Fajdek, Ziółkowski i tyczkarze w finale lekkoatletycznych ME

Paweł Fajdek z najlepszym wynikiem eliminacji i Szymon Ziółkowski z problemami awansowali do sobotniego finału rzutu młotem na lekkoatletycznych ME w Zurychu. Do finału zakwalifikowało się także trzech polskich tyczkarzy.

Fajdek, podopieczny Czesława Cybulskiego w drugiej próbie rzucił 77,45 i to był najlepszy wynik eliminacji. Odległością, która automatycznie dawało prawo startu w finale było 75 m.

Reklama

Ziółkowskiemu zabrakło do tego siedmiu centymetrów, ale nie tylko on miał problemy tego typu.

Zaledwie siedmiu zawodników uzyskało wymaganą odległość - oprócz Fajdka - Słowak Marcel Lomnicky (77,06), reprezentant Mołdawii Serghei Marghiev (76,25), Rosjanin Siergiej Litwinow (76,12), wicemistrz olimpijski z Londynu Słoweniec Primoz Kozmus (75,87), Fin David Soederberg (76,83) i Białorusin Paweł Kriwicki (75,44).

W finałowej dwunastce znalazł się zatem także Ziółkowski, który w tym sezonie nie jest w najwyższej formie, ale zarząd PZLA mu zaufał i pozwolił wystartować w Szwajcarii. Zawodnik AZS OŚ Poznań startuje po raz szósty w mistrzostwach Europy, ale w dorobku ma na razie tylko jeden medal - brązowy - sprzed dwóch lat w Helsinkach.

Robert Sobera, Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski wystąpią w sobotnim finale skoku o tyczce.

W finale znalazło się czternastu zawodników - wszyscy, którzy w eliminacjach pokonali wysokość 5,50.

Najlepiej z Polaków zaprezentował się Sobera, któremu wystarczyła jedna próba na 5,50. Mistrz świata z Daegu (2011) Wojciechowski i Lisek skoczyli tą wysokość w trzecim podejściu.

Finał zaplanowany jest na sobotę na godz. 15.03.

Po przedpołudniowych eliminacjach 22. mistrzostw Europy w Zurychu polscy lekkoatleci powiedzieli:

Paweł Fajdek (KS Agros Zamość, awans do finału rzutu młotem): - Pierwszy rzut był komiczny, sam się uśmiałem. W drugiej kolejce zmobilizowałem się na tyle, aby mieć z głowy te nielubiane przez nikogo kwalifikacje. Udało się, 77,45 i mogłem się spakować. 75 m, bo tyle wynosiło minimum, nie jest oszałamiającą odległością, a jednak tylko siedmiu zawodników je osiągnęło spośród 22 startujących. Reszta została dobrana do skompletowania finału.

- Jak się czuję? Jeszcze dwa tygodnie temu nie wiedziałem, czy będę w stanie rzucać. Postanowiłem zignorować ból pleców, ani razu nie byłem na stole i mam nadzieję, że w jednym kawałku dotrwam do finału. Motywacja, stres, adrenalina przysłaniają dolegliwość, która bardziej odczuwalna jest w zbyt miękkim łóżku.

- Cieszę się, że walka z dopingiem przynosi efekty. Nie ma już takiego promieniowania z Czarnobyla, jakie było jeszcze parę lat temu I od razu wyniki są inne, zwłaszcza zawodników z Białorusi i Rosji.

- Czy mam zadatki na trenera? Nie myślałem o tym. Pomagam, doradzam, jak widzę błędy. Ostatnio koleżance Fiodorow. Ale to była luźna rozmowa i jeśli ona oceniła, że moje uwagi pomogły, to tym większa moja radość. Konkurs wygra Anita Włodarczyk, a Joanna będzie druga, ewentualnie trzecia. Nie bądźmy tacy zachłanni.

Szymon Ziółkowski (AZS OS Poznań, awans do finału rzutu młotem): - Eliminacje, to najgorsza część imprezy. Nie tylko dla mnie, dla wszystkich. To widać jak im gacie fruwają, niezależnie od tego, czy mają 18 czy 38 lat. Mam w tym "doświadczenie". Raz zdarzyło mi się na mistrzostwach Europy, w 2002 roku w Monachium, gdzie rzuciłem 77,34 i byłem dopiero piętnasty. Były też wpadki podczas mistrzostw świata - w 1995 i 1999, a także w igrzyskach olimpijskich - w Atenach w 2004.

- Czy chciałem coś udowodnić wchodząc do koła? Nie, ja już się przyzwyczaiłem; od 15 lat słyszę, że jeżdżę na kredyt. Teraz też nie spełniłem wszystkich warunków PZLA, bo tylko raz uzyskałem minimum, a trzeba było dwukrotnie i wykazać się odpowiednią formą w mistrzostwach Polski. Czy jestem jak wino? Nie bardzo, bo im starsze wcale nie jest lepsze, ale znowu wystąpię w finale, w 26 roku rzucania żelazną kulą.

Paweł Wojciechowski (SL WKS Zawisza Bydgoszcz): - To nie jest ulubiona pora startu nie tylko dla mnie. Dosypiałem jeszcze na rozbiegu, a ożywiałem się z każdą próbą, dlatego też 5,50 zaliczyłem za trzecim podejściem. Te skok był bliski dobrego. Walczyłem też z twardą bieżnią, nigdy na takiej nie biegałem, ale mam już rozeznanie.

- To prawda, że półtoraroczna przerwa spowodowana różnymi kontuzjami była szkołą życia. Stałem się bardziej skrupulatny, większą wagę przykładam do zdrowia. Na przykład rozciąganie - teraz jest na porządku dziennym, a dawniej od przypadku do przypadku. Wierzę, że wrócę do skoków na 5,90.

Robert Sobera (AZS AWF Wrocław): - Niestety, nadal borykam się z bólami ścięgna Achillesa lewej nogi i prawego kulszowego. Ale dziś czułem się wyjątkowo dobrze i z pokonania wysokości 5,50 na miękkich tyczkach jestem zadowolony. Cieszę się również, że jest nas trzech w finale. W sobotę każdy będzie się koncentrował na sobie, każdy będzie walczył, a potem spotkamy się w trójkę, aby - mam nadzieję - radować się z sukcesu.

Piotr Lisek (OSOT Szczecin): - Mówicie panowie dziennikarze "chodzi lisek koło drogi", to ja dodam: koło podium i wskoczy lewą nogą.

Karol Zalewski (AZS UWM Olsztyn, awans do półfinału biegu na 200 m): - O mały włos, a zostałbym wyeliminowany. Zza pleców wyskoczył mi facet na ósmym torze i byłoby po mnie, gdybym w porę nie zareagował. Nie byłem na pełnych obrotach. Lubię zjeść śniadanie i jeszcze trochę pospać, a tu rankiem trzeba było jechać na stadion. Oby mi tylko nie przydzielono w półfinale pierwszego bądź drugiego toru. Biega się na nich bardzo niewygodnie.

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Fajdek | Szymon Ziółkowski | Lekkoatletyczne ME

Reklama

Reklama

Reklama