Lekkoatletyczne HMŚ. Robert Maćkowiak: Klasę pokazał trener Józef Lisowski

Mistrz świata w sztafecie 4x400 metrów z Sewilli (1999) Robert Maćkowiak powiedział po złotym medalu i rekordzie świata Polaków w tej konkurencji podczas HMŚ w Birmingham, że klasę zestawiając zespół pokazał trener Józef Lisowski. - Chłopaki nie kalkulowali - dodał.

- Mocno wierzyłem w medal. To chłopaki mieli do wyrwania. Oglądałem transmisję ze znajomymi i obstawiałem w niedzielę trzy medale dla Polski. Zdobyliśmy cztery. Złota w sztafecie 4x400 i rekordu świata nie przewidywałem w najśmielszych marzeniach. To wielka sprawa. Klasę pokazał trener Józef Lisowski zestawiając w ten sposób drużynę. Tak się biega. Nie było żadnej kalkulacji. Stanęli na bieżni i wykonali swoje zadanie - podkreślił Maćkowiak, który w swojej karierze był mistrzem świata i Europy w sztafecie (2001 i 2002 rok).

Reklama

Zdaniem byłego czterystumetrowca najważniejszy był cel i wszyscy się mu podporządkowali. Przypomniał, że rezultaty najlepszej czwórki na halowych mistrzostwach kraju pozwalały sądzić, że wynik sztafety będzie bardzo dobry.

- Oni biegali na poziomie naszych startów w trakcie przygotowań do HMŚ w Maebashi (podczas tej imprezy Polska zdobyła srebrny medal osiągając wynik 3.03,01, który do niedzieli 4 marca był rekordem Europy). To było to samo, tylko my nie mieliśmy takich warunków przygotowań. Trenowaliśmy na starej bieżni w Spale. Teraz do dyspozycji jest nowoczesny obiekt w Toruniu i zmodernizowany obiekt w Spale. To daje efekty - dodał biegacz, do którego należy drugi w historii wynik w polskiej LA na 400 metrów - 44,84.

Maćkowiak ocenił, że występ polskiego zespołu był wzorowy. Jego zdaniem Polacy "mieli w nogach", nie kalkulowali i parli do przodu, na nic się nie oglądając.

- Liczę na to, że w końcu ktoś zbliży się do rezultatów moich i Tomka Czubaka (rekord Polski na 400 m - 44,62). Ile można bowiem na to czekać? Kolejnym etapem jest rekord kraju na otwartym stadionie. Złamanie bariery 45 sekund nie jest proste, o czym sam się przekonałem, gdyż walczyłem o to przez kilka lat - dodał najbardziej utytułowany polski 400-metrowiec w historii.

Były reprezentant Polski w swojej karierze poza medalami w sztafecie stawał także na podium w indywidualnych startach. W Budapeszcie w 1998 roku został wicemistrzem Europy na 400 m. Był także dwukrotnie brązowym medalistką halowych mistrzostw Europy na 400 i 200 m (1998 i 2002).

- Cieszę się, że medal zdobyły także dziewczyny w sztafecie 4x400. One już trzeci sezon pokazują, że są w światowej czołówce i fenomenalnie przygotowane. Są niebywale waleczne. Tylko czekać na ME na otwartym stadionie - zakończył Maćkowiak, który obecnie pracuje jako nauczyciel wychowania fizycznego w szkole, a także jako trener przygotowania fizycznego juniorskich grup koszykarskich.

Polska sztafeta 4x400 m mężczyzn odniosła w Birmingham niespodziewany sukces, zdobywając nie tylko złoty medal mistrzostw świata, ale wynikiem 3.01,77 ustanowiła halowy rekord globu. Na drugiej pozycji finiszowali Amerykanie - 3.01,97, a na trzeciej Belgowie - 3.02,51, mający w zespole trzech braci Borlee.

"Biało-Czerwoni" biegli w składzie: Zalewski (AZS UWM Olsztyn), Omelko (AZS AWF Wrocław), Krawczuk i Krzewina (obaj WKS Śląsk Wrocław).

Dowiedz się więcej na temat: Halowe MŚ w lekkoatletyce | sztafeta 4x400 m

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje