Lekkoatletyczne ME. Fajdek: Nie jestem zły, cieszę się z tego srebra

Trzykrotny mistrz świata w rzucie młotem Paweł Fajdek nie był na siebie zły i zapewnił, że cieszy się ze srebrnego medalu mistrzostw Europy. W Berlinie przegrał z Wojciechem Nowickim. "Pora wrócić do starego treningu" - skomentował.

Polacy przyjechali do stolicy Niemiec z pierwszym i drugim wynikiem na świecie. I dokładnie takie zajęli miejsca.

Reklama

"W końcu tabele pokazały prawdziwą kolejność. Nie ma we mnie sportowej złości, bo gdybym przegrał w tym sezonie raz i to w mistrzostwach Europy, to pewnie bym się denerwował, ale Wojtek był lepiej przygotowany. Treningi i zawody szły mu nieźle, a ja musiałem walczyć ze sobą każdego dnia. Mój organizm nie dawał rady. I tak dobrze, że udało się wywalczyć srebro" - ocenił zawodnik Agrosu Zamość.

Wtorkowy konkurs ułożył się dokładnie tak jak przypuszczał. "Walczyłem o to, by poprawiać się z kolejki na kolejkę, ale ciężko było dołożyć po pierwszej próbie. Konkurs trwał bardzo długo, były przerwy, zatrzymywali nas przed każdym niemal rzutem. Jest to rozpraszające i nie wpływa na naszą korzyść. Strata energii przez upał jest też ogromna. Starałem się nie ruszać za bardzo, ale to na niewiele się zdało" - powiedział.

Przyznał, że czuł, iż jest w stanie powalczyć z Nowickim, dla którego jest to pierwszy złoty medal imprezy mistrzowskiej.

"Ale nie było energii, by dokończyć czwarty obrót. Nie chcę na nic narzekać, ale eliminacje późno się skończyły, nie miałem już nawet siły i ochoty na to, by zrobić siłownię. Musiałbym wrócić do hotelu, a potem jechać na stadion treningowy. Postanowiłem zatem po prostu odpocząć" - zaznaczył Fajdek.

Teraz przed nim dwa ważne sezony. Za rok w Dausze powalczy o czwarty z rzędu tytuł mistrza świata, a za dwa lata w Tokio chce po raz pierwszy w karierze stanąć na podium igrzysk.

"Najważniejsza zmiana jaka mnie czeka, to powrót do treningów sprzed dwóch lat. W tym roku wprowadziliśmy parę nowości. Po to  był ten sezon, żeby sprawdzić niektóre rozwiązania. Szło nieźle, ale pojawiły się kontuzje. Nie było potem z czego się odbić. Najlepsze rzuty oddawałem na treningach dwa miesiące temu" - wyjawił.

To trzeci medal mistrzostw Europy w karierze Fajdka. Złoto wywalczył dwa lata temu w Amsterdamie, a w 2014 roku w Zurychu był drugi.

"Wiem zatem, jak to wygląda. Cieszę się, że cztery lata temu było dokładnie tak samo - miałem problemy zdrowotne i zostałem wicemistrzem Europy, a rok później zdobyłem złoto mistrzostw świata i o to mi chodzi. Medale mistrzostw kontynentu nie mają dla mnie większego znaczenia, choć oczywiście moja ambicja nie pozwala mi przychodzić na start i przegrywać. Chciałem wygrać, ale Wojtek po prostu był lepszy" - podkreślił.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje