Tour de France. Na ten dzień Degenkolb czekał ponad dwa lata

John Degenkolb (Trek-Segafredo) spełnił w niedzielę swoje marzenie. Po sześciu drugich miejscach Niemiec zdołał w końcu wygrać etap Tour de France. Na dziewiątym odcinku, z 15 sektorami brukowanymi i metą w Roubaix, wyprzedził Grega van Avermaeta (BMC Racing) oraz Yvesa Lampaerta (Quick-Step Floors) i ma na swoim koncie triumfy we wszystkich wielkich tourach.

- Dla innych chłopaków ważniejsze są klasyki, ale dla mnie zwycięstwo dziś jest czymś absolutnie wyjątkowym, biorąc pod uwagę to, co miało miejsce w ostatnich latach – powiedział Degenkolb, który w 2015 roku wygrał Paryż-Roubaix.

Reklama

- Tak wiele osób mówiło, że jestem skończony i nigdy nie wrócę już na szczyt. Bardzo się cieszę, że pokazałem im, że wciąż na nim jestem. Wciąż żyję. Nie powstrzymała mnie ta paskudna kraksa. Jestem dumny, że udało mi się powalczyć – dodał.

Na początku 2016 roku w grupę trenujących kolarzy Trek-Segafredo wjechał samochód. Mocno poturbowany Degenkolb aż do niedzieli, a zatem przez ponad dwa lata, nie potrafił nawiązać do swoich sukcesów sprzed wypadku, przez który stracił wiele miesięcy treningów i startów, wiele zdrowia, ale nie wiarę w swoje możliwości.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje