​Lekkoatletyczne MŚ: Tomasz Majewski awansował do finału w pchnięciu kulą

Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa) z dziesiątym wynikiem kwalifikacji w pchnięciu kulą (20,34) wystąpi w niedzielnym finale lekkoatletycznych mistrzostw świata. Nie powiodło się natomiast 18-letniemu Konradowi Bukowieckiemu (PKS Gwardia Szczytno), który wszystkie trzy próby miał nieudane.

"Nie mam do niego pretensji, bo jest dopiero u progu kariery, ale ilu jeszcze młodych musi tak skończyć, żeby kolejne pokolenia się nauczyły, że pierwsza próba jest na zaliczenie?" - pytał jeden z polskich kibiców na stadionie zwanym Ptasim Gniazdem.

Reklama

Bukowiecki, mimo młodego wieku, ma już spore osiągnięcia - cztery złote medale: mistrzostw świata juniorów (2014) i Europy (2015), Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży Europy (2013) oraz Igrzysk Olimpijskich Młodzieży (2014).

"Wszystko nie wyszło. Kule wyglądały, jakby były 10 minut temu wyrzucone z kartonu. Dlatego musiałem korzystać z tych o średnicy 120 cm, a nie 125 cm, do których jestem przyzwyczajony. Niestety, w pierwszych dwóch próbach poszła mi po palcach, w trzecim już trafiłem, ale... nie ustałem" - tłumaczył debiutant na tak wielkiej imprezie seniorskiej.

Zapewnił jednocześnie, że stresu wielkiego nie czuł. "Jedyne, co siedziało mi w głowie, to brak kuli, jaką na co dzień pcham. Nie tylko mi wypadała z ręki, także znacznie bardziej doświadczonym zawodnikom" - podkreślił Bukowiecki.

Pekin i sierpień są natomiast szczęśliwe dla urodzonego 30... sierpnia Tomasza Majewskiego. 15 sierpnia 2008 roku rozdano na tym obiekcie pierwsze medale olimpijskie w lekkoatletyce. Złoty wywalczył pochodzący z małej wioski Słończewo, 80 km na północ od Warszawy, podopieczny Henryka Olszewskiego.

"Przebrnąłem i to jest najważniejsze. Wielkiej historii nie było. Pchnięcia były słabe technicznie. Wiem, co należy poprawić i nad czym należy pracować. Wieczorem na szczęście finał, a tam musi być lepiej" - skomentował krótko dwukrotny mistrz olimpijski.

Do samych kwalifikacji nie przywiązywałby dużego znaczenia. "Widziałem już różne rzeczy. Ludzie, którzy czasami rano wyglądają bardzo dobrze, po południu mają problemy. Odpadają też czasami faworyci. Finał to całkowicie nowy konkurs i tam trzeba pokazać na co kogo stać" - zaznaczył Majewski.

Jeden z najbardziej doświadczonych zawodników w polskiej kadrze odniósł się także do występu Bukowieckiego.

"Trzecia próba nie była już zła, ale spalona. On przyjechał do Pekinu po naukę. Zobaczyć, jak wyglądają prawdziwe mistrzostwa świata. Oby teraz wyciągnął wnioski na przyszłość. On ma dopiero 18 lat, jest naprawdę bardzo młodym zawodnikiem i taka przygoda może mu tylko pomóc" - ocenił.

Niedzielny finał (godz. 13.30) będzie dla Majewskiego pożegnaniem z mistrzostwami świata, który po igrzyskach w Rio de Janeiro kończy karierę.

Skład finałowego konkursu z wynikami eliminacji:

Joe Kovacs (USA)             21,36

David Storl (Niemcy)         21,26

Reese Hoffa (USA)            20,75

German Lauro (Argentyna)     20,64

Christian Cantwell (USA)     20,63

O'Dayne Richards (Jamajka)   20,55

Tomas Walsh (Nowa Zelandia)  20,49

Inderjeet Singh (Indie)      20,47

Asmir Kolasinac (Serbia)     20,37

Tomasz Majewski (Polska)     20,34

Jan Marcell (Czechy)         20,32

Jacko Gill (Nowa Zelandia)   19,94

Sprawdź, kiedy mamy szanse na kolejne medale

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Majewski | Konrad Bukowiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje