Lekkoatletyczne MŚ. Piotr Lisek podziękował Monice Pyrek

Brązowy medalista mistrzostw świata w skoku o tyczce Piotr Lisek przyznał po wtorkowej dekoracji w tzw. "Ptasim Gnieździe" w Pekinie, że pomogło mu wsparcie naszej byłej trzykrotnej medalistki MŚ w tej samej konkurencji Moniki Pyrek.

Po nocy spędzonej na rozmowach z Pawłem Wojciechowskim (CWZS Zawisza Bydgoszcz), z którym stanął wspólnie na najniższym stopniu podium, wierzy, że nic w jego życiu się nie zmieni. Impreza w stolicy Chin była jedynie przystankiem w drodze do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.

Reklama

W środę tyczkarze wsiądą do samolotu do Polski. - Tęsknię już trochę za domem. Nawet ostatnio jak w nim bywałem, to nie było na nic czasu. Trening był cały czas na pierwszym miejscu. W planach mam jeszcze pięć startów, ale to już końcówka sezonu, więc inaczej się do tego podchodzi. Bardziej na luzie - przyznał Lisek.

Po zdobyciu medalu rozmawiał nie tylko z trenerem Marcinem Szczepańskim, ale także z czterokrotną olimpijką, trzykrotną medalistką MŚ Pyrek.

- I właśnie chyba jej chciałbym dedykować swój pierwszy krążek. Razem z mężem Norbertem Rokitą bardzo mnie mentalnie wspierali. Tak naprawdę to bardzo dużo osób zasługuje na to, by im podziękować. Sukces ma zawsze wielu ojców. Tyle osób mnie wspierało, że nie zdawałem sobie z tego sprawy. Było dużo trudnych chwil, ale chyba daliśmy wszyscy radę - ocenił.

Podobnie jak Pyrek, Lisek trenuje w Szczecinie. Nie ma jednak złudzeń, że teraz stanie się w tym mieście większą gwiazdą.

- Szczecin to Monika. Myślę, że musi minąć dużo czasu, zanim to się zmieni. Na razie jej do pięt nie dorastam. Muszę jeszcze trochę popracować, żeby zająć jej miejsce - przyznał.

Ten medal dał mu jednak poczucie, że jest na dobrej drodze prowadzącej do igrzysk w Rio. - To mnie tylko umocniło w tym, że stać mnie na wysokie skakania na najważniejszej imprezie - podkreślił.

Jak radzić sobie z sukcesem, przychodzącą po tym popularnością wie Wojciechowski, który cztery lata temu w Daegu wywalczył złoto.

- Wiem, jak się zmienia życie po takim sukcesie i co się potrafi dziać. Cztery lata temu była inna sytuacja - zdobyłem złoto i był to jedyny medal dla Polski. Teraz to się trochę rozłoży. Przede wszystkim trzeba pozostać jednak spokojnym i sobą. Najważniejsze aby być naturalnym, nie ma co się napinać. Przez to, że doświadczyłem tego, jestem mądrzejszy - dodał wicemistrz Europy z Zurychu (2014).

Teraz najważniejsze będą dla niego przygotowania do przyszłorocznych igrzysk. - Po Daegu trochę się zakotłowałem. Było mnóstwo wyjazdów do szkół, zakładów pracy. Może tego nie uniknę i teraz, ale na pewno w mniejszym stopniu, bo priorytet będzie miał trening - zaznaczył.

Martwi się tylko jednym. - Nie kupiłem żadnych pamiątek, więc pewnie moja narzeczona mnie zabije jak wrócę do domu...

Polacy w Pekinie zdobyli pięć medali. Oprócz tyczkarzy na podium stanęli młociarze - złoto wywalczył Paweł Fajdek (Agros Zamość), a brąz Wojciech Nowicki (Podlasie Białystok). We wtorek po srebro na 800 m pobiegł Adam Kszczot (RKS Łódź).

Z Pekinu - Marta Pietrewicz

Wielki sukces Adama Kszczota! Sprawdź, kto ma szansę na kolejny medal

Dowiedz się więcej na temat: lekkoatletyka | Piotr Lisek | Monika Pyrek | skok o tyczce

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje