Lekkoatletyczne MŚ. Włodarczyk wykonała pierwszy krok do obrony tytułu

Wszystkie trzy Polki pierwszą próbą awansowały do finału rzutu młotem lekkoatletycznych mistrzostw świata w Londynie. - Rzut na luzie, więc jest OK. Teraz walka w poniedziałek - powiedziała rekordzistka globu Anita Włodarczyk, która eliminacje przegrała z... Malwiną Kopron.

- To nie ma znaczenia. W kwalifikacjach oddałam tylko jeden rzut. Trzeba patrzeć na finał. Ja po prostu zrobiłam to, co miałam zrobić. Teraz czekam na finał - powiedziała obrończyni tytułu.

Reklama

Włodarczyk (Skra Warszawa) od lat dominuje w swojej konkurencji. W Londynie też nie powinna być zagrożona. Sama powtarza, że interesuje ją nie tylko złoto, ale także rekord świata. A ten należy do niej i wynosi 82,98.

- Wiem, że po tych eliminacjach rezerwa jeszcze jest i mam nadzieję, że w poniedziałek odpalimy z formą - podkreśliła.

Tuż przed sobotnią rywalizacją spadł rzęsisty deszcz.

- Może to i dobrze, bo sprawdziliśmy koło, czy jak będzie mokre, czy będzie dobrze. Trzeba się cieszyć, że trzy Polki awansowały do finału. To jest na pewno duży sukces i abyśmy za dwa dni w tych samych humorach schodziły ze stadionu - mówiła.

Podopieczna Krzysztofa Kaliszewskiego jest jedną z największych gwiazd - także światowej lekkoatletyki. Nic zatem dziwnego, że spiker zwrócił na nią szczególną uwagę. Polka otrzymała także gromkie brawa od zebranej na trybunach publiczności.

- Kibicie brytyjscy są fantastyczni, to była sesja poranna, a stadion jest prawie pełen. Więc jak będzie finał za dwa dni w poniedziałek, to również atmosfera będzie znakomita. W niedzielę przylatują do Londynu moi najbliżsi. Spędzę z nimi kilka godzin i w poniedziałek na pewno będą mi kibicować z trybun - przyznała.

Plan na finał jest prosty - już w pierwszej próbie Włodarczyk chciałaby "ustawić" konkurs.

- A od drugiej zacząć show. Gdybym powtórzyła serię sprzed tygodnia na Festiwalu Rzutów im. Kamili Skolimowskiej, to byłoby fantastycznie. Ostatnie treningi wyglądały OK - podkreśliła.

O stresie związanym z eliminacjami mówiła z kolei Joanna Fiodorow. Ona również w pierwszej próbie zaliczyła wymaganą odległość 71,50 m. Zawodniczka OŚ AZS Poznań uzyskała 71,72.

- Były obawy, zaczął padać deszcz. Jedna z koleżanek upadła, zaczęłam się stresować i zastanawiać, czy to koło jest już na tyle śliskie, że mogą rozjeżdżać się nogi, ale na całe szczęście pierwszy rzut, kwalifikacja i w poniedziałek finał - podsumowała.

Ona nie ma jednak żadnych złudzeń. - Złoto jest zarezerwowane dla Anity. Nie oszukujmy się, ona jest poza zasięgiem każdej z nas. W finale na pewno pokusi się o rekord świata. Ale te pozostałe dwa miejsca to sprawa otwarta. Wszystko musi się złożyć w całość podczas konkursu finałowego. Ja obiecuję walkę, a co to da?

Fiodorow ocenia, że jest przygotowana na rzuty w okolicach 75-76 metrów, a to może dać medal.

Finał zaplanowany jest na poniedziałek na godz. 20.00 czasu polskiego.

Z Londynu - Marta Pietrewicz

Dowiedz się więcej na temat: lekkoatletyka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje