KSW 41. Potwory i spółka zaatakują w katowickim Spodku

Borys Mańkowski i Roberto Soldić zmierzą się walce wieczoru gali KSW 41 w katowickim spodku, ale media najwięcej miejsca poświęcają konfrontacji kontrowersyjnego rapera Pawła "Popka" Mikołajuwa (3-2) z drugoplanowym aktorem Tomaszem "Strachem" Oświecińskim.

Federacja KSW konsekwentnie buduje swój produkt według określonego modelu biznesowego. Nie inaczej jest w przypadku gali KSW 41, która odbędzie się w katowickim Spodku. Choć termin zaplanowanego na 23 grudnia eventu początkowo mógł budzić wątpliwości co do sensowności wyboru i niósł za sobą ewentualne ryzyko gorszej sprzedaży biletów, to Martin Lewandowski i Maciej Kawulski przygotowali na tyle dobrą kartę, że ponownie odniosą finansowy sukces.

Reklama

KSW po raz kolejny w swojej historii postanowiło zorganizować walkę "dziwolągów". W przeszłości nie brakowało m.in. byłego pięściarza Erica "Butterbean" Escha, który zmierzył się z Mariuszem Pudzianowskim, bądź amerykańskiego futbolisty mającego za sobą udaną karierę w Japonii, Boba Sappa. On również musiał uznać wyższość "Pudziana". Teraz po raz pierwszy na gali KSW zobaczymy człowieka, który w praktycznie żaden sposób nie był związany ze sportami walki, a dużą popularność zyskał dzięki drugoplanowym rolom w świetnie sprzedających się filmach rozrywkowych.

Potwór i Strachu

To nie będzie pojedynek, na który czekają fani prawdziwego MMA. Nie zmienia to faktu, że mnóstwo ludzi wykupi transmisję w systemie pay per view, by zobaczyć w akcji Pawła "Popka Monstera" Mikołajuwa i Tomasza "Stracha" Oświecińskiego. To magnes dla osób, dla których konfrontacje z udziałem Borysa Mańkowskiego, Klebera Koike Erbsta czy Romana Szymańskiego są jedynie dodatkiem.

Choć oczywiście nie zabraknie głosów, że "Freak Fighty" szkodzą dyscyplinie, to właśnie dzięki Pudzianowskiemu MMA w Polsce stało się popularne, a szersza publiczność poznała takich zawodników, jak Mamed Chalidow, Michał Materla czy obecnie rywalizujący w UFC Jan Błachowicz.

Nie ma również wątpliwości, że na plecach "Popka" i Oświecińskiego jeszcze bardziej do góry pójdą akcje Mańkowskiego i spółki.

"Popek" stoczył pierwszą walkę dla KSW rok temu, gdy od razu został wrzucony na głęboką wodę i szybko przegrał z Mariuszem Pudzianowskim.

Natomiast w maju na wielkiej gali na Stadionie Narodowym w Warszawie błyskawicznie rozprawił się z kulturystą Robertem Burneiką. Nie był to jednak rywal, który poważnie podchodził do treningów i wyszedł przede wszystkim po wypłatę.


44-letni debiutant

Co można powiedzieć o najbliższym przeciwniku "Króla Albanii"?

Oświeciński w młodości trenował judo, później postawił na ciężary. MMA na dobre trenuje od sześciu miesięcy i zadebiutuje w wieku 44 lat. Co więcej, w listopadzie musiał odejściu z klubu WCA prowadzonego przez Roberta Jocza. Nieoficjalnie wiadomo, że powodem była niejasna przeszłość człowieka znanego głównie z filmów Patryka Vegi.

Prawdopodobnie poszło o fakt, że współpracował z policją, a jego obecność w klubie negatywnie wpływała na atmosferę. W takich okolicznościach, zwłaszcza pod koniec przygotowań, trudno wypracować odpowiednią formę. Na medialnym treningu w Warszawie Oświeciński wyglądał na ociężałego, ale w wywiadach podkreślał, że to jedynie zasłona dymna i chce, żeby "Popek" wiedział o nim jak najmniej.

W tym pojedynku pewne jest tylko jedno - nie potrwa na pełnym dystansie.

Choć Mikołajuw zapewnia, że jest gotowy na trzy rundy, to prędzej padnie ze zmęczenia niż wytrzyma w klatce aż 15 minut. Oświeciński będzie miał problem z wyjściem do drugiej rundy. To również raper z Legnicy jest faworytem tego starcia, ale bukmacherzy nie widzą w nim zdecydowanego pewniaka. Największe atuty "Popka"? Doświadczenie i znajomość walki w klatce. Nie zmienia to jednak faktu, że na "Popku" spoczywa większa presja - porażka będzie oznaczała, że w tym sporcie nie ma dla niego większej przyszłości.

Japońskie korzenie

Kawulski i Lewandowski nigdy nie ukrywali, że ich wzorem do naśladowania była nieistniejąca już japońska federacja Pride. To stamtąd zaczerpnęli biały ring, wprowadzili efektowną formę przedstawiania zawodników przed rozpoczęciem gali, a nawet stworzyli hymn KSW. Na tym oczywiście nie koniec - właściciele KSW zdawali sobie sprawę, że potrzebują magnesu, by przyciągnąć publiczność. Pozyskanie Pudzianowskiego okazało się strzałem w dziesiątkę i każda kolejna gala cieszyła się coraz większą popularnością.

Jednak to w Japonii po raz pierwszy postawili na "freaków" z prawdziwego zdarzenia. To tam pod egidą K-1 w MMA zadebiutował pochodzący z Nigerii komik Bobby Ologun (2-2). To również tam walkę stoczył japoński aktor od czasu do czasu trenujący brazylijskie jiu jitsu Ken Kaneko (0-3). Także sumita Akebono (0-4) spróbował swoich sił w mieszanych sztukach walki ale z marnym skutkiem.

Jednak największy sukces odniósł wspomniany na początku Sapp, który zadebiutował w 2002 roku i przez pewien czas udanie rywalizował w MMA i K-1. Do historii przeszła jego walka z ówczesnym mistrzem federacji Pride Antonio Rodrigo Nogueirą, którą na stadionie w Tokio oglądało ponad 90 tysięcy fanów. Były amerykański futbolista przegrał przez dźwignię w drugiej rundzie, ale wcześniej rzucał przeciwnikiem niczym lalką i zostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. Niestety od 2005 roku było coraz gorzej, Sapp zaczął przegrywać, a jego problemem była mała tolerancja na ból, co szybko zauważyli jego przeciwnicy. W 2012 roku Amerykanin przegrał na KSW 19 z Pudzianowskim w zaledwie 40 sekund.

O której start?

Pojedynek "Popka" ze "Strachem" prawdopodobnie będzie drugą walką wieczoru KSW 41. Zawodnicy najwcześniej wejdą do klatki około godziny 23.

Piotr Onami

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje