Tomasz Herkt: To było superwidowisko

Dzięki wygranej w Gdyni z Basketem 75:73 koszykarki Artego Bydgoszcz odniosły piąte kolejne zwycięstwo w ekstraklasie. „To było superwidowisko godnych siebie drużyn. Możemy życzyć sobie więcej takich spotkań” – powiedział trener gości Tomasz Herkt.

Przed tym meczem obie drużyny miała na koncie komplet czterech zwycięstw, ale w Gdyni status niepokonanego zespołu utrzymało Artego. Poza bydgoszczankami przegranej w ekstraklasie nie zanotowały jeszcze mistrzynie Polski, zawodniczki wrocławskiej Ślęzy.

Reklama

"W tej konfrontacji wygrana mogła przypaść obu zespołom. A jak przystało na ekipy, które nie poniosły jeszcze porażki, stworzyły one super widowisko. Ten mecz stał na bardzo wysokim poziomie, a dziewczyny zagrały z pełnym poświęceniem, zarówno w ataku jak i obronie. Gdyby polska liga wyglądała tak jak to spotkanie, o zainteresowanie żeńską koszykówką moglibyśmy być spokojni" - skomentował Herkt.

Przez większą część spotkania prowadziły gdynianki i wydawało się, że to one wyjdą zwycięsko z tej rywalizacji. Tymczasem w 38. minucie po dwóch rzutach za trzy Elżbiety Międzik oraz punktach Deneshy Stallworth i Julie McBride zrobiło się 73:64 dla Artego.

Gospodynie nie dały jednak za wygraną i po dwóch "trójkach" Anny Makurat i takim samym trafieniu najskuteczniejszej zawodniczki spotkania Kahleah Copper, która zdobyła 26 punktów, sześć sekund przed końcem przegrywały tylko 73:74. Wtedy jeden osobisty wykorzystała McBride, a po drugim niecelnym rzucie amerykańskiej rozgrywającej piłkę w ataku zebrała Dragana Stankovic i bydgoszczanki mogły fetować piąty ligowy triumf.

"W ostatnich minutach otworzyła się Ela Międzik, która jest znakomitym strzelcem i wydawało się, że końcówka będzie spokojna. Tymczasem trener gdyńskiej drużyny podjął słuszną decyzję o obniżeniu składu, dzięki czemu na boisku pojawiły się zawodniczki potrafiące rzucać z dystansu, które szybko trafiły trzy trójki. Z drugiej strony zabrakło nam również trochę szczęścia, bo po niecelnych rzutach Basketu pechowo straciliśmy dwie piłki i rywalki miały okazję do ponowienia akcji" - zauważył Herkt.

60-letni szkoleniowiec komplementował po meczu nie tylko liderki zespołu, ale także dwie 21-letnie koszykarki, Sylwię Bujniak i Karolinę Poboży.

"Niebezpieczny dla nas moment miał miejsce, kiedy z powodu lekkiej kontuzji McBride musiała na chwilę opuścić boisko. Na parkiecie przebywały wtedy nasze dwie najmłodsze zawodniczki, które znakomicie wykorzystały dane im w sumie 10 minut. Kiedy Julie usiadła na ławce, rzuty wolne wykonywała Aneta Kotnis. Basket wygrywał po nim ośmioma punktami, ale podczas nieobecności naszej rozgrywającej ta przewaga nie tyle nie powiększyła się, ile została nawet zredukowana" - stwierdził.

Herkt podkreślił jednocześnie, że jego zespół wygrał w Gdyni pomimo tego, że w czwartek zmierzył się w Moskwie w meczu Pucharu Europy z PBC MBA. Artego okazało się lepsze 87:70.

"To był dla nas trudny tydzień, bo z Moskwy wróciliśmy do Bydgoszczy po długiej podróżny dopiero w piątek. Zdajemy sobie sprawę, że Basket również grał w tym pucharze ze Ślęzą we Wrocławiu, ale to jest zupełnie inna skala zmęczenia. Nie ulega natomiast wątpliwości, że w Gdyni zmierzyły się dwie godne siebie drużyny i możemy sobie życzyć więcej takich spotkań"  - podsumował szkoleniowiec Artego.

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Herkt | Artego Bydgoszcz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje