Lekkoatletyczne ME. Lisek: W Berlinie wieje, ale wiem z czym to się je

Tyczkarz Piotr Lisek zamierza w niedzielę skreślić medal mistrzostw Europy z listy rzeczy do zrobienia w swojej karierze. Przyznaje, że na Stadionie Olimpijskim w Berlinie często wieje, co nie sprzyja jego konkurencji. "Wiem jednak z czym to się je" - dodaje.

Wicemistrz świata z Londynu skoczył w tym roku 5,94, co jest najlepszym rezultatem w historii polskiej lekkoatletyki. Rekord kraju - 6 metrów - należy również do niego, ale został ustanowiony pod dachem 1,5 roku temu w Poczdamie.

Reklama

"Nigdy nie stałem na podium mistrzostw Europy na otwartym obiekcie. W swojej kolekcji mam jednak medal mistrzostw świata pod dachem i na stadionie, a także tytuł mistrza Europy w hali. No i jeszcze został mi do zdobycia medal igrzysk olimpijskich. Mam nadzieję, że w niedzielę podium europejskiego czempionatu zniknie z listy celów do zrealizowania" - podkreślił trenujący z Marcinem Szczepańskim Polak.

Dodał, że najgroźniejszymi rywalami będą m.in. rekordzista świata Renaud Lavillenie oraz kolega z reprezentacji Paweł Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL). Listom europejskim przewodzi 32-letni filigranowy Francuz, który skoczył w tym roku o centymetr wyżej od zawodnika klubu OSOT Szczecin. Groźny w walce o medale powinien być także 19-letni Szwed Armand Duplantis - 5,93. Skreślać nie można także startującego pod neutralną flagą Rosjanina Timura Morgunowa - 5,92.

"Szkoda, że w finale nie będzie trzech Polaków, bo Robert Sobera boryka się z pewnymi problemami, których nie może się pozbyć. On przecież broniłby tu tytułu. Stać go na wyższe skakanie i jestem przekonany, że wróci do dobrej dyspozycji. Mam nadzieję, że z Pawłem godnie go zastąpimy" - wskazał Lisek.

Po eliminacjach Polak podkreślał, że wiatr w piątek zdecydowanie nie sprzyjał tyczkarzom.

"Nie po raz pierwszy skaczę na tym stadionie, bo tutaj odbywa się wiele mityngów i wiem, z czym to się je. Wyniki osiągane w finale mogą być słabsze od najlepszych w sezonie. Wierzę jednak, że jestem w stanie zaprezentować bardzo wysoki poziom" - ocenił.

Lisek w Berlinie wydaje się być w znakomitym humorze. Schodząc z płyty stadionu długo żartował z Wojciechowskim, a później z dziennikarzami. Widać, że niedawno uzyskany rezultat 5,94 sprawił, że jest bardzo pewny siebie. Polak ma odpowiednio twarde tyczki, żeby atakować 6 metrów. Być może próby na tej wysokości będą rozstrzygały o kolejności na podium. Wielokrotnie w imprezach rangi mistrzowskiej bywało jednak tak, że znacznie słabsze rezultaty dawały medale. Dość powiedzieć, że dwa lata temu w rozgrywanym przy bardzo niekorzystnych warunkach atmosferycznych finale ME w Amsterdamie złoty medal Soberze dała udana próba na 5,60. Lisek zajął wtedy czwarte miejsce, a cztery lata temu z Zurychu szóste.

Dwaj Polacy rozpoczną bój o medale w ostatniej sesji mistrzostw Europy - w niedzielę o godzinie 19.10. Biało-czerwona ekipa ma obecnie w dorobku sześć medali. W piątek wicemistrzem Europy na 1500 m został Marcin Lewandowski. Wcześniej po dwa złote i dwa srebrne zdobyli w rzucie młotem Wojciech Nowicki (KS Podlasie Białystok) i Paweł Fajdek (KS Agros Zamość), a w pchnięciu kulą Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała) i Konrad Bukowiecki (AZS UWM Olsztyn). Ponadto złoty w kuli wywalczyła Paulina Guba (AZS UMCS Lublin). (PAP)

Z Berlina Tomasz Więcławski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje