Lekkoatletyczne ME. Marcin Krukowski: Wolę medal niż rzut na 90 m

Marcin Krukowski nie jest wymieniany wśród kandydatów do medalu mistrzostw Europy w rzucie oszczepem, ale w Berlinie chce sprawić niespodziankę. Mistrz Polski ma ambicje przekroczyć 90 metrów, ale bardziej zależy mu na miejscu na podium.

- Zadecyduje dyspozycja dnia, wszystko się może wydarzyć - podkreślił.

Reklama

W eliminacjach spisał się bardzo dobrze. W pierwszej kolejce osiągnął 84,35, co jest jego najlepszym wynikiem w sezonie. To było o tyle ważne, że problemy zdrowotne powodują, iż ciężko jest Krukowskiemu startować dwa dni z rzędu. Dlatego istotne było, by oddać tylko jeden rzut w kwalifikacjach i skupić się na rywalizacji w finale. Tak się też stało.

"- eżeli wszystko będzie dobrze, to jestem gotowy na poprawienie życiówki. Samopoczucie jest bardzo dobre, a ta granica 90 metrów mi się marzy. Rzut oszczepem jest tak nieprzewidywalny, że trudno cokolwiek wyrokować - zaznaczył.

W tym sezonie walczył nie tylko o formę, ale i z bolącymi plecami.

- Zrobiłem rezonans, wyszło, że mam dyskopatię w odcinku lędźwiowym. Przy nieodpowiednich ćwiczeniach może zacząć coś się dziać, dysk wypadać, a wtedy już tylko operacja mnie uratuje. Któregoś dnia może mnie po prostu złożyć i nie będzie rzucania. Jak zaczęło mnie boleć, to myślałem, że cały sezon będzie na środkach przeciwbólowych, było tak, że nie wyobrażałem sobie nawet wstać z łóżka. Ale pochodziłem do fizjoterapeutów, trochę porobiłem ćwiczeń, porozciągałem się i na razie daję sobie radę - wyjawił.

Na Stadionie Olimpijskim w Berlinie miał okazję po raz pierwszy rzucać i mu się spodobało. Ma jednak cały czas w tyle głowy, z jakimi zawodnikami przyjdzie mu się zmierzyć w finale.

- Wyniki rywali trochę mnie deprymują. Niby u mnie jest nieźle, ale wiem, że nie ma co się cieszyć, a trzeba dalej pracować, bo świat nie śpi i z takimi wynikami 10 lat temu miałbym medale, a teraz nie daje to żadnej gwarancji - zauważył.

Nawiązał w ten sposób do tego, że aż trzech zawodników w tym sezonie przekroczyło już granicę 90 metrów, co w rzucie oszczepem jest niecodziennym wyczynem. Jak wielu lekkoatletów Krukowski w okresie przygotowawczym próbował coś zmienić, eksperymentować. Zatrudniony został nawet na chwilę trener od przygotowania merytorycznego.

- Chcieliśmy sprawdzić coś nowego, inne podejście, ale współpraca się nie ułożyła. Z różnych względów. Na szczęście jestem takim zawodnikiem, który po prostu rzuca oszczepem. Mnie ciężko rozstroić. Może dlatego, że zajmuję się tym od dziecka. Ważne, by trening szedł do przodu - zaznaczył.

Jeszcze jedną naukę Krukowski wyciągnął z przygotowań - nie chce już tyle jeździć na zgrupowania.

- Uważam, że zbyt szybko pojechaliśmy na obóz klimatyczny. Człowieka wtedy korci, żeby porzucać, poszarpać oszczepem, a tu trzeba robić trening zimowy. Mozolny i długi - tłumaczył.

Gdyby miał wybierać między rzutem na odległość 90 metrów, a medalem mistrzostw Europy, zdecydowałby się na drugą opcję.

- Odległość 90 metrów mogę osiągnąć gdziekolwiek i da mi to wyłącznie satysfakcję, a medal to medal. Zawsze ładnie to wygląda jak się stoi na podium z orzełkiem na piersi, a rekord Polski i tak mam. Jestem na tyle przygotowany, że 80 m rzucam, jak mi oszczep wypadnie. By było dalej musi być świeżość, wypoczynek i odpowiednie przygotowanie - powiedział zawodnik Warszawianki.

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Krukowski | Lekkoatletyczne ME

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje