EuroBasket. Trener Polaków: Jestem dumny z zespołu

- Jestem dumny z zespołu, z zawodników, sztabu, sposobu w jaki reprezentowali Polskę. Mamy uzdolnionych młodych koszykarzy, idziemy w dobrym kierunku - powiedział trener koszykarskiej reprezentacji Polski Mike Taylor po tym, jak nasz zespół odpadł z EuroBasketu w 1/8 finału.

Przegrany mecz z Hiszpanią w 1/8 finału mistrzostw Europy zamknął polskim koszykarzom drogę do igrzysk w Rio, ale drużyna wróciła w niedzielę z Lille z podniesionym czołem. Pierwszy raz od 1997 roku reprezentacja wraca z Eurobasketu bez ujemnego dorobku. W Barcelonie, w innym systemie rozgrywania turnieju, drużyna Eugeniusza Kijewskiego wygrała i przegrała po cztery mecze, teraz bilans ekipy Mike’a Taylora wynosi 3-3.

Reklama

Tamta reprezentacja była młoda i perspektywiczna, ale zaprzepaściła swój potencjał. Polska nie kwalifikowała się do mistrzostw Europy przez kolejnych dziesięć lat. Obecna kadra to także grupa obiecujących koszykarzy, w większości dopiero rozpoczynających drogę na szczyt. Chodzi o to, by nic ich na niej nie zatrzymało. By nie powtórzyła się znana już historia.

Amerykańskiemu szkoleniowcowi kończy się po mistrzostwach kontrakt z PZKosz. Na pytanie, czy chciałby nadal pracować z reprezentacją, odpowiedział: - Na sto procent. Bardzo sobie cenię doświadczenie dwóch wspaniałych lat pracy z polskimi koszykarzami. Decyzja należy do federacji. Jeśli otrzymam propozycję, z radością odpowiem tak.

43-letni amerykański szkoleniowiec był w Lille najmłodszy spośród 16 trenerów prowadzących zespoły w drugiej fazie. Można się spodziewać, że ten trener będzie rósł wraz z drużyną.

Tak jak znany w Polsce Łotysz Ainars Bagatskis, który był najmłodszym szkoleniowcem na EuroBaskecie przed czterema laty, a w sobotę cieszył się z pierwszego od 2001 roku awansu reprezentacji kraju do czołowej ósemki.

Jako receptę na sukces przedstawił postawienie na młodych koszykarzy, głodnych sukcesu, którym naprawdę zależy na zrobieniu czegoś dla reprezentacji. Nawet kosztem rezygnacji z gwiazdorów, którzy już coś osiągnęli. Po sześciu latach Bagatskis zbiera plony.

Polakom też potrzeba czasu. Podczas turnieju we Francji drużyna Taylora pokazała swój styl. W każdym spotkaniu prowadziła z rywalami walkę, nie pozwalała uzyskać wyraźniejszej przewagi, potrafiła odrabiać straty.

Z wyjątkiem ostatniej kwarty meczu z Hiszpanią, w której agresję "Biało-czerwonych" w obronie przytłumiły chętnie odgwizdywane im przez sędziów faule, skuteczność zabiło zmęczenie, a pogrążył ich niesamowicie trafiający z dystansu Pau Gasol.

- Jesteśmy trochę zawiedzeni, rozczarowani, bo wyobrażaliśmy sobie, że będziemy grali dalej. Walczyliśmy jak mogliśmy, dopóki starczyło sił. Myślę, że z podniesionymi głowami możemy wracać do domu - ocenił najlepszy strzelec drużyny Adam Waczyński.

- Zaprezentowaliśmy nowy team, zupełnie inny niż ten w Słowenii. Zrobiliśmy wielki krok do przodu - podsumował Marcin Gortat, który indywidualnie nie dał tyle drużynie, ile po nim oczekiwano.

Waczyński, Mateusz Ponitka, Przemysław Karnowski, Aaron Cel - to zawodnicy przyszłościowi, już znakomicie czujący się w systemie gry Taylora. Podobnie Damian Kulig, który we Francji rozkręcał się z meczu na mecz. Naturalizowany A.J. Slaughter, który dosłownie i w przenośni był "cichym bohaterem" zespołu zapowiedział, że nie była to jego jednorazowa kampania z reprezentacją Polski, że nadal chce w niej występować.

Nie wyszły mistrzostwa debiutantowi Karolowi Gruszeckiemu, ale nie skreśli go z kadry nikt, kto na przykład widział grę dzisiejszego gwiazdora drużyny Waczyńskiego na jego debiutanckim EuroBaskecie 2011 w Poniewieżu.

Ta grupa perspektywicznych koszykarzy, uzupełniona w rozsądnych proporcjach weteranami, jest w stanie wyprowadzić polską koszykówkę na szersze wody.

Gortat, mimo wcześniejszych deklaracji, nie podjął jeszcze decyzji, czy nadal będzie grał w reprezentacji. Turniej we Francji pokazał, że nawet gdyby go zabrakło, drużyna Taylora jest w stanie sobie poradzić.

Z Lille - Marek Cegliński

Reklama

Reklama

Reklama