Paweł Wojciechowski: Po udanym skoku na 5,93 m zakręciła się łezka w oku

Po sześciu latach Paweł Wojciechowski poprawił rekord Polski w skoku o tyczce na stadionie. W mityngu Diamentowej Ligi uzyskał 5,93 m. "Łezka w oku się zakręciła, dlatego wiedziałem, że z wysokością 6,03 m będzie już trudno" - przyznał lekkoatleta.

Wojciechowski to twardziel - tak mówią o nim koledzy i trenerzy. Gdy w 2011 roku zdobył nieoczekiwanie dla wszystkich złoty medal mistrzostw świata w Daegu zaskoczył wszystkich, a najbardziej siebie. Wydawało się, że ma potencjał, by na lata być w światowej czołówce. Jego kariera miała jednak więcej upadków niż wzlotów. Kontuzje, zmiana trenera, walka z brakiem formy. On się nigdy nie poddawał i ciągle powtarzał: "A co ja mam innego robić?".

Reklama

Uparcie dążył do celu. Nagrodą był już brązowy medal mistrzostw świata w Pekinie (2015), ale do stabilnej formy i wtedy dużo mu brakowało.

Ten sezon jest inny. Wojciechowski jest regularny. W czwartek to był jego szósty konkurs w tym roku, w którym uzyskał 5,70 lub wyżej.

"Było sporo emocji i nie spałem za dobrze. Czy się tego spodziewałem? Jak się trenuje to oczywiście się na takie wyniki liczy. Bardzo chciałem znowu uzyskać taki rezultat. Sześć lat minęło i chciałem w końcu pobić rekord życiowy. Udało się i kamień spadł mi z serca" - przyznał.

Wojciechowski konkurs w Lozannie zaczął od 5,53. Później w pierwszych próbach zaliczył 5,63 i 5,73. W trzecim podejściu - 5,81, w drugim 5,87 i w trzecim 5,93. To dało mu drugą lokatę. Pierwszą tym samym wynikiem zajął Sam Kendricks. Obaj bez sukcesu atakowali 6,03.

"Przekroczenie sześciu metrów w tym sezonie jest możliwe. Na pewno startuje się znacznie lepiej z tej pozycji jaką mam teraz niż z tej, którą miałem przed zawodami. Wiedziałem, że 6,03 m będzie bardzo trudno pokonać. Nie dlatego, że nie jestem na to przygotowany, ale po prostu już nie były te emocje. Po tym jak udało się przekroczyć 5,93 m łza się w oku zakręciła. Ale chciałem mimo wszystko spróbować. Teraz wiem, że wszystko przede mną" - powiedział lekkoatleta bydgoskiego Zawiszy.

Właśnie dlatego, że emocje po 5,93 m były zbyt duże, Wojciechowski nie próbował już nawet zmienić tyczek na twardsze.

"Wiedziałem po prostu, że może to być niebezpieczne. Poza tym ta tyczka, na której skakałem, nie jest jeszcze w pełni wykorzystana. I tak wyciągnąłem najtwardszą w tym sezonie" - dodał.

Nie tylko wynik w Lozannie jest bardzo wartościowy, ale Polak stoczył piękną walkę z Samem Kendricksem. Amerykanin jako jedyny w tym sezonie na stadionie uzyskał 6,00. Po każdej próbie obaj tyczkarze podbiegali do siebie i... wzajemnie motywowali. Wyraźnie widać było, że się lubią i sobie kibicują. To też nakręcało ich do coraz lepszych skoków.

"Staramy się sobie pomagać na każdych zawodach i jak widać to procentuje. Nie wiem nawet jak to się stało, że zakumplowałem się z Samem. Tak to z przyjaźniami bywa. Przed skokami na 6,03 też mnie próbował mobilizować, ale może będzie lepiej jak nie będę przytaczać dokładnie, co mi mówił" - śmiał się Wojciechowski.

Po udanej próbie na 5,93 nie tylko łza pojawiła się w oku, ale i kamień spadł mu z serca. Trenujący z Wiesławem Czapiewskim zawodnik przełamał kolejną barierę.

"To następny krok do tego, by skoczyć sześć metrów i tego się trzymam" - podkreślił.

Uzyskany przez Wojciechowskiego w czwartek wynik jest drugim tegorocznym na świecie. Wyżej skakał tylko Kendricks. Przed mistrzostwami świata, które w sierpniu odbędą się w Londynie, Polak wyrósł na kandydata do medalu.

"I z takim założeniem jadę do Wielkiej Brytanii, ale bez znaczenia, z jakiego miejsca bym startował. Cel pozostaje ten sam. A że teraz mam drugi wynik na świecie? To nic nie zmienia. Nastawienie mam dokładnie takie samo. Nie będę na pewno z tego powodu czuł dodatkowej presji. Oby udało się ten rezultat powtórzyć w mistrzostwach" - powiedział. 

Wojciechowski nie ma złudzeń i wie, że w Londynie będzie bardzo wysoki poziom konkursu tyczkarzy.

"Na mityngu Diamentowej Ligi w Lozannie 5,87 m dało dopiero trzecie miejsce. Trzymam się zatem tej wersji, że będzie trzeba tyle skoczyć na medal. A ja wiem, że jestem w stanie to zrobić, to napawa optymizmem" - zaznaczył.

Polak w czwartek oddał aż 14 skoków. To rzadko się zdarza.

"Zazwyczaj celuję, żeby 7-8 skok był najwyższy. Tym razem była to 11 próba, ale to tylko świadczy o tym, jak dobrze był przepracowany okres przygotowawczy. Co więcej - wstałem w piątek rano bez żadnego bólu. To znak, że praca została wykonana dobrze. Teraz pozostaje tylko podtrzymać i może jeszcze troszeczkę podciągnąć do mistrzostw świata i możemy walczyć" - powiedział.

Wojciechowski ma przed walką o medale jeszcze w planie cztery zawody. W Diamentowej Lidze w Rabacie (16 lipca), Monaco (21 lipca), mistrzostwach Polski w Białymstoku (23 lipca) i cztery dni później w Leverkusen.

"W Niemczech zostaję też na krótkim obozie. Jadę ze swoim trenerem, ale tam będzie też grupa Leszka Klimy. Dobrze będzie z nimi potrenować" - podsumował.

Marta Pietrewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje