Lekkoatletyczne MP. Małachowski: Wyniki rywali nie robią na mnie już wrażenia

Na niespełna dwa tygodnie przed mistrzostwami świata wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem Piotr Małachowski nie jest w najwyższej formie. W Białymstoku przegrał w krajowym czempionacie, a rywale z innych krajów osiągają lepsze wyniki. "To nie robi na mnie wrażenia" - zapewnił.

"Mój poziom techniczny jest teraz bardzo kiepski. Nie wykorzystałem w sobotę warunków i tego jak się czułem, więc to jest słabo. Dlatego taki wynik. Myślałem, że będzie to dużo lepiej wyglądało, ale po próbnych rzutach okazało się, że nie. Odpuszczamy teraz trening. Więcej będę mógł powiedzieć po starcie w ośrodku Cetniewo we Władysławowie. Jeśli będzie taki wynik, to wtedy możliwe, że będę się martwić" - powiedział zawodnik WKS Śląsk Wrocław. 

Reklama

Małachowski w sobotę uzyskał 64,44 m i przegrał rywalizację o złoty medal mistrzostw Polski z Robertem Urbankiem (MKS Aleksandrów Łódzki) - 65,29.

"Na treningach rzucam dalej i lepiej to wygląda. Na zawodach nie mogę tego jeszcze przełamać. Prawda jest taka, że 65 m to powinienem rzucać - jak chcę i kiedy chcę. Niestety nie wychodzi. Może to jakiś stres, może za bardzo chcę. Do tego sezonu podchodzę z dużym dystansem i spokojem. Myślę o tym, żeby powalczyć jeszcze w igrzyskach w Tokio, więc muszę na spokojnie wszystkie sezony przepracować w zdrowiu, a potem zaryzykować i rok przed olimpiadą pójść na maksa" - podkreślił podopieczny Witolda Suskiego.

Małachowski doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie należy już do młodej generacji i do wszystkiego musi podejść spokojnie.

"U każdego sportowca następuje kiedyś lekki regres. Mam za sobą 20 lat treningu i kiedyś musiało to nastąpić, że Robert mnie pokona. Za chwilę będzie też Bartek Stój. Cieszę się, że są następcy" - podkreślił.

Mistrz świata sprzed dwóch lat czuje, że w kole jest wolniejszy i mniej dynamiczny.

"Stąd też takie rezultaty. W sobotę nie mogłem wstać z nóg, nie chodziło nawet o szybkość. Nie wiem, dlaczego. Możliwe, że wiek, ale też to, że zeszliśmy z ciężkiego trening i organizm nie zaakceptował jeszcze pewnych prędkości" - przyznał.

Małachowski ma obecnie 10. wynik na świecie. Najdalej w tym sezonie rzucił 65,90 m, a lider światowej listy Szwed Daniel Stahl - 71,29.

"Wiele osób rzucało przed głównymi zawodami bardzo daleko. Mistrzostwa świata są dużym stresem, eliminacje, później finał. Ja już do tego podchodzę z dużym dystansem. Może gdyby to było 10 lat temu, bym się stresował, ale teraz z perspektywy tylu lat na rzutni to już nie robi to na mnie wrażenia" - zaznaczył.

Jego zdaniem trudno przewidzieć, co będzie działo się w Londynie, bo tam jest bardzo specyficzny obiekt. Stadion jest mocno zamknięty i przez to nie ma podmuchów wiatru.

"To może mieć duże znaczenie, ale nie czarujmy się. Nie przewiduję po sobie, że jak teraz rzucam 64 m, to za dwa tygodnie na mistrzostwach świata rzucę 69 m. Nie ma takiej możliwości. Chyba, ze trafi się super dzień i coś wyjdzie, ale spokojnie - nie będzie trzeba tak daleko rzucać na medal. Wydaje mi się, że 67,5 m powinno dać podium" - ocenił.

Jeden z najlepszych dyskoboli w historii zaskoczony był atmosferą zawodów w Białymstoku. Trybuny były pełne, a kibice świetnie reagowali na wydarzenia na stadionie.

"Fajni kibice, fajni ludzie. Widać, że żyją lekką atletyką. Pamiętam swoje starty w majowych mityngach i zawsze tu było dużo osób. Jakby lepsza była droga z Warszawy to mógłbym tu co weekend startować" - powiedział.

MP w Białymstoku zakończą się w niedzielę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje