ME koszykarek - Kobryn: Nie stoimy na straconej pozycji

Ewelina Kobryn uważa, że polskie koszykarki stać na wywalczenie awansu do drugiej fazy rozgrywanego na Węgrzech i Rumunii EuroBasketu. - Grupowe rywalki są w naszym zasięgu i nie stoimy na straconej pozycji - powiedziała liderka "Biało-czerwonych".

W inauguracyjnym meczu grupy B EuroBasketu Polki zmierzą się 11 czerwca w Oradei z Turcją, a następnie także w tej rumuńskiej miejscowości zagrają dzień po dniu z Białorusią, Grecją i Włochami. Awans do dalszej fazy wywalczą trzy najlepsze zespoły.

Reklama

- Uważam, że wszystkie grupowe rywalki, nie tylko Włoszki i Greczynki, są w naszym zasięgu. Solidnie, z naturalizowaną Amerykanką Harding oraz podkoszowymi zawodniczkami Leuczanką i Wieremiejenką, prezentuje się Białoruś, ale z tą drużyną nigdy jeszcze nie przegrałyśmy i mam nadzieję, że tak będzie również w Rumunii. A jeśli na "dzień dobry" udałoby się pokonać Turczynki, czego też jesteśmy w stanie dokonać, byłoby super. Jedziemy bić się o każde zwycięstwo. Nie stoimy na straconej pozycji i wszystko jest w naszych rękach - dodała Kobryn.

Trener Polek Jacek Winnicki wiele razy podkreślał, że właśnie zawodniczka UMMC Jekaterynburg ma być liderką reprezentacji i to wokół niej będzie budowana taktyka drużyny.

- Przy takim wyznaczeniu jakaś presja na pewno jest, ale wydaje mi się, że w tamtym roku, w eliminacjach do mistrzostw Europy, wywiązałam się z tej roli dobrze i nie zawiodłam pokładanych we mnie nadziei. Wtedy do najważniejszych kwalifikacyjnych spotkań przystąpiłam z marszu, podczas kiedy teraz uczestniczyłam w drugiej fazie przygotowań - stwierdziła.

33-letnia koszykarka przekonuje, że nie tylko od jej postawy zależą wyniki drużyny, ale także od tego, co zaprezentują inne zawodniczki oraz od atmosfery w zespole.

- Wiem, że wiele dziewczyn stać na bardzo dobrą grę. Niezależnie od tego, co pokażemy na parkiecie, ważne jest również, abyśmy stworzyły prawdziwy kolektyw i dobrze się rozumiały. Jeśli zbudujemy +team spirit+ i złapiemy formę na najważniejsze mecze, jesteśmy w stanie osiągnąć na mistrzostwach coś znaczącego - zapewniła.

Dokonania podkoszowych zawodniczek uzależnione są w dużej mierze od postawy rozgrywających, a grę biało-czerwonych prowadzić będzie głównie naturalizowana Amerykanka Julie McBride.

- Współczesna koszykówka jest szybka i w dużej mierze oparta na akcjach dwójkowych, pick'n'rollowych. Widać, że Julie lubi taką grę i mam nadzieję, że na mistrzostwa Europy będziemy dobrze się rozumieć. Ważne są jednak także inne elementy, jak walka na tablicach, rozegranie kontrataku i postawienie zasłony, bo dzięki temu mogę ułatwić zdobywanie punktów koleżankom z zespołu - wyjaśniła.

W środę rano "Biało-czerwone" wyleciały do Logrono, gdzie rozegrają trzy towarzyskie mecze - w czwartek zmierzą się z Kanadą, następnie z Hiszpanią i Wielką Brytanią. 1 czerwca Polki przeniosą się z Hiszpanii do Francji i dwa dni później w Lille ponownie zagrają z Kanadą, a następnie z Francją oraz Włochami.

- Treningi to nie mecz. W trakcie zwykłych zajęć trener często wyznacza nam różne zadania do realizacji, przez co gra wygląda czasami chaotycznie. Widać jednak, że sporo rzeczy wychodzi nam bardzo dobrze, ale wiele elementów jeszcze kuleje i właśnie takie spotkanie służą temu, ale wyeliminować określone braki - zauważyła.

Kobryn nie ukrywa również, że po mistrzostwach Europy może zakończyć przygodę z kadrą. - Przed tym turniejem jestem dobrej myśli, ale na wszystko trzeba patrzeć realnie i logicznie. Skończyłam 33 lata i jeśli nie uda nam osiągnąć dobrego wyniku i zakwalifikować na kolejną poważną imprezę, raczej nie podejmę już, ze względu na wiek, kolejnych reprezentacyjnych wyzwań - podsumowała zawodniczka.

Dowiedz się więcej na temat: Ewelina Kobryn | koszykówka | ME koszykarek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje