Joanna Jóźwik: Walczę o swoje prawa

- Stwierdziliśmy w środowisku lekkoatletycznym, że jeśli my, zawodniczki, nie zaczniemy głośno o tym mówić, to IAAF nie potraktuje tego poważnie - powiedziała biegaczka Joanna Jóźwik o problemie startów wśród kobiet zawodniczek, które mają testosteron na poziomie mężczyzny. Semenya, Niyonsaba i Wambui, mające taki poziom tego hormonu, obsadziły całe podium w biegu na 800 m podczas IO w Rio 2016.

Piąte miejsce na igrzyskach olimpijskich, szósta lokata na mistrzostwach Europy i kilka znakomitych biegów w Diamentowej Lidze - Joanna Jóźwik była w sezonie 2016 jedną z najładniej i najskuteczniej biegających zawodniczek na dystansie 800 metrów, mimo że wiosną zmagała się z kontuzją. W Rio de Janeiro o prawie sekundę poprawiła rekord życiowy i była blisko pobicia rekordu Polski. Sezon zakończyła bardzo dobrym występem w sobotnim (3 września) mityngu w Berlinie. 

Reklama

Rafał Bała: Ten sezon bardzo dobrze się dla Ciebie zakończył, chociaż po drodze były różne perturbacje. Przede wszystkim kontuzja w okresie przygotowawczym.
Joanna Jóźwik: - Zaczęło się wręcz tragicznie, bo z jednej kontuzji skakałam do drugiej. Bardzo duża przerwa w treningach i tak naprawdę już na początku sezonu stwierdziłam, że to koniec. Że sezon olimpijski jest najważniejszy, a plany nie idą tak, jak powinny. Do tego kontuzja, która nie wiadomo, czy się wyleczy. Miałam bardzo dramatyczne myśli i... półtora miesiąca wolnego od biegania. Nie napawało mnie to optymizmem. Do mistrzostw Europy w Amsterdamie starty wyglądały bardzo źle. Na mistrzostwach Polski przeszłam dramat, załamanie nerwowe... Pobiegłam, jak na mnie, bardzo źle. Dlatego musiałam być w tym sezonie bardzo silna psychicznie, żeby wytrzymać do samego końca, ale jak widać opłacało się. Nie wiem, co tak naprawdę zadziałało, że forma była tak wysoka. Potrafiłam zejść poniżej 1.58, co jest już megawynikiem. Nigdy jeszcze nie udało mi się cztery razy z rzędu złamać bariery dwóch minut. Wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc przyszły sezon zacznę z całkiem innego pułapu. Chciałabym się ustabilizować na poziomie 1.59, a na najważniejszej imprezie pobiec 1.56.

Co się czuje w momencie, gdy przekracza się linię mety na bardzo dobrym miejscu, z bardzo dobrym wynikiem i świadomością, że to ostatni bieg w sezonie? Od dziś zaczynasz wakacje...

- Przyznaję, że troszkę czuję żal, że ten sezon się skończył, bo forma jest rewelacyjna. Może nie biega mi się już tak łatwo jak w Rio, ale osiągam wspaniałe wyniki. Trochę żal, że nie mam gdzie tej formy pokazać. Kiedy zaczęło mi się dobrze biegać, to było już krótko do końca sezonu. Szkoda, chciałabym, żeby w przyszłym roku wyższa forma była dłużej, żebym się nacieszyła z wyników i jak najwyższych miejsc.

Dokąd wybierasz się na wakacje?
- Wylatuję do Włoch z przyjaciółką i będę tam 10 dni. Leżenie na plaży, opalanie się, jedzenie pizzy, picie białego wina. Nie mogę się już doczekać.

Kiedy powrót do treningów?
- Za pięć tygodni. Mam teraz pięć tygodni kompletnie bez biegania, ale myślę, że nie wytrzymam długo bez jakiegokolwiek ruchu. Już w Rimini będą jakieś rowerki, pływanie i inne formy aktywności.

Byłaś pierwszą Europejką w finale olimpijskim w Rio, drugą białą zawodniczką, piątą w ogólnej klasyfikacji. Jak dziś z tej perspektywy patrzysz na ten start?
- Przyznaję, że dalej jestem pod ogromnym wrażeniem - jak udało mi się tego dokonać? Wiem, że mogłam walczyć o medal, tylko po prostu czegoś zabrakło. Wiadomo, były tam trzy biegi. To daje mi poczucie, że trzeba się wziąć do pracy, bo jest możliwość walki o najwyższe lokaty.

Mówiłaś odważnie o tym, o czym niektórzy bali się mówić: o kontrowersjach związanych z Semenyą, Niyonsabą i Wambui, czyli z trójką medalistek igrzysk olimpijskich...
- Dużo rozmawiałam z osobami z mojego środowiska lekkoatletycznego. Wszyscy stwierdziliśmy, że jeśli my, zawodniczki, nie zaczniemy głośno o tym mówić, to IAAF nie potraktuje tego poważnie. Swoją wypowiedź musiałam sprostować, ponieważ przez wiele osób została ona odebrana jako atak rasistowski na te dziewczyny, które nie są winne. Gdybym się urodziła taka również bym walczyła, by rywalizować z innymi dziewczynami. Na pewno doceniam je za to, co robią i Semenyę za to, jak walczy. Ale ja jestem od tego, żeby walczyć o swoje prawa i o to, żeby rywalizować fair play. To czuje się w biegu, że Caster jest po prostu nie do ogrania. Powiem tak: nawet jeśli nic się nie zmieni to ja i tak będę biegać, bo jest to moja pasja, mój sposób na życie. Będę dobiegać czwarta, a i tak będę się cieszyć, ponieważ będę robić to, co kocham.

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Jóźwik | Caster Semenya | Rio 2016

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje