PP koszykarzy. Gruszecki: Wykonaliśmy świetną robotę

Najlepszy koszykarz turnieju o Puchar Polski reprezentant Karol Gruszecki jest dumny z Polskiego Cukru Toruń, który mimo osłabienia i kontuzji kilku graczy pokonał w finale obrońcę trofeum Stelmet Enea BC Zielona Góra 88:80 i po raz pierwszy sięgnął po taki sukces.

- To był turniej życia drużyny. Przejechaliśmy do Warszawy w ośmiu (kontuzjowani są Aleksander Perka i kadrowicz Aaron Cel, który był stolicy, ale nie grał - PAP) i wykonaliśmy niesamowitą robotę. Nie wiem skąd wzięliśmy tę energię na trzy mecze z rzędu. Niesamowita sprawa. Pierwszy sukces zespołu w Pucharze Polski - ocenił 28-letni Gruszecki.

Reklama

W Warszawie w każdym spotkaniu o PP skrzydłowy reprezentacji Polski był uznawany najlepszym graczem (MVP). Latem przyszedł do Torunia po dwóch sezonach spędzonych w Stelmecie.

- To dla mnie szczególny finał, bo mam wielu znajomych w zespole z Zielonej Góry. Nie chcę powiedzieć, że wygrana lepiej smakuje w takich okolicznościach, ale na pewno jest wyjątkowa. Zwycięstwo dało nam troszeczkę więcej motywacji niż gdybyśmy pokonali inna ekipę. Cieszę się bardzo, że wygraliśmy ten turniej - podkreślił.

Gruszecki zwrócił uwagę, że mobilizacja i znakomita pierwsza połowa, w której Polski Cukier wypracował 20 punktów przewagi (51:31), były najważniejsze dla przebiegu i losów finału. Torunianie po 30 minutach prowadzili 72:51, ale czwarta kwartę przegrali 16:29, pozwalając zbliżyć się mistrzom Polski i obrońcom trofeum na cztery punkty (84:80).

- Początek był naprawdę kluczowy dla całego spotkania. W czwartej kwarcie nie mieliśmy już siły, bo cały jej pokład został zużyty w pierwszych dwudziestu kilku minutach. W końcówce już tylko broniliśmy wyniku i robiliśmy wszystko co w naszej mocy, by Stelmet nas nie dogonił - zaznaczył.

Spotkania w stolicy obserwował trener kadry Mike Taylor. W poniedziałek wieczorem reprezentacja zbiera się we Włocławku na zgrupowaniu, gdzie będzie przygotowywać się do piątkowego spotkania eliminacji mistrzostw świata z Kosowem. Kolejny mecz czeka biało-czerwonych w poniedziałek na Węgrzech.

- Było naprawdę wiele motywacji w Warszawie, nie tylko obecność trenera Taylora. W zespole narodowym pełnię inną rolę niż w klubie. W kadrze liczy się tylko zespół i jeśli wygramy, to zrobimy to razem, a nie indywidualnie. Przeciwnicy dosyć wymagający, ale myślę, że uda się wygrać. Przez najbliższe kilkadziesiąt godzin trzeba wyleczyć mikrourazy po turnieju i przestawić się na nowy cel - dodał.

Gruszecki przyznał, że od poniedziałku będzie już myślami przy spotkaniach reprezentacji i przestawienie się na "inne tory" nie będzie dla niego problemem.

- Kadra to zawsze coś wyjątkowego, super czas dla każdego zawodnika, by reprezentować swój kraj. Nie będzie żadnego problemu z tym, by się przestawić po euforii pucharowej na nieco inne myślenie i by znowu ciężko popracować. Czuję się mocny po turnieju, ale mówiąc pół żartem pół serio, w spotkaniach reprezentacji gramy innymi piłkami niż tu w Warszawie, gdzie dużo mi wpadało, więc nie wiem jak to będzie. To naprawdę spora różnica, ale mam nadzieje, że piłka nadal będzie mi +siedzieć+. W reprezentacji mam inne zadania niż w klubie i będą robił wszystko, by pomóc drużynie w odniesieniu zwycięstw - podkreślił.

Dowiedz się więcej na temat: Karol Gruszecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje