Małgorzata Hołub: Nie wierzyłam, że uda się wywalczyć medal

Joanna Linkiewicz, Małgorzata Hołub, Monika Szczęsna i Justyna Święty były zaskoczone, że udało się wywalczyć im brązowy medal halowych mistrzostw Europy w Pradze w sztafecie 4x400 m. To je uskrzydliło i dodało nowej motywacji do pracy.

"Nie myślałam, że się uda w Pradze stanąć na podium. Wiedziałam, że rywalki są bardzo mocne" - przyznała... radna miasta Koszalin Hołub.

Reklama

Pałeczkę odebrała na ostatniej pozycji, ale Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław) nie straciła dystansu do rywalek.

"Odpowiedzialność była duża. Pierwszy raz byłam na pierwszej zmianie. Plan był taki, że miałam przekazać pałeczkę jako trzecia, oddałam jako... ostatnia" - dodała specjalizująca się w biegu na 400 m przez płotki podopieczna Marka Rożeja.

To dla niej najcenniejszy, bo pierwszy, medal w karierze. "Jestem bardzo szczęśliwa" - podkreśliła.

Zestresowana z przebiegu wydarzeń po pierwszej zmianie była Hołub. Rywalizowała ona bowiem z Brytyjką Seren Bundy-Davies, która do Pragi przyjechała z najlepszym wynikiem w tym roku na 400 m.

"Starałam się jej trzymać. Wiedziałam, że ona zacznie wyprzedzać i tak się też stało. Poszłam za nią, ale cały czas zamiast wyprzedzać, wdawałam się w niepotrzebne przepychanki. Nie dało rady się przecisnąć. Dopiero na ostatniej prostej chciałam przyspieszyć, ale tam było już za mało miejsca" - oceniła swój bieg zawodniczka Bałtyku Koszalin.

Na trzeciej zmianie pobiegła debiutantka Szczęsna (AZS AWF Katowice), która jeszcze niedawno specjalizowała się na 100 i 200 m.

"Stres miałam duży. Dziesięć lat trenowałam wyłącznie sprinty i przejście do 400 m nie jest wcale łatwe. Cieszę się, bo znałam siłę dziewczyn i swoją. Od rana miałam spokój i pewność, że się uda. A dzień wcześniej zakochałam się w medalu Rafała Omelki. Tak mi się podobał i oznajmiłam dziewczynom, że musimy sobie zrobić taki prezent na Dzień Kobiet" - powiedziała.

Ten krążek jest dla niej szczególnie ważny, bo jeszcze rok temu myślała o zakończeniu kariery. "Dodało mi to trochę skrzydeł. Teraz widzę, że może jeszcze 400 m warto trochę pociągnąć i o coś zawalczyć. Wiem, że będę jeszcze ciężej pracować" - zaznaczyła.

Sztafetę kończyła najbardziej doświadczona Święty. Od samego początku ruszyła ostro, bo wiedziała, że nie ma już nic do stracenia.

"Myślałam, że ten bieg się bardziej rozciągnie i byłam w szoku, że o medal walczą także Czeszki, które wcale nie miały mocnego składu. Zuzana Hejnova napierała na mnie przez cały bieg łokciami. Starała się wywalczyć trzecią pozycję, ale wiedziałam, że jeśli jej popuszczę, to nie utrzymam trzeciej lokaty" - przyznała.

Polki uzyskały czas 3.31,90. Szybsze były Francuzki - 3.31,61 i Brytyjki - 3.31,90.

Pogratuluj Polakom udanego występu w Pradze!


Dowiedz się więcej na temat: Justyna Święty

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje