Igor Miliczić: Polakom brakuje agresywności

Brak agresywności to - zdaniem Chorwata Igora Miliczicia, byłego koszykarza, a obecnie asystenta w AZS-ie Koszalin - największy problem "Biało-czerwonych" w mistrzostwach Europy. Wieczorem Polska zmierzy się w grupie C w Celje z Chorwacją. Początek o 17.45. Transmisja w Polsacie Sport News.

- Gra obydwu zespołów to dla mnie negatywne zaskoczenie, ale "Biało-czerwonych" większe, bo Chorwaci nie przyjechali w najsilniejszym składzie, borykali się z kontuzjami. Nie widzę w grze żadnego Polaka mocy, odpowiedzialności za swoje poczynania. Reprezentacja to przecież nie tylko Maciej Lampe i Marcin Gortat. Wszyscy muszą się przełamać. Dla obydwu zespołów to będzie bardzo ważny mecz - ocenił 37-letni Miliczić, mający podwójne obywatelstwo.

Polacy przegrali już w turnieju z Gruzinami (67:84) i Czechami (68:69). Chorwaci ulegli Hiszpanom (40:68) i wygrali z Gruzinami 77:76.

Miliczić, który od nowego sezonu będzie asystentem Zorana Sretenovicia w AZS-ie Koszalin, nie ukrywa, że pojedynki Chorwacja - Polska to wyzwanie dla jego rodziny, czyli żony i trzech synów. Komu będą kibicować?

- Chłopaki, komu będziemy kibicować? Padł wynik 3-2 dla Chorwacji, będzie się działo. Obejrzymy mecz oczywiście razem, w jednym pokoju, będziemy sobie dokuczać, ale po spotkaniu nastąpi zawieszenie broni i pokój. Jestem zawsze w najgorszej sytuacji, bo niezależnie od tego, kto wygra, to będą do mnie dzwonić znajomi z Polski i Chorwacji z ironicznymi komentarzami - powiedział Chorwat występujący w polskiej ekstraklasie od 1999 roku, z przerwą w latach 2003-2008.

Były zawodnik AZS-u Koszalin, a wcześniej m.in. Prokomu Trefla Sopot, uważa, że kluczem do sukcesów drużyny narodowej jest zawsze atmosfera.

- W reprezentacji osobiste relacje, ambicje nie są ważne, liczy się tylko zespół. Jeśli koszykarze, nie tylko Lampe z Gortatem, nie dogadają się w szatni, to nie ma o czym mówić. W drużynie Chorwacji jest atmosfera, ale mamy problemy kadrowe. Dla nas, podobnie jak dla Polski, są to ważne mistrzostwa, bo w ostatnich imprezach tej rangi nie odnosiliśmy sukcesów i to miało być przełamanie niedobrej passy - dodał.

Reklama

Rozgrywający, który w karierze w PLK zanotował ponad 1000 asyst, minimalnie większe szanse daje w sobotnim meczu Chorwacji. W 1993 i 1995 roku reprezentacja jego kraju zdobywała brązowe medale, a do słoweńskiego turnieju zakwalifikowała się z bilansem 8-0.

- Minimalnie większe szanse mają Chorwaci ze względu na doping kibiców. Na pewno fanów zespołu Jasmina Repeszy będzie na trybunach w Celje więcej niż Polaków. Powiem z przykrością, że zwycięstwo nad Chorwacją nie da Polsce wiele, bo czekają ją jeszcze spotkania z Hiszpanią i Słowenią, bezsprzecznie najlepszymi zespołami grupy. Z tej perspektywy wygrana Chorwacji stwarza większe szanse na walkę o awans do drugiej rundy. Naszym atutem jest wyrównany skład, dziesięciu graczy o podobnym potencjale. Każdy może stać się liderem  - dodał.

W meczach o punkty Polska grała z Chorwacją tylko raz. W 1997 roku w drugiej fazie ME w Barcelonie drużyna Eugeniusza Kijewskiego zwyciężyła 77:76, torując sobie drogę do ćwierćfinału.

Miliczić jest pod wrażeniem spotkania Hiszpania - Słowenia. Gospodarze pokonali obrońców tytułu 78:69.

- To była znakomita koszykówka. Słoweńcy zagrali na sto dziesięć procent swoich możliwości, Hiszpanie mają jeszcze rezerwy i myślę, że z meczu na mecz będą spisywali się lepiej. Co nie zmienia faktu, że gospodarze zasłużyli na wygraną, bo zapracowali na to ambicją i determinacją - dodał.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje