Oscar Pistorius czeka na wymiar kary

Biegający na protezach Oscar Pistorius przez lata wzbudzał emocje, gdy walczył o możliwość rywalizacji z pełnosprawnymi lekkoatletami. Teraz znowu jest o nim głośno - 13 października sąd ogłosi wymiar kary za nieumyślne spowodowanie śmierci Reevy Steenkamp.

Pistorius urodził się 22 listopada 1986 roku w Sandton w RPA z poważną wadą nóg. Gdy miał 11 miesięcy lekarze postanowili mu je amputować od kolan w dół. Mimo zaawansowanego stopnia kalectwa intensywnie uprawiał sport: rugby, tenis, piłkę wodną, boks i zapasy.

Reklama

Od lat Pistorius nie rozmawia o swoim kalectwie, nawet z najbliższą rodziną.

"Kiedy dorastałem w Johannesburgu, mama patrząc na mojego brata i na mnie powiedziała: Ty załóż buty, a Ty załóż swoje nogi. To był ostatni raz, kiedy rozmawiałem o moim kalectwie. Myślę, że każdy zmaga się z różnymi ułomnościami, czy to fizycznymi, czy psychicznymi, ale jest miliony rzeczy, na których możemy się skupić, żeby nie myśleć o naszej niepełnosprawności" - opowiadał biegacz.

Jego pierwszą miłością nie była lekkoatletyka, a rugby.

"Grałem w szkolnej drużynie. Miałem inne protezy niż te, w których biegam. W 2003 roku, podczas meczu straciłem jedną z nich po ataku zawodników z przeciwnej drużyny. Dlatego przeniosłem się na bieżnię" - przyznał.

15 lipca 2007 roku w Sheffield został pierwszym niepełnosprawnym zawodnikiem, który rywalizował z całkiem zdrowymi sportowcami. Pojawiły się jednak głosy, że protezy z włókna węglowego dają mu przewagę nad pełnosprawnymi i światowa federacja lekkoatletyczna (IAAF) negatywnie ustosunkowała się do jego występów w oficjalnych zawodach.

Pistorius jednak nie zniechęcał się, trenował i walczył o swoje prawa. Odwołał się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie, powołując się m.in. na testy amerykańskich biomechaników, którzy ocenili, że protezy nie dają mu żadnych korzyści. Najwyższy sąd sportowy uznał jego racje i dopuścił do startu w igrzyskach w Pekinie.

Do stolicy Chin w 2008 roku pojechał, ale na... paraolimpiadę, na której wywalczył trzy złote medale. Do indywidualnego występu na dystansie 400 m, w którym się specjalizował, w rozgrywanych nieco wcześniej igrzyskach zabrakło mu 0,7 s. Z kolei federacja RPA nie zdecydowała się go włączyć do sztafety w obawie o jego bezpieczeństwo, gdyż na trzech zmianach zawodnicy walczą ramię w ramię.

Niezrażony poprawiał swoje osiągnięcia i zakwalifikował się do reprezentacji na igrzyska w Londynie. W półfinale uzyskał 23. czas na 24 startujących. W sztafecie nie dane mu było pobiec, gdyż w eliminacjach jego koledzy zgubili pałeczkę. I tak jednak przeszedł do historii światowego sportu, bo nigdy wcześniej tak wyraźnie niepełnosprawny sportowiec nie rywalizował w igrzyskach ze zdrowymi.

Jego największymi sukcesami jest zdobycie pięciu złotych medali paraolimpiady. Jego dorobek uzupełnia srebrny z Londynu za bieg na 200 m. Po porażce oskarżył rywala, że ten zwyciężył dzięki zbyt długim protezom. Gdy ochłonął, przeprosił za swoje słowa. Jest też rekordzistą świata wśród niepełnosprawnych w biegach na 100, 200 i 400 m.

Walkę Pistoriusa o możliwość rywalizacji z pełnosprawnymi śledziły miliony ludzi na całym świecie. Wszędzie, gdzie się pojawiał, towarzyszyło mu ogromne zainteresowanie kibiców i dziennikarzy. Dzięki temu zyskał sławę i... pieniądze. Kilkakrotnie gościł też w Polsce, wystąpił m.in. w Memoriale Kamili Skolimowskiej w Warszawie.

Jego życie zmieniło się 14 lutego 2013 roku. Od rana światowe media żyły faktem znalezienia w domu sportowca w Pretorii martwej kobiety. Okazała się nią modelka, z którą spotykał się od jesieni 2012 roku. Jak ustaliła policja, zginęła zamknięta w toalecie, a Pistorius oddał cztery strzały przez drzwi. Nie był to pierwszy incydent z bronią z jego udziałem, ale ten skończył się tragicznie.

Prokuratura oskarżyła go o morderstwo z premedytacją, choć on sam od początku nie przyznawał się do winy. Utrzymywał, że śmierć Steenkamp to efekt nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, gdyż pomylił ją z włamywaczem. 3 marca tego roku w Pretorii rozpoczął się proces, a wszystkie rozprawy były "na żywo" relacjonowane w radiu i telewizji na specjalnie uruchomionym kanale.

W czwartek sędzia Thokozile Masipa oczyściła go z zarzutu morderstwa z premedytacją, oceniła też, że sportowiec nie strzelał po to, by zabić. Uznała go jednak winnym nieumyślnego spowodowania śmierci Steenkamp. Grozi mu za to do 15 lat pozbawienia wolności, a wymiar kary zostanie ogłoszony 13 października. Do tego czasu dzięki kaucji najsłynniejszy niepełnosprawny sportowiec będzie przebywał na wolności.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje