Lekkoatletyczne MŚ. Adam Kszczot: Każde kolejne złoto przychodzi trudniej

Adam Kszczot został pierwszym 800-metrowcem w historii, który zdobył trzy złote medale mistrzostw Europy. Dodatkowo udało mu się to zrobić z rzędu. Polak po zwycięstwie w Berlinie powiedział, że każde kolejne złoto przychodzi trudniej.

Kszczot (RKS Łódź) kolejny tytuł mistrza Europy zdobył swym najlepszym wynikiem w sezonie 1.44,59. Czwarty był Michał Rozmys (UKS Barnim Goleniów) - 1.45,32, a piąty Mateusz Borkowski (RKS Łódź) - 1.45,42. Obaj poprawili rekordy życiowe. Srebrny medal wywalczył Szwed Andreas Kramer - 1.45,03 (wyrównany rekord kraju), a brązowy Francuz Pierre-Ambroise Bosse - 1.45,30.

Reklama

"Chciałoby się powiedzieć, że jest się pewniakiem, staje na starcie i ot tak wygrywa. Tak to jednak nie działa. Zawsze wam mówię o tym, że są to miesiące, lata ciężkiej pracy i zbierania doświadczenia. To się nie zmienia. Warto jednak - nie tylko dla rodziny, syna, dla mojej żony, ale także dla tych wszystkich ludzi, którzy zwracają się do mnie z różnymi swoimi problemami i historiami. Oni mieli różne problemy, m.in. wychodzili z nałogów bądź przechodzili przez inne trudne momenty. Piszą do mnie, że oglądają moje starty i zwycięstwa i to im pomaga. Lata mojej pracy i obserwowania samego siebie zwracają się z nawiązką" - podkreślił mocno refleksyjny po berlińskim triumfie Kszczot.

Dodał, że teraz ma już w Europie wszystko, co było do zdobycia, bo sięgnął po raz pierwszy w historii po trzy tytuły z rzędu. "Mnie też wiele nie wychodzi, mam chwile wątpliwości, strach w oczach i sercu. Wiem jak to pokonać i przekuć na te dobre, mocne strony. To jest piękne, bo każdego roku jestem innym człowiekiem, zmagam się z innymi problemami i wykonuję nieco innych trening" - przyznał Kszczot.

Polski mistrz biegu na dystansie dwóch okrążeń przyznał, że w przyszłym roku najprawdopodobniej nie wystartuje w sezonie halowym, bo kiedyś musi odpoczywać.

"W przyszłym roku chcę mieć od początku sezonu otwartego znacznie lepszą dyspozycję. Będzie to sezon długi, bo mistrzostwa świata w Dausze będą dopiero pod koniec września" - wskazał Polak. Przyznał, że jest niezwykle dumny z dwóch pozostałych Polaków, którzy biegli w berlińskim finale i wyraził wiarę, że oni także będą osiągali wielkie sukcesy.

"Taktyka była taka, żeby ruszyć bardzo mocno już 200 metrów przed metą. Trzeba było zaryzykować, bo to taki sport i taka konkurencja. Bardzo ciężko przyszło mi zdobycie tego złota po długim sezonie halowym. Przygotowania były bardzo trudne, ale jak się okazało - owocne" - dodał.

Podkreślił, że przed każdym kolejnym sezonem zacząć przygotowania jest cztery razy trudniej niż poprzednio. "Jeżeli chcemy osiągnąć sukces, wiedząc jak ta droga smakuje, to nie jest to łatwe" - stwierdził.

Teraz polski biegacz chce nieco odpocząć, ale w tym sezonie będzie miał jeszcze sporo startów. Bardzo ważny będzie dla niego czas spędzony z rodziną, bo chce powychowywać syna. "To piękne, że dzięki obozom w Polsce mogę widzieć na co dzień jego rozwój" - przyznał.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje