Marcin Tybura wrócił na zwycięską ścieżkę

Marcin Tybura pokonał jednogłośną decyzją sędziów Holendra Stefana Struve podczas gali UFC Fight Night 134, która w niedzielę odbywała się w Hamburgu. W swoim debiucie w federacji Ultimate Fighting Championship przegrał za to reprezentujący Niemcy, ale mający polskie korzenie David Zawada, który po pasjonującej walce uległ Anglikowi Danny'emu Robertsowi.

Pojedynek sklasyfikowanego na 9. pozycji w rankingu wagi ciężkiej Tybury z zajmującym 13. miejsce Struve był dla obu tych zawodników szansą na przerwanie serii dwóch porażek. Polak był faworytem tego pojedynku, ale nie mógł sobie pozwolić na zlekceważenie mierzącego aż 210 cm i bardzo doświadczonego w oktagonie Holendra, który w swojej karierze pokonał m.in. Antonio Rodrigo Nogueirę i Stipe Miocica.

Reklama

Przewaga Polaka widoczna była szczególnie w pierwszej i trzeciej rundzie. Stosunkowo łatwo sprowadzał on wyższego przeciwnika do parteru, a tam dobrze kontrolował Holendra i co jakiś czas uderzał go pięściami i łokciami. Dysponujący długimi kończynami Struve próbował z pleców łapać Polaka w jedną z technik kończących, ale Tybura skutecznie uniknął zarówno dźwigni łokciowej, jak i duszenia trójkątnego rękami.

Pochodzący z Uniejowa zawodnik trudny moment miał jedynie w drugiej rundzie. Struve trafił go wtedy mocnym kopnięciem frontalnym, które zachwiało Polakiem. Zdołał on jednak powstrzymać rywala przed kolejnymi tego typu uderzeniami, po czym w końcówce sam przeszedł do ofensywy, dzięki czemu dwóch z trzech sędziów dało Tyburze zwycięstwo także w tej rundzie.

Ostatecznie Polak wygrał jednogłośną decyzją (30-27, 30-27, 29-28) i odniósł czwarte zwycięstwo w siódmym pojedynku w oktagonie UFC.

Przed walkę Tybury ze Struve w Ultimate Fighting Championship zadebiutował David Zawada, znany z walk w federacji KSW. Reprezentujący Niemcy, ale podkreślający chociażby polską flagą swoje korzenie 27-latek przegrał niejednogłośną decyzją sędziów z Anglikiem Dannym Robertsem. Pojedynek przez trzy rundy rozgrzewał publiczność w Hamburgu, gdyż szczególnie w parterze obaj wojownicy z wielką pasją i dużymi umiejętnościami starali się pokonać rywala techniką kończącą. Ostatecznie o rozstrzygnięciu decydowali jednak sędziowie. Werdykt był stosunkowo dziwny, gdyż jeden z arbitrów nich wszystkie trzy rundy przyznał Zawadzie, ale dwóch pozostałych uznało, że na wygraną 29-28 zasłużył Roberts.

Wojciech Malinowski

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Tybura

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje