Gruszecki: Zacięta seria Czarnych ze Śląskiem

Najlepszy strzelec Energi Czarnych Słupsk i czołowy koszykarz ekstraklasy Karol Gruszecki jest optymistą przed rozpoczynającą się w czwartek rywalizacją w play off ze Śląskiem Wrocław. - Seria będzie zacięta, ale wyjdziemy z niej zwycięsko - powiedział.

25-letni zawodnik, grający na pozycji rzucającego lub niskiego skrzydłowego, jest największą rewelacja sezonu w Tauron Basket Lidze. Potwierdzają to nominacja do najlepszej piątki rozgrywek i czołowe miejsca w głosowaniach trenerów na MVP oraz najlepszego polskiego koszykarza w lidze, w których przegrał tylko z Damianem Kuligiem z PGE Turowa Zgorzelec.

Reklama

- Na pewno to bardzo miłe, wyjątkowe wyróżnienia. Jeszcze nie miałem tak dobrego sezonu w karierze. Cieszę się, że ciężka praca, na którą postawiłem wcześniej i wykonuję każdego dnia, daje efekty. Do tego mam przyjemność grać w drużynie, która odnosi sukcesy, wygrywa mecze, zajęła czwarte miejsce na koniec sezonu zasadniczego. Gdyby nie to, nikt nie zauważyłby mojej dobrej gry - przyznał koszykarz.

Lider Czarnych w porównaniu z poprzednimi rozgrywkami w zakończonym sezonie zasadniczym poprawił swoją średnią punktową z 5,8 na 15,3. Już przed rokiem miał bardzo dobre mecze, ale za trenera Andreja Urlepa inna była jego sytuacja w Słupsku, dołączył późno do zespołu, już w trakcie sezonu.

- Gdy koledzy złapali kontuzje, dostawałem więcej minut i wykorzystałem swoją szansę. Potem pokazałem trenerom Rafałowi Frankowi i Mirosławowi Lisztwanowi, że potrafię grać. Dla koszykarza zawsze ważna jest kwestia zaufania ze strony szkoleniowca, pokazania się na boisku. Przed tym sezonem mocno pracowałem w wakacje, stąd te postępy - wyjaśnił.

Gruszecki urodził się w Łodzi, a to zapowiada znaczące osiągnięcia w koszykówce. Z tego miasta pochodzą Marcin Gortat i Maciej Lampe. Karol zaczynał karierę w ŁKS, tym samym klubie co środkowy Washington Wizards.

- Oprócz Gortata i Lampego, którzy są największymi gwiazdami w Polsce, ale i w Europie, z Łodzi wywodzą się także Jarek Mokros czy Michał Michalak, był Paweł Malesa. Jest nas wielu. Zaczynałem przygodę z koszykówką w podstawówce - trochę przypadkowo, gdyż jak każde dziecko interesowałem się przede wszystkim piłką nożną. Z kolei ojciec, Grzegorz, popychał mnie w kierunku piłki wodnej, w którą sam długo grał, łącznie z występami w reprezentacji kraju. Przy koszykówce utrzymały mnie pierwsze sukcesy na szczeblu szkolnym i młodzieżowym oraz to, że szybko urosłem - przypomniał mierzący 193 cm zawodnik.

Z Łodzi trafił do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Warszawie, skąd już było blisko do debiutu w ekstraklasie w barwach stołecznej SPEC Polonii. 18-letni Karol rozegrał w niej dwa spotkania w sezonie 2007/08, po czym wyjechał do Stanów Zjednoczonych,

- Nie chodziło tylko o amerykańską koszykówkę. Zawsze interesowałem się tym krajem, jego kulturą. Inspiracją była też dla mnie siostra Sylwia, która wyjechała do USA studiować i grać w siatkówkę. Przetarła szlak, pokazała, że naprawdę można sobie tam poradzić samemu. Więc gdy tylko w trzeciej klasie liceum dostałem szansę, postanowiłem wyjechać po zakończeniu roku szkolnego - wyjaśnił.

Po pięciu latach spędzonych w kilku college'ach w USA i skończeniu uczelni University od Texas at Arlington otrzymał propozycję gry w czołowym belgijskim klubie Spirou Charleroi.

- Konkurencja w zespole była niesamowita. Każdego dnia miałem jednak okazję rywalizować ze znakomitymi zawodnikami. To była dla mnie bardzo dobra szkoła, nawet jeżeli nie dostawałem wielu minut na parkiecie. Posmakowałem jednak gry w Pucharze Europy, a liga belgijska też przecież stoi na wysokim poziomie. Tam nabrałem pewności i nowych umiejętności - podkreślił.

Wypożyczony w trakcie minionego sezonu do Czarnych, po jego zakończeniu podpisał dwuletni kontrakt z klubem ze Słupska. Forma prezentowana w obecnych rozgrywkach czynią z niego poważnego kandydata do reprezentacji Polski. I to w sezonie, w którym wystąpi ona w mistrzostwach Europy. Jak widzi swoje szanse wyjazdu do Francji? Na swojej pozycji ma wielu groźnych konkurentów - Mateusza Ponitkę, Adama Waczyńskiego, Michała Chylińskiego, Przemysława Zamojskiego, Michała Michalaka.

- Rywalizacją jest nieodłączną częścią sportu, więc bardzo się cieszę, że jest dużą konkurencja. Jeżeli dostanę powołanie od trenera Mike'e Taylora, będę miał przyjemność rywalizowania w wakacje z dobrymi zawodnikami. To tylko może mi pomóc. Na pewno chciałbym się dostać do drużyny. Zrobię wszystko, by pojechać na obóz jak najlepiej przygotowanym - zadeklarował.

Pytany o swoje mocne strony i elementy, nad którymi musi pracować, Gruszecki skupia się nad tymi drugimi.

- Nie ma takiego, który opanowałbym idealnie, na takim poziomie, na jakim chciałbym. Uważam, że jestem koszykarzem uniwersalnym, któremu można powierzyć różne zadania - czy to pilnowanie najlepszych zawodników rywala, czy też rzucanie z dystansu bądź wchodzenie pod kosz. To zależy od szkoleniowca. Co roku, w jakiej drużynie czy u jakiego trenera był nie grał, mam trochę inne zadania. Wydaje mi się, że nieźle się z nich wywiązywałem do tej pory. Myślę jednak, że pracować muszę zdecydowanie nad wszystkim - przyznał.

W pierwszej rundzie play off drużyna Energi Czarnych spotka się ze Śląskiem Wrocław. Ta seria zapowiadana jest jako konfrontacja najlepszych strzelców tych zespołów: Gruszecki stanie naprzeciwko czołowego snajpera rywali Jakuba Dłoniaka.

- Akurat Śląsk jest drużyną z wieloma dobrymi zawodnikami na obwodzie. To nie tylko Dłoniak, ale i Denis Ikovlev, Roderick Trice, Łukasz Wiśniewski czy Vuk Radivojević - gracze podobni, bo silni fizycznie i w miarę wysocy. Na pewno cała drużyna będzie musiała się skoncentrować na ich powstrzymaniu. Myślę, że mamy duże szanse, bo pokazaliśmy w drugiej części sezonu, że możemy wygrać ze wszystkimi. Na pewno będzie to zacięta seria, ale jestem przekonany, że wyjdziemy z niej zwycięsko - zakończył Gruszecki.

Dowiedz się więcej na temat: Energa Czarni Słupsk | koszykówka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy