Lekkoatletyczne ME. Kolejna wpadka w Berlinie z "Mazurkiem Dąbrowskiego"

Najpierw polscy młociarze wyglądali na skonsternowanych, a wczoraj przed północą własnym uszom nie dowierzali dominatorzy w pchnięciu kulą Michał Haratyk i Konrad Bukowiecki. Po raz drugi wykonanie "Mazurka Dąbrowskiego" w Berlinie pozostawiało wiele do życzenia.

Pierwszy dzień finałów był absolutną hegemonią "Biało-Czerwonych" na lekkoatletycznych mistrzostwach Europy w Berlinie. Zaczęło się od podwójnego zwycięstwa Wojciecha Nowickiego i Pawła Fajdka w rzucie młotem, a później dublet powtórzyli kolejni przedstawiciele "ciężkoatletyki", czyli gwiazdy pchnięcia kulą Haratyk i Bukowiecki. Ta czwórka wyprowadziła reprezentację Polski na pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej.

Reklama

Spełnieniem występu naszych atletów była ceremonia medalowa, niestety podczas pierwszej dekoracji pojawił się duży zgrzyt z naszym hymnem narodowym. Odśpiewany a’cappella "Mazurek Dąbrowskiego", w mało dynamicznym tempie, nie przypadł do gustu wielu kibicom.

Organizatorzy starali się naprawić błąd przy dekorowaniu Haratyka i Bukowieckiego, ale za drugim razem wyszło jeszcze bardziej groteskowo. Wokalistka znów nie zaproponowała żywego i dynamicznego wykonania polskiego hymnu, a na domiar złego podkład w ogóle nie przypominał melodii najważniejszej polskiej pieśni patriotycznej do słów Józefa Wybickiego.

- Hymn moim zdaniem został źle dobrany - skomentował Paweł Fajdek w rozmowie z TVP, pytany o interpretację "Mazurka Dąbrowskiego" w Berlinie.

Co powiedzą Haratyk z Bukowieckim? Ich miny, w tym rozbiegany wzrok Haratyka, wyrażały wiele... Zresztą posłuchajcie i oceńcie sami.

Organizatorzy czempionatu w Berlinie najwyraźniej poczuli się do winy. Tak należy rozumieć wystosowanie oficjalnych, płynących "z całego serca" przeprosin, zaadresowanych do prezesa Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, Henryka Olszewskiego. O sprawie więcej piszemy tutaj!

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje