Anwil ponownie przerwał udaną passę Stali Ostrów

Niespełna rok temu koszykarze Anwilu Włocławek przerwali serię BM Slam Stali 12 meczów bez porażki. Drużyna Igora Milicica w niedzielę znów zatrzymała niepokonany od siedmiu spotkań zespół z południowej Wielkopolski wygrywając 83:76.

Ostrowianie po siedmiu kolejnych zwycięstwach awansowali ze środkowych rejonów tabeli na czwarte miejsce. Stal jednak od powrotu do ekstraklasy, czyli od 2015 roku nie wygrała jeszcze z Anwilem i nie inaczej było w kolejnym pojedynku obu ekip.

Reklama

Lider do Ostrowa przyjechał podrażniony niespodziewaną porażką u siebie z Asseco Gdynia (92:105) i z dwoma nowymi koszykarzami - Mario Ihringiem i Jakubem Wojciechowskim, którzy kilka dni temu rozwiązali kontrakty z włoskim Betaland Capo d'Orlando. Pierwszy z nich nie pojawił się na parkiecie. Z kolei Wojciechowski, który całą swoją dotychczasową karierę spędził we Włoszech, udanie zadebiutował w polskiej ekstraklasie.

- Dlatego też dla mnie było to wyjątkowe spotkanie. Nie jest łatwo wejść do tak ukształtowanego zespołu, poznać wszystkie zagrywki. Słyszałem, że w hali w Ostrowie gra się ciężko i nie jest tu łatwo wygrać. Tym bardziej cieszę się ze zwycięstwa – mówił po spotkaniu Wojciechowski, który zdobył 12 punktów.

Cały mecz toczył się przy niewielkiej przewadze Anwilu, choć pod koniec drugiej kwarty wynosiła ona już 11 "oczek". Gospodarze słabiej spisywali się w rzutach z dystansu, w ciągu 20 minut tylko raz trafili za trzy punkty – uczynił to Aaron Johnson w ostatniej minucie pierwszej części spotkania.

Po zmianie stron podopieczni Emila Rajkovica byli już blisko remisu, po efektownej kontrze w wykonaniu Johnsona i Mateusza Kostrzewskiego było tylko 49:47 dla gości. Włocławianie mieli jednak w swoich szeregach niesamowitego Ivana Almeidę, który z łatwością i w trudnych momentach dziurawił kosz rywali. Do 29 punktów dodał siedem zbiórek i cztery asysty.

Jeszcze na dwie minuty przed końcem nadkomplet publiczności w kameralnej ostrowskiej hali mógł mieć nadzieję na zwycięstwo. Koszykarze Stali wreszcie zaczęli punktować za linii 6,75 m; udane próby zanotowali Grzegorz Surmacz, Marc Carter, Michał Chyliński i dwukrotnie Nikola Markovic. Na niespełna dwie minuty przed końcem prowadzenie Anwilu zmalało do czterech punktów (78:74). Goście niezwykle agresywnie zagrali w defensywie, zmuszając ostrowian do oddawania rzutów z trudnych pozycji. W efekcie tylko Adamowi Łapecie udało się trafić spod kosza.

Trener lidera Igor Milicic chwalił swój zespół za konsekwencję w grze.

- Lubię takie mecze rozgrywane w fajnej atmosferze, przy gorącym dopingu. Konsekwentnie realizowaliśmy założenia taktyczne, nie oddawaliśmy niepotrzebnych rzutów za trzy punkty. Graliśmy cierpliwie, wypracowywaliśmy sobie otwarte pozycje rzutowe. Ostatnia porażka z Asseco to nie był może kubeł zimnej wody, ale pokazała, ze każdy zespół może wygrać z nami – mówił szkoleniowiec.

Mniej powodów do satysfakcji miał opiekun gospodarzy Emil Rajkovic.

- Mecz toczył się na dużej intensywności, o porażce zadecydowały niuanse – jakaś dobita piłka przez rywali, nietrafiony rzut z czystej pozycji. W pierwszej połowie mieliśmy właśnie kilka takich niewykorzystanych okazji – skomentował.

Były koszykarz włocławskiej drużyny Michał Chyliński przyznał, że nie traktował tego pojedynku w jakiś wyjątkowy sposób.

- To był po prostu fajny mecz z liderem. Jeden rzut w tę stronę lub w drugą mógł zadecydować o wyniku. Ja liczę, że jeszcze spotkamy się w play off i będziemy mieli okazję do rewanżu – podsumował zawodnik Stali.

Dowiedz się więcej na temat: anwil włocławek | BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje