Paweł Fajdek: To Szymon Ziółkowski wywróżył mi złoto

24-letni Paweł Fajdek w poniedziałek w Moskwie został najmłodszym mistrzem świata w rzucie młotem w historii tej konkurencji. Taki sukces tuż przed finałowym konkursem na Łużnikach wywróżył mu... 37-letni Szymon Ziółkowski, który zajął dziewiąte miejsce.

"Właśnie rozpoczyna się dla mnie nowe życie, jeszcze łez nie było, ale może pojawią się we wtorek w trakcie Mazurka Dąbrowskiego. Nie będę na pewno zły, jeśli się popłaczę. Męskie zły to podobno coś rzadkiego, ale zobaczymy" - powiedział.

Najmłodszy mistrz świata w historii rzutu młotem Paweł Fajdek opowiadał po konkursie o:

Reklama

- wróżbie Ziółkowskiego: "To właśnie on wywróżył mi tuż przed konkursem złoty medal. Gdy byliśmy już na stadionie, spojrzał na tablicę, na której była wyświetlona lista startowa pchnięcia kulą kobiet. Pod numerem dziewiątym było nazwisko Nowozelandki Valerie Adams. Ja też miałem ten numer i... oboje zostaliśmy mistrzami świata";

- braku radości: "To fakt. Nie skakałem do góry jak cztery lata temu Anita Włodarczyk, ale historia pokazała, że nie jest to najlepsze rozwiązanie (skręciła staw skokowy-PAP). Wiedziałem, że mam przed sobą jeszcze pięć kolejek, musiałem o tym myśleć. Pierwszy rzut wprawdzie załatwił całą imprezę, ale gdyby się okazało, że ktoś mnie przerzucił, to bym sobie tego nie wybaczył";

- swojej wierze w złoty medal: "Przez ostatnie dwa tygodnie stawałem codziennie rano przed lustrem i mówiłem: zostajesz mistrzem świata, wygrasz te zawody, stać cię, jesteś przygotowany. Nie mogło zatem być inaczej. Sam stwierdziłem, że muszę wrócić do dawnego siebie, który był pewny siebie, a tę cechę gdzieś po drodze teraz zgubiłem. Ostatni obóz w Spale, gdzie wszystko już dobrze wyglądało, dał mi nową nadzieję. A Rosja po raz kolejny dała mi złoto" (miesiąc temu Fajdek wygrał konkurs Uniwersjady w Kazaniu);

- marzeniach: "W tej chwili myślę tylko o tym, by wrócić do hotelu, napić się, zjeść coś i pójść spać. Jestem bardzo zmęczony";

- nagrodzie finansowej w wysokości 60 000 dolarów: "Nie mam pojęcia ile zarobiłem. Nawet nie sprawdziłem jakie to są stawki. 60 tysięcy dolarów? Całkiem przyjemna kwota. W końcu może kupię sobie samochód, by nie jeździć pociągami. Biorąc pod uwagę fakt, w jakich okolicznościach musieliśmy jechać na obóz do Spały i wrócić z niego, w 35-stopniowym upale bez klimatyzacji, to na pewno zainwestuję w auto";

- Szymonie Ziółkowskim: "Doskonale pamiętam rok 2000, kiedy Szymon stawał na najwyższym stopniu olimpijskiego podium w Sydney. Miałem wówczas 11 lat, ale właśnie wtedy w Żarowie, skąd pochodzę, zaczęła się cała historia rzutu młotem. Po mistrzostwach świata w Edmonton (2001-Ziółkowski zdobył złoto-PAP), kiedy Szymon wraz z trenerem Czesławem Cybulskim jeździł po Polsce, odwiedził także moją gminę. Wtedy wszystko się zaczęło. Jego sukcesy doprowadziły mnie właśnie w to miejsce. Koło się zatoczyło. Szymon trenuje dłużej niż ja żyję, to też w pewnym sensie o czymś świadczy";

- słowach rywali: "Po pierwszym rzucie podszedł do mnie Szymon Ziółkowski i powiedział: wow. Później dodał: No to się kolega zdziwił, mając na myśli Węgra Krisztiana Parsa. Minę miał zresztą nieciekawą. Walczył potem jeszcze, ale na szczęście mu się nie udało";

- pierwszym rzucie: "Na sto procent wiedziałem, że jest to medal i będzie rywalom bardzo ciężko się otrząsnąć. Pierwsza kolejka z takim mocnym rezultatem miażdży psychikę. Było to zresztą widać. Nie zamierzałem jednak od razu uzyskiwać takiego wyniku. Tak wyszło. Była okazja, poczułem bardzo dobrze sprzęt, przyspieszyłem ostatnie dwa obroty i poleciało";

- trenerze Czesławie Cybulskim: "Twardy, konsekwentny, jest dobrym fachowcem. Wie dokładnie, co należy robić, ale nie zawsze się zgadzamy. Ja też nie jestem łatwym człowiekiem, też mam swoje humory, ale jak widać, jeżeli na treningu są zgrzyty i walczymy o to, by uzyskać jak najlepszy rezultat, to to się sprawdza. Przed konkursem, jak się pożegnaliśmy życzył mi wiatru w plecy. Nie wiem dlaczego tak powiedział, nigdy tak nie mówi, zwłaszcza że młociarzom takich rzeczy się nie mówi. Wiatr jest istotny dla biegaczy";

- hobby: "Jestem normalnym człowiekiem. Oglądam filmy, gram w koszykówkę poza sezonem, spotykam się ze znajomymi";

- podziękowaniach: "Wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki i wierzyli we mnie, pomimo tego, że mój sezon do tej pory nie był udany. Najważniejsze imprezy udawało się wygrać, pomimo że dałem plamę na mistrzostwach Polski (trzecie miejsce-PAP), zrewanżowałem się tutaj wszystkim za ten start. Bardzo dziękuję rodzinie, która dała mi spokój. Poprosiłem ich o to, by przez dwa tygodnie nie dzwonili za dużo, nie interesowali się tym, co ja robię. Zapewniłem ich, że wiem co robię i muszą teraz wytrzymać, by później razem ze mną się cieszyć i tak właśnie się stało";

- swojej konkurencji rzutu młotem: "Uważam, że wyjątkowi ludzie robią coś wyjątkowego. Tak jak my, co rzucamy młotem. Jeżeli komuś to się nie podoba, uważa, że to jest niebezpieczne, to ma rację. W eliminacjach dwie próby padły na tartan, blisko było tragedii, ale zawsze można to jakoś pogodzić";

- karierze: "Oby jeszcze dłuższa była od Szymona Ziółkowskiego. Cieszy mnie, że nie jestem jedyny taki młody, tylko rok starszy jest Słowak Marcel Lomnicky. Reszta ma powyżej 30 lat. Nie martwię się, że ta konkurencja umrze, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie rzucał. Czy to na koksie, czy nie. Są po prostu takie etapy, że dzieci się rodzą, muszą dorosnąć, by móc trenować i to jest właśnie ten okres, gdzie czekamy aż młode pokolenie stanie do walki".

Z Moskwy Marta Pietrewicz

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Fajdek | Szymon Ziółkowski | rzut młotem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy