Turów Zgorzelec - Stelmet Zielona Góra 85:77 w finale koszykarzy

Koszykarze Turowa Zgorzelec wygrali ze Stelmetem Zielona Góra 85:77 (21:13, 18:21, 23:18, 23:25) w pierwszym meczu finału mistrzostw Polski.

Pierwsze finałowe starcie Turowa ze Stelmetem było godnym pojedynkiem o tytuł mistrzowski. Losy spotkania ważyły się do ostatnich sekund, w których więcej opanowania wykazali gospodarze.

Reklama

Początek spotkania w wykonaniu koszykarzy Turowa był bardzo nerwowy. Gospodarze nie tylko nie trafiali nawet z łatwych pozycji, ale przede wszystkim fatalnie rozgrywali swoje ataki, notując kilka podań do nikogo. Stelmet to wykorzystał i po pięciu minutach prowadził 11:4.

W tym momencie jednak zespół trenera Saso Filipovskiego stanął. Stelmet do końca pierwszej kwarty zdołał zdobyć już tylko dwa oczka, ale za to punktował Turów. Świetnie spisał się w tym okresie Damian Kulig, który zdobył siedem punktów i miał stuprocentową skuteczność. Widoczny był też Michał Chyliński, który rzutem zza linii 6,75 m wyprowadził swój zespół na prowadzenie (12:11), a chwilę później efektownie zakończył kontratak. Udana końcówka pierwszej kwarty sprawiła, że podopieczni Miodraga Rajkovicia prowadzili ośmioma punktami (21:13).

W drugiej odsłonie pojedynku Stelmet zaczął mozolne odrabiać straty. Na cztery minuty przed jej końcem po dwóch trafionych rzutach osobistych Jure Lalica Stelmet zmniejszył straty do trzech oczek (28:31). Wówczas na boisku pojawił się ponownie Chyliński i w krótkim odstępie czasu zdobył pięć punktów i Turów ponownie odskoczył rywalom (36:30).

Trzecią kwartę Stelmet zaczął jak Turów całe spotkanie, czyli od niewymuszonych strat. Przewaga zgorzelczan zaczęła rosnąć i po kolejnym trafieniu Mardy Collinsa na pięć minut przed końcem było to dziewięć punktów (45:36). Chwilę później Amerykanin był faulowany przy rzucie zza linii 6,75 m. Wykorzystał tylko jeden rzut osobisty, ale sędziowie przy zbiórce odgwizdali kolejne przewinienie gości i Turów miał piłkę. Po szybkim rozegraniu piłki Kulig trafił za "trzy" i aktualni mistrzowie Polski prowadzili już 55:42.

Kiedy minutę później Aleksander Czyż efektownym wsadem wykończył podanie Collinsa, hala w Zgorzelcu eksplodował radością. Gospodarze prowadzili już 15 punktami (59:44) i wydawało się, że losy spotkania są już rozstrzygnięte.

Stelmet próbował rozgrywać szybko swoje ataki i rzucać za "trzy". I właśnie trafienia zza linii 6,75 m spowodowały, że na niewiele ponad cztery minuty przed końcem meczu było już tylko 69:68. W tym okresie fenomenalnie spisywał się Robinson, który seriami zdobywał punkty.

Na dwie i pół minuty przed końcem na tablicy wyników pojawił się remis 73:73 i kibice na stojąco dopingowali oba zespoły. Wtedy za "trzy" trafił Collins, a następnie po stracie Stelmetu Kulig zdobył dwa oczka i do tego był faulowany i wykorzystał rzut osobisty. Turów prowadził sześcioma punktami na półtorej minuty przed końcem spotkania i tej przewagi nie dał już sobie odebrać.

Finałowa rywalizacja toczy się do czterech zwycięstw. Drugi mecz zostanie rozegrany w sobotę 30 maja w Zgorzelcu, a dwa kolejne w Zielonej Górze (we wtorek 2 czerwca i w czwartek 4 czerwca).

Po meczu powiedzieli:

Saso Filipovski (trener Stelmetu): "Myślę, że to był fajny mecz z jednej i z drugiej strony. Mieliśmy za dużo zawodników, którzy nie trafiali otwartych rzutów. Kiedy byliśmy już blisko Turowa, to popełniliśmy za wiele błędów w obronie. Przegraliśmy też walkę pod koszami. W rzutach spod kosza drugiej szansy przegraliśmy w punktach 6:17. To zdecydowanie za dużo. Czeka nas regeneracja i myślę, że w drugim spotkaniu zaprezentujemy się lepiej. Z Turowem nie można grać, kto więcej zdobędzie punktów, ale trzeba szukać wygranej przez obronę".

Łukasz Koszarek (zawodnik Stelmetu): "Niewiele nam dzisiaj zabrakło do wygranej. Popełniliśmy za dużo błędów w obronie. Pokazaliśmy jednak, że możemy walczyć i nawet tutaj wygrać. To nie był nasz najlepszy mecz i wierzę, że w drugim spotkaniu pokażemy, że możemy grać jeszcze lepiej".

Miodrag Rajković (trener Turowa): "To było piękne widowisko koszykarskie na najwyższym poziomie. Bardzo ważne, że wygraliśmy ten pierwszy mecz, bo w kontekście kolejnych spotkań może to być bardzo cenne. Da nam to więcej pewności siebie w kolejnych spotkaniach. W finałach każdy mecz będzie jednak osobną historią i teraz już musimy zapomnieć o tym, co było dzisiaj i zacząć myśleć o sobocie. Trzeba będzie popracować nad detalami, bo nie może być tak, że tak łatwo tracimy tak dużą przewagę. Nie możemy pozwolić im złapać rytmu, bo wtedy są bardzo groźni, co dzisiaj już pokazali".

Damian Kulig (koszykarz Turowa): "Cieszymy się z wygranej, ale to dopiero pierwszy mecz. Nie możemy w kolejnych spotkaniach dopuścić do takiej sytuacji, że wychodzimy na czwartą kwartę z ponad dziesięcioma punktami przewagi i doprowadzamy do nerwowej końcówki. Trzeba będzie w kolejnych spotkaniach zagrać lepiej".

Pierwszy mecz finałowy ekstraklasy koszykarzy:

PGE Turów Zgorzelec - Stelmet Zielona Góra 85:77 (21:13, 18:21, 23:18)

Stan rywalizacji play-off (do czterech zwycięstw): 1-0 dla PGE Turów. Kolejny mecz w sobotę w Zgorzelcu.

PGE Turów Zgorzelec: Mardy Collins 21, Damian Kulig 17, Michał Chyliński 13, Tony Taylor 8, Aleksander Czyż 8, Nemanja Jaramaz 6, Vlad-Sorin Moldoveanu 5, Filip Dylewicz 5, Kyryło Natiażko 2, Chris Wright 0;

Stelmet Zielona Góra: Łukasz Koszarek 18, Quinton Hosley 13, Russell Robinson 13, Aaron Cel 10, Jure Lalić 7, Adam Hrycaniuk 6, Chevon Troutman 6, Przemysław Zamojski 4, Kamil Chanas 0.


INTERIA.PL/IAR
Dowiedz się więcej na temat: PGE Turów Zgorzelec | Stelmet Zielona Góra

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje