Wygrani i przegrani pierwszego tygodnia Giro d'Italia

Niedzielny etap z metą na Gran Sasso d'Italia był wspaniałym podsumowaniem pierwszego tygodnia rywalizacji w 101. edycji Giro d’Italia, choć emocji nie brakowało od samego początku. Dużym utrudnieniem dla 176 kolarzy, którzy rozpoczęli rywalizację w Izraelu były kwestie logistyczne. Kto jest największym wygranym, a kto rozczarował najbardziej? Poniżej zamieściliśmy nasze subiektywne zestawienie.

Oczarowali

Reklama

Simon Yates (Mitchelton-Scott)

Nigdy nie stanął na końcowym podium wielkiego touru. Co więcej, nie miał w swojej kolekcji choćby pojedynczej koszulki lidera trzytygodniowego wyścigu. Jego najlepszym miejscem w klasyfikacji końcowej jest szóste z Vuelta a Espana 2016. Tymczasem w tegorocznym Giro d’Italia 25-letni Brytyjczyk jedzie jakby miał w nogach wygrany niejeden wielki tour. Fakt – może liczyć na świetną drużynę, ale sposób, w jaki sam rozgrywa końcówki etapów z podjazdami, zasługuje na największe słowa uznania. O tym, że jest w świetnej formie pokazał już podczas pierwszego etapu – indywidualnej czasówki w Jerozolimie. Był tam siódmy, a na 9,7-km trasie uzyskał lepszy czas choćby od Tony'ego Martina (Katiusza-Alpecin) i Chrisa Froome’a (Team Sky). Pierwszy tydzień zakończył z jednym etapowym zwycięstwem i trzema dniami w różowej koszulce.

Richard Carapaz (Movistar)

Ekwador oszalał na punkcie 24-latka. Do historii tamtejszego kolarstwa Carapaz przeszedł w sobotę, wygrywając dla swojego kraju pierwszy etap w wielkim tourze. Gratulacje złożył mu sam prezydent, podkreślając, że jego postawa motywuje cały naród do wytężonej pracy na rzecz Ekwadoru. Co więcej, po dziewięciu dniach Giro ma również białą koszulkę lidera klasyfikacji młodzieżowej, wyprzedzając tak uznanego rywala, jak Miguel Angel Lopez (Astana). Grupa Movistar uwierzyła w jego talent w 2016 roku i coraz lepiej na tym wychodzi.

Elia Viviani (Quick-Step Floors)

Włoch nie miał łatwego zadania. Na jego barkach spoczywała bowiem ogromna odpowiedzialność za wynik. Grupa Quick-Step Floors zbudowana została wokół Vivianiego (co za odmiana w porównaniu z tym, co było w Team Sky), choć ten do rozpoczęcia 101. edycji Giro miał na swoim koncie raptem jedno zwycięstwo w wielkim tourze. 29-latek wytrzymał jednak presję i w wielkim stylu wygrał dwa etapy w Izraelu, zdobywając przy tym koszulkę lidera klasyfikacji punktowej. Będący w życiowej formie Viviani ma już na swoim koncie siedem zwycięstw w tym sezonie.

Rozczarowali

Fabio Aru (UAE Emirates Team)

Przed niedzielnym etapem odgrażał się, że jest w bardzo dobrej formie, a skończyło się 24. miejscem i ponad minutową stratą. Jego strata w klasyfikacji generalnej do Simona Yatesa wynosi już 2:36, co daje mu dopiero 15. lokatę w „generalce”. Oczekiwania wobec drugiego kolarza Giro d’Italia 2015 były zdecydowanie większe. Po dwóch latach nieobecności we włoskim tourze i zmianie grupy na ekipę, która obdarzyła go w końcu ogromnym zaufaniem, Aru miał w wielkim stylu nawiązać do swoich najlepszych momentów, jak chociażby z jesieni 2015 roku, gdy wygrał hiszpańską Vueltę. 27-letni Sardyńczyk będzie miał jeszcze gdzie odrobić straty, ale musi zaprezentować się z dużo lepszej strony.

Tony Martin (Katiusza-Alpecin)

To nie jest sezon 33-letniego „Panzerwagena”, a pierwszy tydzień Giro niczego w tej kwestii nie zmienił. Dla czterokrotnego mistrza świata w jeździe na czas dopiero dziewiąte miejsce w jerozolimskiej „czasówce” z pewnością było rozczarowaniem. Poniesione straty Niemiec chciał sobie zrekompensować obecnością w ucieczkach, jednak nikt nie miał zamiaru puszczać go w „odjazd”. Konieczność pogoni za takim kolarzem oznacza bowiem zaangażowanie bardzo wielu sił, a tego rywale chcieli uniknąć. Łatwo wyobrazić sobie nastroje panujące w grupie, której najwyżej sklasyfikowany kolarz w Giro (Jose Goncalves) jest 21.

Jakub Mareczko (Wielier Triestina-Selle Italia)

Urodzony w Jarosławiu Mareczko, jako kolarz ekipy Pro Continental, nieczęsto ma okazję startować w wyścigach najwyższej kategorii. Choć zwycięstw w peletonie ma na swoim koncie mnóstwo, to wciąż pozostaje bez poważnego sukcesu i 101. edycja Giro tego nie zmieni. 24-letni sprinter jako jedyny nie ukończył 9. etapu, tym samym eliminując się z walki o zwycięstwa na odcinkach w drugim i trzecim tygodniu. Włoch nie wytrzymał trudów wspinaczki na Roccaraso i zszedł z roweru. „Niesmak pozostał” – napisano na stronie jego grupy. Biorąc pod uwagę małą liczbę bardzo szybkich kolarzy w peletonie tegorocznego Giro, tak dobrej okazji na triumf w wielkim tourze Mareczko może długo nie mieć.

Dlaczego zabrakło Chrisa Froome'a (Team Sky)?

Z dwóch powodów. Po pierwsze, od dawna wiadomo było, że łącząc starty w Giro d'Italia i Tour de France Brytyjczyk nie będzie w najwyższej formie w pierwszym tygodniu rywalizacji we Włoszech. Było to absolutnie zamierzone. Identycznie było przed rokiem we Francji, gdy Wielką Pętlę łączył z hiszpańską Vueltą (wygrał oba wyścigi). Po drugie, wpływ na jego wyniki miały również upadki, których nie uniknął.

Dowiedz się więcej na temat: giro d'italia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje