Tour de France. Drużyna uratowała Urana

Rigoberto Uran (Education First-Drapac) tylko znakomitej pracy swojej drużyny zawdzięcza fakt, że na 4. etapie Tour de France nie poniósł czasowych strat. Pięć kilometrów przed metą Kolumbijczyka zatrzymała kraksa, ale zespołowa praca sprawiła, że zdołał on doścignąć peleton. Sztuka ta nie udała się Ilnurowi Zakarinowi (Katiusza-Alepcin), który końcową linię minął 59 sekund po najlepszych.

Ofiar powyższej kraksy było więcej. Tiesj Benoot (Lotto Soudal) stracił przez nią 10 minut, docierając do mety z licznymi obrażeniami twarzy, a Alex Domont (AG2R La Mondiale) musiał wycofać się z wyścigu po złamaniu obojczyka.

Reklama

Dla Urana dzień zakończył się zdecydowanie lepiej. Zaraz po kraksie rower oddał mu inny Kolumbijczyk Daniel Martinez, a następnie Simon Clarke i Sep Vanmarcke dociągnęli go do peletonu na odcinku dwóch kilometrów.

- Najważniejsze, że nie straciłem sekund. To była wspaniała praca zespołowa, dzięki której wszyscy ukończyliśmy etap z czasem zwycięzcy. Wyścig jest długi i trudno w nim ominąć wszystkie kraksy. Takie akcje sprawiają, że morale zespołu idzie w górę - przyznał Uran, który na szczęście nie ucierpiał.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje