Irena Szewińska nie żyje, zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich

W piątek przed północą zmarła Irena Szewińska, zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich w lekkoatletyce. Informację potwierdził jej mąż Janusz Szewiński. Nieodżałowana sportsmenka w maju skończyła 72 lata.

"Irena zmarła około godziny 23.30 w Warszawie, w szpitalu przy ulicy Szaserów. Od dłuższego czasu zmagała się z chorobą, ale ostatnio dobrze się czuła. Niedawno była przecież na Pikniku Olimpijskim" - powiedział Szewiński.

Reklama

Wybitna lekkoatletka z początkiem 2014 roku przeszła chemioterapię, ponieważ wykryto u niej nowotwór, z którym walczyła już wcześniej. Wydawało się, że zwycięży bezwarunkowo, ale nowotwór wrócił. Szewińska nie poddała się, dalej walczyła z chorobą i nawet nie zrezygnowała z wyjazdu na zimowe igrzyska do Soczi.

Najwybitniejsza lekkoatletka w dziejach polskiego sportu, uznana najlepszą sportsmenką globu w 1974 roku, zdobyła siedem medali olimpijskich: trzy złote, dwa srebrne i dwa brązowe. Rekordzistka Polski, Europy i świata w biegach na 100, 200, 400 metrów, w skoku w dal i sztafetach. Irena Szewińska nigdy nie rozstała się ze sportem. Zeszła z bieżni i rozpoczęła działalność w wielu organizacjach. Od 1980 do 2009 roku zasiadała w zarządzie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, pełniąc w latach 1997-2009 funkcję prezesa. Od 1998 roku była członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Urodzona 24 maja 1946 roku w Leningradzie Szewińska podkreślała przy różnych okazjach, że podporządkowanie życia sportowi miało swoje plusy. "Dzięki temu poznałam wiele niezwykłych osób" - zaznaczyła siedmiokrotna medalistka olimpijska podczas wernisażu poświęconej jej wystawy zdjęć i obrazów w 2014 roku.

Wiosną 1961 roku na stadionie Agrykoli w Warszawie nauczycielka wychowania fizycznego Liliana Bucholc przeprowadzała sprawdzian swoich uczniów ze szkoły im. Jarosława Dąbrowskiego przy ulicy Kopernika. Gdy metę biegu minęła szczupła, wysoka, z krótko obciętymi czarnymi włosami Irena Kirszenstein (takie miała panieńskie nazwisko), Bucholc długo wpatrywała się w stoper. Jak później przyznała, "złapany czas był niewiarygodny. Nie mogłam wyjść z podziwu". Zrozumiała wtedy, że ma do czynienia z wielkim talentem.

"Pamiętam, że nauczycielka prosiła mnie abym pobiegła jeszcze raz, bo chyba jej się stoper popsuł" - wspominała mieszkanka Łomianek koło Warszawy w jednym z wywiadów. W wieku 14 lat trafiła do trenera Jana Kopyto w stołecznej Polonii. Barwy tego klubu reprezentowała do końca kariery.

Mając 18 lat naderwała mięsień dwugłowy uda. Przerwa trwała miesiąc. Kirszenstein, dzięki temu, że solidnie przepracowała zimę, udało się zbudować formę i uzyskać kwalifikację olimpijską. Zastanawiano się, jak juniorka wypadnie na tle innych silnych polskich sprinterek - Teresy Ciepły, Haliny Góreckiej czy Ewy Kłobukowskiej.

W 1964 roku na stadionie w Tokio nastoletnia dziewczyna z Warszawy rozpoczęła największą karierę w historii polskiego sportu. Zdobyte wtedy przez maturzystkę trzy medale olimpijskie były zapowiedzią wielkich dni. Mało kto spodziewał się, że Irena zdominuje w taki sposób światowe stadiony. Jako jedyna biła rekordy na wszystkich trzech dystansach sprinterskich (100, 200 i 400 m).

Dziesięć lat później, w 1974 roku, została uznana przez agencję prasową United Press International za najlepszą sportsmenkę globu. Nigdy wcześniej i nigdy później żaden Polak nie dostąpił takiego zaszczytu. W 1998 roku, w plebiscycie "Polityki", "Przeglądu Sportowego" i "Tempa" została uznana za postać numer 1 w polskim sporcie XX wieku.

Na igrzyska w Meksyku (1968) pojechała tuż po ważnym wydarzeniu w życiu prywatnym, jakim było wyjście za mąż za czterystumetrowca Janusza Szewińskiego, który po zakończeniu kariery został fotoreporterem "Przeglądu Sportowego". Po brązowym medalu olimpijskim na 100 m, na dystansie 200 m wynikiem 22,58 ustanowiła rekord świata, natomiast w eliminacjach 4x100 m wypadła z jej dłoni pałeczka i polska sztafeta została zdyskwalifikowana.

W efekcie manipulacji medialnych i wydarzeń związanych z marcem 1968 roku Szewińska stała się obiektem ataków antysemickich. Odmawiano jej prawa do reprezentowania kraju. W telewizji ukazał się reportaż "Porażka idola", w którym zmanipulowano wypowiedzi innych zawodniczek sztafety. Ton programu był oskarżycielski. "Irena pozbawiła nas jedynej szansy na medal olimpijski" - mówiły koleżanki, które twierdziły, że zrobiła to specjalnie.

Szewińska nigdy nie ukrywała swego pochodzenia. Podkreślała jednak zawsze, że dla niej ważny był tylko sport. Niezbyt udany w jej ocenie występ na wysokości 2000 m n.p.m. w stolicy Meksyku zmotywował ją do jeszcze bardziej intensywniejszej pracy. Swoje zmagania tak opisywała:

"Mój mąż, a zarazem trener, śmiał się ze mnie, że jestem pilna aż do przesady. I nawet wtedy, gdy była plucha albo mróz i zaspy śniegu, wychodziłam na dwór, żeby zrealizować zaplanowaną jednostkę treningową. Wiedziałam, bowiem, że tylko drogą systematycznych przygotowań można dojść do podium. A z treningu w ekstremalnych warunkach atmosferycznych wracałam szczególnie zadowolona, wiedząc, że mnie to przybliża do sukcesów w letnim sezonie".

Niebawem Szewińska stanęła przed dylematem - sport a rodzina. Jej wielkim pragnieniem stało się urodzenie dziecka. W 1970 roku na świat przyszedł syn Andrzej. Po krótkim urlopie macierzyńskim wróciła na bieżnię, godząc obowiązki matki i zawodniczki ze studiowaniem ekonomii. Pierwsze sukcesy po przerwie, już w 1971 roku, choć nie na miarę jej możliwości, to dwa medale mistrzostw Europy - srebrny w sofijskiej hali w skoku w dal i brązowy na stadionie w Helsinkach na 200 m.

W 1972 roku Szewińska nie osiągnęła co prawda optymalnej formy, ale z Monachium wróciła z brązowym medalem olimpijskim na 200 m, zaś cztery lata później, z Montrealu, ze złotym na 400 m i rekordem świata 49,28.

Jan Mulak, twórca polskiego Wunderteamu lekkoatletycznego lat 50. i 60. wielokrotnie podkreślał, że sam talent i fizyczne predyspozycje do podium nie doprowadzą. "Żadnego sukcesu nie byłoby, gdyby nie pracowitość Ireny, niesamowita ambicja, żelazna wola, optymizm oraz konsekwencja w dążeniu do celu".

Jako lekkoatletka pożegnała się z zawodniczą karierą w 1980 roku w Moskwie, podczas igrzysk olimpijskich. Chciała zakończyć medalowym akcentem. Niestety, w półfinałowym biegu na 400 m doznała kontuzji.

"Zaproszono mnie do Tokio jako gościa honorowego meczu ośmiu narodów. Zostałam wywołana na środek stadionu i uroczyście pożegnana jako zawodniczka. Było to doprawdy wzruszające" - wspominała po latach.

Janusz Szewiński przyznał, że ze zdjęć, które najbardziej lubi, to te z początków kariery żony, jak skacze ona w dal i wzwyż. "Od tego się zaczęło; dopiero potem był sprint. Irena była trudnym obiektem do fotografowania, ale przez 50 lat udało się zrobić kilka dobrych zdjęć" - ocenił.

29 września 2007 roku Szewińskiej nadano tytuł doktora honoris causa Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. Otrzymała również Medal Kalos Kagathos (w 1994 roku) przyznawany wybitnym sportowcom, którzy odnieśli sukces również poza sportem. W 2012 roku została włączona do IAAF Hall of Fame.

W Pułtusku znajduje się publiczna szkoła podstawowa jej imienia. 10 września 2014 roku została honorową obywatelką Sopotu, a 20 września - Pułtuska.

Irena Szewińska

(urodzona 24 maja 1946 r. w Leningradzie, zmarła 29 czerwca 2018 r. w Warszawie).

Najbardziej utytułowana polska lekkoatletka.

Mistrzyni olimpijska z Tokio 1964 r. w sztafecie 4x100 metrów

Mistrzyni olimpijska z Meksyku 1968 r. w biegu na 200 m

Mistrzyni olimpijska z Montrealu 1976 r. w biegu na 400 m

Wicemistrzyni olimpijska z Tokio 1964 r. w biegu na 200 m

Wicemistrzyni olimpijska z Tokio 1964 r. w skoku w dal

Brązowa medalistka IO Meksyk 1968 r. w biegu na 100 m

Brązowa medalistka IO Monachium 1972 r. w biegu na 200 m

Dowiedz się więcej na temat: Irena Szewińska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje