologu

Michał Kwiatkowski ma szansę zdobyć koszulkę lidera Tour de France. On będzie jednym z faworytów sobotniej jazdy indywidualnej na czas w Duesseldorfie, która rozpocznie wyścig - uważa były kolarz, trzykrotny uczestnik Wielkiej Pętli Bartosz Huzarski.

Polska Agencja Prasowa: Jeszcze rok temu startował pan w Tour de France i jest świetnie zorientowany w stawce zawodników. Kto za trzy tygodnie stanie na podium w Paryżu?

Reklama

Bartosz Huzarski: - Liczyć się będą ci sami kolarze co w ubiegłym roku: Chris Froome, Nairo Quintana i Alberto Contador. Ewentualnie dodałbym do tego grona Estebana Chavesa. O pierwszą dziesiątkę powinno bić się około 20 zawodników. Prawie każda drużyna ma swojego lidera na klasyfikację generalną.

A Rafał Majka? On sam mówi, że jego celem jest miejsce w pierwszej piątce...

- Nie wiem, czy Rafał jest już na tyle dojrzałym zawodnikiem, na tyle przygotowanym, by walczyć o klasyfikację generalną. To jest jednak inne ściganie niż na Giro d'Italia. Wiele będzie zależeć od jego drużyny Bora-Hansgrohe, w której ja sam kiedyś jeździłem, jakie Rafał będzie miał wsparcie. Jest on zawodnikiem, który potrafi ustawić się w peletonie. Rywale czują do niego respekt. Piąte miejsce w klasyfikacji generalnej wydaje się realne. Ja obstawiałbym między piątą a ósmą lokatą.

Próbę generalną przed Tour de France - wyścig Criterium du Dauphine - wygrał Duńczyk Jakob Fuglsang z Astany. Pogodził wszystkich faworytów...

- Mimo wszystko on nie jest kolarzem, który może skończyć trzytygodniowy wyścig w pierwszej trójce. Może być w +dziesiątce+. Tour de France nie jest do końca przewidywalny. Nie wiadomo, jaka będzie pogoda, czy dojdzie do kraks. Jeśli Contador znów będzie miał pecha, to sam się wyeliminuje w jakiejś kraksie, ale życzę mu tego, by w swoim ostatnim starcie w TdF, zwyciężył albo przynajmniej stanął na podium. Cenię go za to, że atakuje, że nie kalkuluje. Dzięki takim jak on wyścig staje się ciekawy. On robi show.

Wydaje się, że Froome nie jest w takiej formie jak w poprzednich latach. Trzykrotny zwycięzca "Wielkiej Pętli" był dopiero czwarty w Criterium du Dauphine...

- Froome pojechał poniżej oczekiwań, ale od Delfinatu do decydującej fazy Tour de France minie pięć tygodni. To bardzo długo. Jeśli formy nie ma, to trzeba nad nią popracować i Froome na pewno tak uczynił. Najważniejsze jest dziesięć ostatnich dni Touru. Do decydujących etapów trzeba dojechać bez strat, mając za sobą silną drużynę, a Sky taką właśnie jest. Wyścig można oczywiście przegrać na płaskich etapach przez jakąś głupotę, ale sztuka jest w tym, by przeprowadzić swojego lidera na decydujące odcinki bezpiecznie.

Mówi się, że o wynikach Tour de France decyduje także to, co dzieje się poza trasą, cała otoczka ekipy - odnowa biologiczna, posiłki...

- Oczywiście, że tak. Warunki, jakie stwarza ekipa, muszą być optymalne. Ważne jest kiedy zawodnik dostaje posiłki, jak często i co je, jakiej używa suplementacji, kiedy ma masaż, itp. Najważniejszy jest sen. Powinno się spać jak najwięcej. Poza tym oszczędzamy energię gdzie się da. Nawet na pierwsze piętro w hotelu jedziemy windą, na kolacji nie wstajemy od stołu, posiłki podają nam masażyści. Bardzo ważna jest odpowiednia dieta. Jeśli przed nami lekki etap, to nie możemy za dużo jeść, żeby organizm nie spuchł. Na TdF ekipa zabiera co najmniej pięciu masażystów, żeby zawodnicy nie musieli długo czekać na swoją kolej. Niektóre drużyny mają specjalne kampery z basenami z zimną wodą. Schłodzone mięśnie to pierwszy proces regeneracji. Wszyscy szykowali się do tego wyścigu podobnie - na zgrupowaniach górskich i startując w wyścigach. Zawodnicy są przygotowani prawie idealnie pod względem fizycznym. Dlatego liczą się najmniejsze detale, jak komfort, wygoda, jakość snu. Te mikroelementy przekładają się na pięć procent zysku albo taki sam ułamek straty.

Komu będzie pan kibicować?

- Wszystkim naszym, a szczególnie "Kwiatkowi". Myślę, że wygra prolog i założy koszulkę lidera. Nie jedzie w Tour de France jego najgroźniejszy rywal - Australijczyk Rohan Dennis. Myślę, że niewielu jest takich, którzy mogliby Michałowi zagrozić. Na mistrzostwach Polski pokazał, że jest bardzo mocny. Wsadzić Maćkowi Bodnarowi półtorej minuty w jeździe na czas to naprawdę sztuka. To wręcz przepaść, a nie myślę, by Maciek czy Marcin Białobłocki odpuścili. Jeżeli Kwiatkowski utrzyma formę, to zwycięstwo w prologu jest realne. Oby nie przegrał z kimś o sekundę.

Rozmawiał: Artur Filipiuk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje