Lekkoatletyczne MŚ. Wojciechowski i Lisek bez tyczek przed eliminacjami

- Jest źle, jest nawet bardzo źle. Moje tyczki po raz kolejny zaginęły. Na chwilę obecną nie mam na czym skakać. Czuję, że nikt za bardzo się nie przejmuje zaistniałą sytuacją. W momencie, kiedy zawodnik powinien się skupić na starcie, ja szukam tyczek i tracę wszystkie nerwy - napisał na Facebooku polski skoczek o tyczce Paweł Wojciechowski. Już w niedzielę on i Paweł Lisek startują w eliminacjach, tymczasem wciąż pozostają bez sprzętu.

Po raz drugi w tym sezonie polscy tyczkarze Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek zostali bez sprzętu. W niedzielę odbędą się eliminacje londyńskich mistrzostw świata, a nikt nie jest w stanie powiedzieć gdzie są tyczki i kiedy dolecą.

"Bez nich jestem połową zawodnika" - żalił się w rozmowie z PAP pierwszy z nich.

Reklama

"Jest źle, jest nawet bardzo źle. Moje tyczki po raz kolejny zaginęły. Na chwilę obecną nie mam na czym skakać. Czuję, że nikt za bardzo się nie przejmuje zaistniałą sytuacją. W momencie, kiedy zawodnik powinien się skupić na starcie, ja szukam tyczek i tracę wszystkie nerwy. Pomocy!" - napisał na Facebooku Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL).

Mistrz świata z Daegu (2011) miał w Londynie walczyć o medal. Jest w życiowej i - co jeszcze ważniejsze - stabilnej formie. Co z tego, skoro... nie ma na czym skakać.

"Jestem w szoku, że coś takiego znowu nam się zdarza. Najpierw sprzęt nie wrócił z mityngu Diamentowej Ligi w Rabacie. Czekaliśmy na nie ponad dwa tygodnie i teraz znowu. Nie rozumiem, w czym jest problem, skoro to jest lot bez przesiadek! Najgorsze, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, gdzie tyczki są. Dzwonimy na lotnisko w Warszawie i w Londynie i nie ma żadnej informacji" - powiedział PAP Lisek (OSOT Szczecin).

On jest w lepszej sytuacji, bowiem ma w Londynie inny komplet tyczek.

"Po sytuacji w Rabacie, kiedy nie wiadomo było, czy sprzęt uda się odzyskać przed mistrzostwami świata, postanowiłem zamówić szybko zapasowe tyczki ze Stanów Zjednoczonych. W sobotę po raz pierwszy widziałem je na oczy. Nie oddałem żadnego skoku na nich. To bardzo niekomfortowa sytuacja, ale lepsza od tej, w jakiej znalazł się Paweł" - przyznał czwarty zawodnik igrzysk w Rio de Janeiro.

Co zrobi Wojciechowski, na razie nie wiadomo. Wicelider światowej tabeli tegorocznych wyników (5,93 m) prawdopodobnie poprosi najbliższych, by wysłali mu jego rezerwowy pakiet z Polski. Czy dojdzie - pozostaje zagadką.

"To są mistrzostwa świata. Najważniejsza impreza w sezonie i dzieje się coś takiego. To jest po prostu żałosne i jesteśmy totalnie bezsilni" - mówił PAP Lisek.

Obaj są w formie, która powinna dać im nie tylko finał, ale i walkę o medale. Są przygotowani fizycznie, ale psychicznie teraz jest im trudno skupić się na rywalizacji, jeśli nie wiedzą, na jakim sprzęcie przyjdzie im rywalizować.

"Półtora roku oskakiwałem ten jeden komplet tyczek. Nie po to, by w najważniejszej imprezie skakać na czymś innym. Nie wiem, jak sobie poradzę. Tyczki, nawet o podobnych parametrach, nie są takie same. Zero czucia, zero przyjemności" - powiedział PAP Wojciechowski i ocenił: "Bez tyczek jestem połową zawodnika".

Kwalifikacje odbędą się w niedzielę o godz. 11.40 czasu polskiego. By dostać się do finału, należy skoczyć 5,75.

Z Londynu - Marta Pietrewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje