Lekkoatletyczne ME. Michał Haratyk: Najważniejsze są dwa medale dla Polski

Kulomiot Michał Haratyk po zdobyciu tytułu mistrza Europy w Berlinie powiedział, że najważniejsze są dwa medale dla Polski w tej konkurencji, a nie kolejność na podium. "Pcham w tym sezonie najrówniej w stawce. Rezerwy mam jeszcze w sile" - ocenił.

Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała) zwyciężył na Stadionie Olimpijskim rezultatem 21,72, a drugi był Konrad Bukowiecki (AZS UWM Olsztyn) - 21,66.

Reklama

"Dalej bym chyba dzisiaj nie pchnął. Po prostu nie było na więcej sił. Spieszę się, bo muszę stąd jak najszybciej wyjść; czekają na mnie rodzice przed stadionem, a widziałem ich chyba ostatnio na Wielkanoc" - mówił dziennikarzom mistrz Europy.

Lekkoatleta od maja zamieszkał w Spale, gdzie przygotowywał się do najważniejszego startu w sezonie. Wskazał, że do końca we wtorkowy wieczór nie był pewien zwycięstwa.

"Nigdy nie jestem tego pewien, bo zawsze ktoś może pchnąć dalej w ostatniej kolejce. O tyle byłem w komfortowej sytuacji, że mogłem zawsze odpowiedzieć. Konkurs bardzo fajny i na wysokim poziomie. Europa pcha teraz naprawdę daleko" - ocenił złoty medalista.

Przyznał, że stresującym momentem było trzecie pchnięcie, które mu się kompletnie nie udało. Jego zdaniem mogło być to wynikiem chwilowego rozprężenia.

"Myślałem, że stać mnie będzie na 22 metry. Jestem najrówniej pchającym kulomiotem w Europie w tym sezonie. Przydałoby się ustabilizować na poziomie o pół metra dalej. Na to przyjdzie jeszcze czas. Robiłem swoje i nie zwracałem uwagi na to czy kibice dopingują swojego reprezentantka Davida Storla, który zajął trzecie miejsce. Udało się z nim wygrać" - dodał Haratyk.

Jak przyznał, jego najmocniejszą stroną jest technika, bo siłowo ma jeszcze sporo do poprawienia. Ocenił, że trzeba to jednak robić z głową, bo wzmacniając się fizycznie można stracić dynamikę i szybkość, co przełoży się na gorsze rezultaty.

"Teraz jestem bardzo głodny i muszę szybko coś zjeść. Zawsze byłem i jestem nadal bardzo spokojnym człowiekiem. Nie przypominam sobie, żeby ktoś kiedyś wyprowadził mnie z równowagi. Gdyby dzisiaj to Konrad był pierwszy, a ja drugi, to też byłbym zadowolony. Jestem ugodowy. Najważniejsze, że Polacy zajęli dwa pierwsze miejsca. Nie wiem w czym tkwi tajemnica naszej dominacji w konkurencjach rzutowych. Być może trenujemy ciężej niż inni" - podkreślił.

Jego zdaniem srebrny medalista Bukowiecki (21,66) może pchać dalej od niego, bowiem jest silniejszy.

Z Berlina Tomasz Więcławski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje