Dwukrotny olimpijczyk Roman Magdziarczyk: Nie mogę żyć bez sportu

Roman Magdziarczyk długo przymierzał się do przejęcia schedy po Robercie Korzeniowskim. Rywalizację w chodzie na 50 km kończył w największych imprezach międzynarodowych w ścisłej czołówce. Pięć lat temu pożegnał się z wyczynem, ale nie może żyć bez sportu.

"Mimo rozstania z wyczynem, sport nadal stanowi, obok rodziny, istotę mojego życia. Kocham go, a pasję wszechstronnego rozwoju, nie tylko fizycznego oraz zdrowej rywalizacji na różnym polu, staram się przekazać innym wespół z moją życiową partnerką" - przyznał dwukrotny olimpijczyk.

Reklama

Partnerką 35-letniego Magdziarczyka jest Justyna Oleksy, nie tak dawno jeszcze czołowa płotkarka. Była zawodniczką AZS AWF Wrocław oraz AZS AWFiS Gdańsk. W latach 2003-2005 dwukrotnie została halową mistrzynią Polski w biegu na 60 m ppł.

"Mam szczęście, że spotkałem na swojej drodze właśnie Justynę. Oboje jesteśmy sportowymi pasjonatami i wyznajemy podobną filozofię życiową. Oboje twierdzimy, że sport pomaga cieszyć się życiem, dostarczać radości, zadowolenia i satysfakcji oraz stanowi niezwykle pożyteczne uzupełnienie naszych codziennych zadań i obowiązków. Dlatego tak dobrze się rozumiemy i może także dlatego, że studiuje psychologię" - powiedział Magdziarczyk.

Przed rokiem Oleksy otrzymała unijną dotację na własną działalność gospodarczą. "W rezultacie w Kamiennej Górze na Dolnym Śląsku, gdzie zamieszkaliśmy w maju ubiegłego roku, powstała Akademia pełni życia, m.in. z zajęciami fitness w basenie. W zajęciach pomaga mi Romek, który ponadto w rodzinnym Wałbrzychu jest koordynatorem programu +Biegaj-zapobiegaj+. Teraz prowadzi np. treningi przed sierpniowym półmaratonem, który ma się odbyć po kilkuletniej przerwie" - dodała.

W zajęciach uczestniczą zarówno osoby mające za sobą wiele startów w biegach długodystansowych, jak i nowicjusze. Każdy realizuje odpowiedni dla siebie program ćwiczeń.

"Wspólne treningi w dużej grupie sprzyjają nawiązywaniu przyjaźni. Obserwując moich podopiecznych, dochodzę do wniosku, że dla wielu, zwłaszcza starszych wiekiem, sport jest sensem życia. Spotykamy się we wtorki, czwartki i soboty w różnych miejscach Wałbrzycha" - zaznaczył Magdziarczyk.

Ojciec 4,5-letniej Leny oraz 2,5-letniej Anieli przyznał, że to wszystko nie wypełnia mu jeszcze dnia. W ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku prowadzi "Marsz po zdrowie", poza tym zajęcia ogólnorozwojowe dla siatkarek wałbrzyskiego Chełmca, a od niedawna został głównym trenerem młodych kolarzy w klubie Jama. Jeździ też nad Bałtyk pół tysiąca kilometrów. Jest wykładowcą na studiach podyplomowych w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Sopocie.

"Nie wiem, jakby się potoczyło moje życie, gdyby nie wałbrzyski nauczyciel Adam Rydzyński. To on zaszczepił mi sportowe zainteresowania i w znacznym stopniu mnie ukierunkował" - wspomniał Magdziarczyk.

Jak podkreślił, wielkim przeżyciem był dla niego olimpijski debiut w 2000 roku w Sydney. "I to chyba całkiem niezły. W chodzie na 50 km zająłem ósme miejsce. Trzy lata później, w mistrzostwach świata w Paryżu, byłem +oczko+ wyżej z rekordem życiowym 3:44.53. Potem były kolejne igrzyska, w Atenach, które ukończyłem na szóstej pozycji, ale spod Akropolu wyjeżdżałem z uczuciem niedosytu. Stać mnie było na więcej" - ocenił.

Innym sporym osiągnięciem zawodnika Górnika Wałbrzych oraz AZS AWFiS Gdańsk była piąta lokata indywidualnie i druga drużynowo w zawodach Pucharu Świata w La Corunie w 2006 roku. "Mimo tych sukcesów stwierdziłem, iż nie jest mi sądzone być następcą Roberta Korzeniowskiego. Zacząłem myśleć poważnie o zakończeniu kariery. W mistrzostwach Europy w Goeteborgu zająłem szóste miejsce, ale był to już mój łabędzi śpiew. W 2007 roku pożegnałem się z wyczynem" - powiedział absolwent gdańskiej AWFiS.

Przyznał, że zerwanie ze sportem było dla niego bolesne, ale była to decyzja dojrzała. "Stwierdziłem, że deklaracje dbałości o najbliższych, nie idą w parze z faktem, że ok. 300 dni w roku spędzam poza domem. Moja partnerka była w ciąży, co decyzję przyspieszyło. Poza tym sport nie dostarczał mi profitów, a nasza sytuacja materialna nie należała do najlepszych. Trzeba było stworzyć dom o solidnych fundamentach".

Magdziarczyk nie ograniczał się tylko do chodu. Kontrowersje trenerów i działaczy wzbudzały jego zainteresowania rywalizacją na rowerze, w triathlonie, na rolkach i nartach.

"Traktowałem je jako sporty uzupełniające, nie przynoszące szkody konkurencji, której się poświęciłem. W 2008 roku wystartowałem w klasycznym triathlonie w Zurychu. W ciągu 10 godzin i ośmiu minut przepłynąłem 3800 m, przejechałem rowerem 180 km i przebiegłem maraton. Za tą przyjemność ja i trzy tysiące uczestników zapłaciło 300 euro wpisowego. Od dawna pociągała mnie ekstremalność. Kocham sport i żyć bez niego nie mogę" - powiedział Roman Magdziarczyk

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Życie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje