Lekkoatletyczne ME. Bukowiecki: Najdalsze pchnięcie nie było dobre technicznie

Konrad Bukowiecki, który we wtorek zdobył w Berlinie srebrny medal mistrzostw Europy w pchnięciu kulą przyznał, że jego najlepsza próba nie była dobra technicznie. Po eliminacjach był przekonany, że nie wystąpi w finale.

"W drodze z kwalifikacji do hotelu myślałem o tym, co będę robił wieczorem, a nie o walce o medal. Dzisiaj jestem wicemistrzem Europy" - powiedział dziennikarzom zawodnik AZS UWM Olsztyn.

Reklama

Bukowiecki uzyskał w najlepszej próbie odległość 21,66, a jego kolega z reprezentacji Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała) - 21,72.

"Z Michałem do końca nie wiedzieliśmy czy będziemy na medalowych pozycjach. Nasze wyniki miały jednak moc. Kątem oka spoglądałem jednak, co robią David Storl i Tomas Stanek. Nie udało im się nas przepchnąć. Jest fajnie. Dwa najcenniejsze medale jadą do Polski - tak samo jak w młocie. To piękny dzień" - podkreślił Bukowiecki.

Przyznał, że po poniedziałkowych eliminacjach był na siebie wściekły i smutny. Po wiadomości o wejściu do finału wszystko z niego "zeszło".

"Widziałem wczoraj na rozgrzewce, że mogę pchać daleko. Dziś wyszło wszystko znakomicie. Uzyskałem najlepszy rezultat w tym sezonie, najlepszy na stadionie w życiu i bodaj trzeci w karierze w ogóle. Najdalsze pchnięcie nie było trafione. One po prostu nie było dobre" - wyznał dziennikarzom.

Wicemistrz Europy cieszy się, że nie ma już problemów z utrzymaniem się w kole. Jego zdaniem ten medal nie jest cenniejszy niż złoty zdobyty w halowych mistrzostwach kontynentu w Belgradzie rok temu.

"Tamten konkurs był pod dachem, ale tam wygrałem. Tutaj jestem drugi. Bardzo się cieszę jednak ze srebra. Miałem coś do udowodnienia po występie w Amsterdamie dwa lata temu. Wtedy przegrałem medal o centymetr. Już wówczas powinienem stanąć na podium" - mówił Bukowiecki.

Po drugiej kolejce, gdy obaj Polacy byli już na czele, Haratyk zapytał go czy taka kolejność może już zostać.

"Odpowiedziałem: stary, jest ok, może tak zostać. Zobaczymy, co będzie na kolejnych imprezach. Obecnie Michał jest lepszy ode mnie. Nie ma co gadać. On jest bardzo równy. Ustabilizował się na świetnym poziomie. Ciężko było z nim dziś wygrać. Sześć centymetrów, to nie jest mimo wszystko duża różnica" - dodał.

Bukowiecki stwierdził, że poziom europejskiego pchnięcia kulą jest bardzo wysoki, o czym świadczy m.in. sześć wyników powyżej 21 metrów w finale.

"Tym bardziej się cieszę, że w takim konkursie daliśmy obaj radę. Nie byłem w ogóle pewien tego, czy tutaj przylecę. Wielkie ukłony w stronę fizjoterapeutów z PZLA, którzy postawili mnie na nogi po kontuzji kostki. Ona jest tak usztywniona, że nic nie miało się prawa stać w trakcie konkursu. Dało się dziś odczuć, że kibice byli za nami, bo na trybunach było słychać poruszenie nie tylko przy próbach reprezentanta gospodarzy, ale i naszych. To było bardzo fajne" - powiedział wicemistrz Europy.

Z Berlina Tomasz Więcławski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje