Adam Wójcik pozostawił po sobie piękne świadectwo człowieka i kapitana

W minionych dwunastu miesiącach polski sport pożegnał wiele wybitnych postaci. Jedną z nieodżałowanych gwiazd był Adam Wójcik, znakomity koszykarz reprezentacji Polski. Legendarny zawodnik zmarł w wieku 47 lat, przegrywając walkę z ciężką chorobą.

Tragiczna informacja obiegła środowisko koszykówki i cały polski sport w dniu 26 sierpnia. Niewielu wiedziało, że Adam Wójcik toczył walkę z przeciwnikiem, który jak żaden inny wyzwał go na nierówny pojedynek o najwyższą stawkę. Dlatego wiadomość o śmierci mężczyzny w sile wieku wywołała tym większe poruszenie.

Reklama

- To dla mnie szok. Nie mogę pogodzić się z jego odejściem. Miał tylko 47 lat... - zabrał głos przejęty Eugeniusz Kijewski, były trener koszykarza w reprezentacji i klubie.

Niestety choroba nowotworowa, w postaci białaczki, okazała się być ponad siły krzepkiego, bo mierzącego 208 cm wzrostu i ważącego ponad 100 kilogramów ex-sportowca.

Dla pokolenia dzisiejszych 30-latków, Adam Wójcik był idolem z dzieciństwa, na miarę obecnych gwiazd polskiego sportu. Mowa o postaci nietuzinkowej, która przez lata była twarzą i najlepszą reklamą polskiego basketu. Myślałeś koszykówka - mówiłeś Wójcik.

Hołd genialnemu koszykarzowi, w przejmującej rozmowie z Interią, oddał 43-letni Andrzej Pluta, inny z legendarnego pokolenia polskich koszykarzy.

- O wielkości Adama świadczyła cała jego piękna i długa kariera. Cieszę się, że było mi dane wiele czasu z nim przebywać, tak w klubie, jak i w reprezentacji. Zawsze będę go nosił w sercu i miał w pamięci - mówił wyraźnie wzruszony były rozgrywający i rzucający obrońca, który po przyjściu Wójcika do zespołu Bobry Bytom w 1995 roku, jako wyraz szacunku, oddał swojemu idolowi jego ulubioną "10" na koszulce.

- Zobaczyłem koszykarza, sportowca i człowieka, który jest profesjonalistą w każdym calu. Poznałem świetnego kolegę i faceta, na którego zawsze można było liczyć - wspominał w pamiętnej rozmowie Pluta.

Z tej opowieści wyłaniał się obraz wielkiego sportowca i porządnego człowieka, który nie wykorzystywał swojego statusu, by się wywyższać i rugać innych, słabszych i młodszych.

- Adam różnił się od innych w roli lidera zespołu. On nie załatwiał spraw krzykiem, rozkazującym głosem, ani podniesionym tonem, tylko jak przystało na dżentelmena. Chciał dotrzeć do każdego z nas, lecz w inny sposób, a przy tym był bardzo delikatny i wyważony. Pamiętam, że Adam był dodatkowo lubiany właśnie za to opanowanie i sposób, w jaki potrafił rozmawiać z każdym ze swoich kolegów - zaznaczył nasz rozmówca.

Opinię Pluty potwierdza młodszy o dekadę, 33-letni Łukasz Koszarek, który zagrał z Wójcikiem w dwóch mistrzostwach Europy w 2007 roku w Hiszpanii, a także dwa lata później podczas turnieju w Polsce. - Był prawdziwym kapitanem i wszyscy darzyli go ogromnym szacunkiem. Teraz młodzi burzą różne ‘pomniki’, autorytety, a on miał respekt wszystkich zawodników; bardzo młodych, rówieśników, czy starszych. Nawet pod koniec kariery grał na takim poziomie, że żaden inny nie potrafił mu dorównać - ocenił rozgrywający.

Szacunek dla pamięci i w dowód uznania zasług, w dodatku niejeden raz, oddał mu Marcin Gortat, nasz jedynak w najlepszej koszykarskiej lidze świata NBA. Zawodnik Washington Wizards, w reakcji na śmierć serdecznego kolegi, prędko opublikował piękne słowa.

"To niewyobrażalna strata... Mój mentor i wielki człowiek odszedł z tego świata. Jednak jego legenda pozostanie z nami" - napisał Gortat na Twitterze, dodając: "Spoczywaj w pokoju, Mistrzu. Największy i najwspanialszy koszykarz w polskiej historii. ADAM WÓJCIK".

Minęły niespełna dwa miesiące i Gortat jeszcze raz, w niezwykły sposób, wspomniał o swoim wielkim poprzedniku. Na inaugurację swojego 11. sezonu w NBA 33-latek zagrał w butach, na których umieścił inicjały "A.W. - odpoczywaj w pokoju". Do zdjęcia dodał te słowa: "Mam nadzieję, że patrzy na mnie z góry! Legenda Wójcika nigdy nie zostanie zapomniana!" - napisał Gortat.

Wójcikowi nie dane było występować w NBA, ale w latach 90., gdy był u szczytu kariery, liga zza oceanu nie sięgała tak ochoczo po zawodników z Europy. W każdym razie w 1993 roku, jako pierwszy polski koszykarz, przebywał na testach w Los Angeles Clippers, ale nie otrzymał angażu. Dwa lata później z Mazowszanką zdobył swój pierwszy tytuł mistrza Polski.

Łącznie aż osiem razy zdobywał mistrzostwo kraju, a w 1997 roku sięgnął także tytuł w Belgii z zespołem Spirou Charleroi. Cztery razy występował z drużyną narodową na mistrzostwach Europy, po raz ostatni w 2009 roku.

Przez całą karierę ten silny skrzydłowy oraz środkowy łącznie zdobył ponad 17 tysięcy punktów, do czego potrzebował ponad 1200 meczów. W seniorskiej reprezentacji Polski wystąpił w 149 spotkaniach. Trzykrotnie był uznawany najbardziej wartościowym zawodnikiem finałów polskiej ligi, a dwukrotnie został też wybrany MVP Meczu Gwiazd polskiej ligi, w których zagrał ośmiokrotnie. Karierę zakończył w 2012 roku.

Adam Wójcik spoczął na cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu. Pożegnali go rodzina, znane postaci świata sportu i polityki, przyjaciele oraz setki kibiców, dla których "El Proffesore" na zawsze pozostanie legendą.

Pośmiertne odznaczenie Orderem Odrodzenia Polski nadał Wójcikowi prezydent RP Andrzej Duda "za wybitne osiągnięcia sportowe oraz promowanie Polski na arenie międzynarodowej".

Kontynuatorami dzieła ojca są jego dwaj synowie: 18-letni Szymon i Jan. Bliźniacy w tamtym roku wyjechali do Francji i już są reprezentantami Polski. - To bardzo utalentowani zawodnicy, którzy po ojcu odziedziczyli wzrost. Życzę chłopakom powodzenia, aby poszli śladem taty, bo mają predyspozycje do tego sportu - twierdzi Pluta.

Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje