Podsumowanie roku 2017 w polskim MMA

Jaki był 2017 rok w polskim MMA? Kto zasłużył na wyróżnienie, a kto zawiódł? Serwis eurosport.interia.pl przygotował wielkie podsumowanie wydarzeń z minionego roku.

Najlepsi: Marcin Tybura, Piotr Strus, Michał Oleksiejczuk, Jan Błachowicz

W tym roku nie było jednego zawodnika, który zdecydowanie zasłużył na 1. miejsce. Jednak najbliżej szczytu był Marcin Tybura. Wojownik z Uniejowa odniósł dwa zwycięstwa w UFC, w tym nad byłym mistrzem wagi ciężkiej Andriejem Arłowskim, a w ostatniej walce przegrał z jednym z głównym pretendentów do walki o pas, niezwykle doświadczonym Fabriciem Werdumem. Fakt, "Tybur" nie zdołał zwyciężyć, ale w każdej kolejnej walce robił postępy, co było doskonale widać w konfrontacji z Brazylijczykiem, gdzie bardzo dobrze poruszał się na nogach i przede wszystkim poprawił kondycję. Choć Tybura ma już 32 lata, to nadal się uczy i w 2018 roku może zrobić wielki krok do przodu. Kto wie, być może przy odrobinie szczęścia dojdzie do walki o tytuł?

Reklama

Innym bohaterem był bez wątpienia Piotr Strus. W przeszłości warszawiak był krytykowany za swoje występy na galach KSW i po starciu z Jayem Silvą zrobił sobie ponad dwuletnią przerwę w startach. Okazało się to dobrym rozwiązaniem - odpoczął, poczuł moc i głód walki, co było bardzo dobrze widać w jego powrotnej walce z Michaiłem Carewem, którą sędzia musiał przerwać po 2. rundzie. Później była niezasłużona porażka (ostatecznie bez rozstrzygnięcia) z Michaiłem Kołobegowem oraz dwie kolejne wygrane - nad Brytyjczykiem Andym DeVentem i Bułgarem Nikolą Dipczikowem. O tej ostatniej walce więcej w dalszej części tekstu.

Nie zapominajmy o Janku Błachowiczu. Zaczęło się źle - od porażki z Patrickiem Cumminsem przez decyzję sędziów. Ponownie zabrakło prądu. Na szczęście później było zdecydowanie lepiej - najpierw efektownie wygrana na gali UFC w Gdańsku przez duszenie zza pleców z Devinem Clarkiem, a później metodyczne obijanie i triumf nad Jaredem Canonierem. Treningi w warszawskim Berkut WCA Fight Team dobrze zrobiły zawodnikowi z Cieszyna. W 2018 r. powinno być lepiej.

Znakomity rok ma za sobą także Michał Oleksiejczuk, który wygrał dwie walki z rzędu, nagle podpisał kontrakt z UFC i 30 grudnia pewnie pokonał przez decyzję sędziów Khalila Rountree. Warto śledzić jego dalsze poczynania.

Na wyróżnienie zasłużyli również: Piotr Hallmann, Paweł Pawlak, Grzegorz Szulakowski i Michał Andryszak. Dwóch pierwszych odbudowało się po ostatnich "chudych" latach i wygrało po dwie walki, a "Szuli" i "Longer" znakomicie zaprezentowali się na galach KSW i prawdopodobnie w nagrodę wkrótce powalczą o pasy kategorii lekkiej i ciężkiej.

Rozczarowali: Joanna Jędrzejczyk, Karolina Kowalkiewicz, Borys Mańkowski


Bez wątpienia największym rozczarowaniem jest przegrana Joanny Jędrzejczyk przez nokaut w starciu z Rose Namajunas i utrata pasa mistrzowskiego UFC w kategorii słomkowej. Mistrzyni, jak zawsze, była bardzo pewna siebie przed walką, ale tym razem chyba nieco przesadziła mówiąc o problemach mentalnych przeciwniczki, czym podobno kilka razy doprowadziła ją do łez. Niestety olsztynianka miała ogromne problemy ze zbiciem wagi, na 24 godziny przed pojedynkiem musiała zrzucić aż 7,5 kg, co wystawia fatalne świadectwo firmie Perfect Athletes opiekującej się zawodniczką. Osłabiona "Joanna Champion" szybko została powalona ciosem na ziemię, gdzie rywalka dokończyła dzieła. W 2018 r. prawdopodobnie zobaczymy rewanż. Polka na niego zasłużyła, choć może się zdarzyć, że na drugie starcie Joanna - Rose poczekamy nawet do czerwca-sierpnia.

Mimo bilansu 1-1 nie był to również rok Karoliny Kowalkiewicz. Druga z polskich wojowniczek występujących w UFC wygrała nad gali w Gdańsku, pewnie punktując Jodie Esquibel, ale wcześniej została pokonana w wyczekiwanej i prestiżowej konfrontacji z Claudią Gadelhą już w 1. rundzie. Łodzianka dała się zaskoczyć, popełniła wielki błąd i musiała odklepać po duszeniu zza pleców, co oddaliło ją od walki o pas, choć nadal jest wysoko w rankingu UFC i kolejna wygrana może wszystko zmienić.

Na koniec, mimo wszystko, Borys Mańkowski. Przegrana z Mamedem Chalidowem na największej gali KSW w historii ujmy mu nie przynosi, choć remis był na wyciągnięcie ręki. Zadecydowało jedno obalenie w wykonaniu Czeczena z polskim paszportem. Jednak na grudniowej gali KSW 41 poznaniak nie miał absolutnie nic do powiedzenia w konfrontacji z Robertem Soldiciem. Borys obrywał tak bardzo, że jego narożnik postanowił przerwać walkę po 3. rundzie. Wydaje się, że Mańkowski będzie musiał poczekać na rewanż - teraz bardziej prawdopodobne jest starcie nowego mistrza kategorii półśredniej z Dricusem Du Plesisem. Wielka szkoda, bo Borys mógł zakończyć rok jako jedna z największych gwiazd KSW.

Debiut roku: Damian Janikowski

Nie mogło być inaczej. Choć brązowy medalista olimpijski z Londynu w zapasach trenował MMA od kilku dobrych lat, to na debiut musieliśmy poczekać do 2017 roku. Arena - najlepsza z możliwych - Stadion Narodowy w Warszawie. Janikowski trenujący w teamie Berkut WCA już w 1. rundzie pokonał Julia Gallegosa dominując przeciwnika siłą fizyczną i demonstrując efektowne ataki kolanami. Jednak prawdziwy test przyszedł wraz z końcem roku i galą KSW 41. W katowickim Spodku Janikowski spotkał się z najbardziej doświadczonym zawodnikiem w historii polskiego MMA Antonim Chmielewskim i mimo małych problemów w 2. rundzie pokonał przeciwnika przed czasem. Ten pojedynek był klasyczną zmianą warty - wciąż młody (28 lat) i głodny zwycięstw zawodnik rozprawił się z porozbijanym i chyba powoli kończącym karierę weteranem. Przed Janikowskim wielka przyszłość. Kto wie, może już w 2018 roku dostanie walkę o pas kategorii średniej?

Trzeba także wspomnieć o innym medaliście olimpijskim, Szymonie Kołeckim. Sztangista, który po dziewięciu latach dostał złoty medal za swój występ w Pekinie (triumfator Ilia Iljin stosował doping) stoczył w 2017 r. cztery walki i wszystkie wygrał już w 1. rundzie. Ogromna siła fizyczna, niezła kontrola rywali w parterze i przede wszystkim ogromne sportowe ambicje sprawiają, że Kołecki jest nazwiskiem, które warto obserwować. Tym bardziej, że na jego barkach markę może zbudować nowa federacja Babilon MMA. Już teraz mówi się o potencjalnym starciu Kołeckiego z byłym pięściarzem Krzysztofem Zimnochem.

Powrót roku: Michał Materla

W grudniu 2016 roku Michał Materla został aresztowany w swoim mieszkaniu pod zarzutem przynależności do zorganizowanej grupy przestępczej. Polak utrzymywał, że jest niewinny, ale prokuratura nie chciała go zwolnić z aresztu. Udało się dopiero w lipcu po wpłaceniu poręczenia majątkowego. Popularny "Cipao" czym prędzej wrócił do treningów, błyskawicznie otrzymał ofertę z UFC, ale ostatecznie został w KSW. W prezencie od włodarzy dostał walkę na KSW 40 w Dublinie z groźnym Brazylijczykiem Paulo Thiago. Szczecinianin wygrał w znakomitym stylu po serii ciosów w 2. rundzie. Polak został nagrodzony wielkimi brawami. Teraz czas na kolejne wyzwania. Najbliższe 3 marca w łódzkiej Atlas Arenie na KSW 42.

Najlepsza walka: Marcin Wrzosek kontra Roman Szymański, KSW 41, Katowice

Ileż w tej walce było akcji. Przewaga należała do Wrzoska, ale Szymański skutecznie się odgryzał i było widać, że zrobi wszystko, by zwyciężyć i dojść do walki o pas wagi piórkowej. Były mocne ciosy, walka w parterze, ucieczki z technik kończących - raj dla fanów MMA. Ostatecznie "Polski Zombie" wygrał przez decyzję sędziów i spotka się w rewanżu z Kleberem Koike Erbstem.

Równie dobry był pojedynek Briana Kellehera z Damianem Stasiakiem na UFC Fight Night 118 w Gdańsku. Panowie rywalizujący w kategorii koguciej narzucili mordercze tempo, nie zabrakło zwrotów akcji, mocnych ciosów, efektownych kopnięć i krwi. Niestety, niezwykle zmęczony Stasiak przegrał po serii ciosów w 3. rundzie.

Na wyróżnienie zasłużyła również Joanna Jędrzejczyk, która na UFC 211 pewnie zwyciężyła przez decyzję z Jessicą Andrade wygrywając każdą rundę. Ta sama Andrade kilka miesięcy później zdewastowała Claudię Gadelhę. W starciu z Polką nie miała zbyt wiele do powiedzenia, nadziewała się na kontry i nie potrafiła zmienić taktyki na walkę, co zakończyło się jej sromotną porażką.

Nokaut: Marcin Różalski nokautuje Fernanda Rodriguesa juniora na KSW 39

16 sekund - tyle trwał pojedynek o mistrzostwo wagi ciężkiej na Stadionie Narodowym. Broniący tytułu Rodrigues od razu ruszył na przeciwnika i poszedł na wymianę. Efekt? Potężny prawy sierpowy wylądował na szczęce Brazylijczyka i "Różal" na chwilę został nowym mistrzem. Na chwilę, ponieważ pas został oddany, a "Płocki Barbarzyńca" nie przedłużył kontraktu z KSW i postanowił wrócić do korzeni - kickboxingu w federacji DSF.

Poddanie roku: Piotr Strus poddaje duszeniem zza pleców Nikolę Dipczikowa, ACB 74

Na pewno w 2017 r. było więcej efektownych poddań. Wymienić można m.in. "anakondę" w wykonaniu Michała Andryszaka na Michale Kicie podczas KSW 39 lub duszenie zza pleców w stójce Jana Błachowicza na Devinie Clarku. Jednak to Piotr Strus wygrał, jak mogło się wydawać przegraną walkę, dzięki akcji z ostatnich sekund 3. rundy jego pojedynku z Dipczikowem. Przeciwnik odklepał dokładnie sekundę przed końcem walki, a sędziowie długo analizowali, czy sędzia główny Łukasz Bosacki nie popełnił błędu. Dzięki powtórkom wszystko stało się jasne - Strus odniósł trzecie zwycięstwo w 2017 r.

Niespodzianka: UFC wróciło do Polski

W marcu UFC oficjalnie potwierdziło, że wraca do Polski. Kibice nad Wisłą czekali na największą federację na świecie ponad dwa lata. Doczekali się 21 października, gdy UFC zawitało do gdańskiej Ergo Areny. Bilety sprzedały się znakomicie, rozpiska również nie zawiodła. Fani mogli się cieszyć m.in. ze zwycięstw Marcina Helda, Jana Błachowicza oraz Karoliny Kowalkiewicz, a także z efektownej walki wieczoru między Darrentem Tillem i największą gwiazdą Donaldem Cerrone. Wygrał Till i chyba śmiało można napisać, że w Gdańsku zobaczyliśmy przyszłego pretendenta do walki o tytuł kategorii półśredniej. Jednak największą wrzawę wywołało pojawienie się Conora McGregora, bezsprzecznie króla UFC pod względem zarabianych pieniędzy dla siebie i federacji, a zarazem ostatniego rywala Floyda Mayweathera juniora. Irlandczyk tak głośno dopingował swojego kolegę Artema Lobova, że sędzia musiał go wyprosić spod oktagonu. Lobov przegrał przez decyzję.

Gala roku: KSW 39 Colosseum, 27 maj, Warszawa

Nie mogło być inaczej. Ponad 56 tysięcy kibiców na trybunach Stadionu Narodowego, pobity rekord frekwencji UFC, znakomita oprawa i bardzo dobre walki. Ariane Lipski zdobyła pas mistrzowski po pokonaniu Diany Belbity. Damian Janikowski zdemolował Julia Gallegosa. Andryszak efektownie poddał Kitę. Kleber Koike Erbst zaskoczył Marcina Wrzoska i zwyciężył przez decyzję. Mateusz Gamrot i Norman Parke stoczyli zażartą walkę zakończoną triumfem pierwszego z wymienionych. Łukasz Jurkowski powrócił po sześciu latach przerwy i niesiony dopingiem wygrał decyzją z Rameau Thierrym Sokoudjou. Tomasz Narkun obronił pas w kategorii półciężkiej dusząc Marcina Wójcika. "Różal" błyskawicznie znokautował Rodriguesa. W starciu "freaków" Paweł "Popek" Mikołajuw w 45 sekund pokonał kulturystę Roberta Burneikę. Mariusz Pudzianowski zwyciężył przed czasem innego strongmena Tyberiusza Kowalczyka. I w końcu Mamed Chalidow zwyciężył decyzją z Borysem Mańkowskim, a następnie został - niesprawiedliwie - wygwizdany po walce.

KSW galą na Narodowym udowodniło, że jest jedną z najmocniejszych sportowych marek w Europie, a Maciej Kawulski i Martin Lewandowski zatriumfowali. Droga, którą obrali kilkanaście lat temu, okazała się słuszna.

Piotr Onami

Dowiedz się więcej na temat: MALKOWSKI

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje