Marek Plawgo z nożem na gardle

Kilka wycieczek w Tatry, treningi na stadionie lekkoatletycznym oraz obiektach OPO COS i coraz lepsza forma - Marek Plawgo jest zadowolony z zakończonego w sobotę dziesięciodniowego pobytu w Zakopanem. Jego celem są igrzyska w Londynie w 2012 roku.

"Podoba mi się tutejszy nowy stadion. No i oczywiście góry, których nic nie zastąpi, gdy się chce połączyć radość z poznawania i obcowania z naturą z treningiem. Wycieczki w Tatry przy tak pięknej pogodzie to nie tylko wspaniałe widoki, ale i kawał ciężkiego treningu siłowego. Jestem naprawdę zadowolony z pobytu" - podkreślił olimpijczyk z Aten i Pekinu.

Reklama

"Jakie szczyty zdobywałem? Z powodu egzaminów ominął mnie niestety Giewont, ale za to byłem na Hali Gąsienicowej i nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Kasprowy Wierch wraz z trenerem wykluczyliśmy. Kolejka na szczyt nie kursowała, a zbieganie w dół nie wchodziło w rachubę, bo to zawsze grozi przesileniem, a ja w lecie miałem operację stopy i muszę uważać" - przyznał Plawgo.

Dodał, że jest mile zaskoczony swoją dyspozycją fizyczną. "Bardzo długa rehabilitacja była nie tylko zdrowotnym przygotowaniem do obciążania operowanej nogi, ale również przyniosła efekty pod względem fizycznym. Czuję się lepiej niż zwykle na początku sezonu, gdy pierwszy trening zwalał mnie dosłownie z nóg. Teraz okazało się, że na wycieczkach górskich wchodziłem w połowie grupy! Proszę wierzyć - to jest dla mnie wielkim sukcesem, bo zwykle na początku sezonu treningowego ją zamykałem".

"Czy nadal jestem w gorącej wodzie kąpany? No cóż, staram się wyhamowywać, ponieważ za dużo przez te przysłowiowe kąpiele straciłem. Teraz z trenerem Janem Widerą chuchamy na zimne. Z drugiej strony mam nóż na gardle, bo muszę się wykazać w przyszłorocznych mistrzostwach świata, żeby zapewnić sobie spokojne przygotowania do igrzysk w Londynie" - stwierdził Plawgo.

Brązowy medalista MŚ z Osaki zauważył, że wiejący przez kilka kolejnych dni wiatr halny miał na niego pewien wpływ. "Ale wyłącznie przyjemny. Treningi dawały popalić i czułem solidne zmęczenie, a tu wysoka jak na listopad temperatura, grzejące mile słońce i jakieś takie pozytywne nastawienie do życia" - podkreślił.

Plawgo z niecierpliwością oczekuje na pierwsze starty. "Za mną trudne dwa lata przeplatane kontuzjami. To bardzo dużo, ale ja już kilkakrotnie sobie udowodniłem, że w sytuacjach bardzo trudnych łatwiej mi się zmobilizować i osiągać wyniki. Wymaga to większego nakładu sił, większej mobilizacji, większej koncentracji na konkretnym celu i zaciętości na treningu".

Zapytany, czy jego zdaniem powrót będzie trudny powiedział: "Myślę, że nie. Głód biegania jest wielki. Oglądam nagrania z bieżni i czuję wielki przypływ adrenaliny - nie taki, że miękną kolana, ale taki, że chcę skoczyć do gardła. Cieszę się, że to jest we mnie i te kontuzje, całe pasmo nieszczęść, nie spowodowały wypalenia. Nie mogę się doczekać czerwca, żeby założyć kolce, stanąć w blokach i w pełni zdrowia pokonać te swoje 400 m przez płotki" - zapewnił Plawgo.

Plawgo urodził się 25 lutego 1981 roku w Rudzie Śląskiej. Na dystansie 400 metrów przez płotki jest siedmiokrotnym mistrzem Polski. W igrzyskach olimpijskich w Atenach (2004) zajął 6. miejsce. Dwa lata później w mistrzostwach Europy w Goeteborgu zdobył srebrny medal.

W 2007 r. w MŚ w Osace wywalczył brązowy medal indywidualnie i w sztafecie. W igrzyskach w Pekinie, podobnie jak cztery lata wcześniej w Atenach, był szósty. Szereg bardzo dobrych wyników uzyskał również w biegu płaskim na 400 m. W halowych mistrzostwach Europy w Wiedniu w 2002 roku zdobył złoty medal indywidualnie i w sztafecie.

Dowiedz się więcej na temat: nóż | lekkoatletyka | Marek Plawgo

Reklama

Reklama

Reklama