UFC 223. Joanna Jędrzejczyk chce wrócić na szczyt

W nocy z soboty na niedzielę w Barclay's Center na Brooklynie dojdzie do rewanżowej walki pomiędzy byłą mistrzynią wagi słomkowej UFC Joanną Jędrzejczyk oraz aktualną posiadaczką pasa Rose Namajunas. - Wróciłam po mój pas. Zabieram go do kraju - zapowiedziała Polka. Transmisja gali od 1.00 w Polsacie Sport.

Pięć miesięcy temu na spotkaniu twarzą w twarz po konferencji prasowej przed UFC 217 Jędrzejczyk w swoim stylu dotknęła pięścią nosa Namajunas mówiąc: - Nigdy nie walczyłaś z kimś takim jak ja. Zabiorę ci duszę. Nic nie wiesz o byciu mistrzynią. Kilka dni później Amerykanka, która podczas tej konfrontacji odmawiała "Ojcze Nasz", weszła do oktagonu w nowojorskiej Madison Square Garden i nie tylko nie dała sobie zabrać duszy, ale i odebrała Polce mistrzowski pas.

Reklama

Przed starciem mało kto stawiał na wygraną ostrzyżonej na zapałkę 25-latki, a w to, że rozstrzygnie pojedynek w pierwszej rundzie przez nokaut nie wierzył chyba nikt. A jednak - w trzeciej minucie i trzeciej sekundzie pierwszej odsłony niepokonana do tej pory w zawodowej karierze Jędrzejczyk padła na deski i wobec nieustannego gradu ciosów Namajunas oraz odklepania sędzia zakończył walkę.

Wcześniej Polki nie pokonał nikt, a próbowało 13 - z Claudią Gadelhą walczyła dwukrotnie - zawodniczek. Była na samym szczycie, miała status niekwestionowanej gwiazdy. Pięciokrotnie udanie broniła pasa wagi słomkowej, który wywalczyła 14 marca 2015, pokonując w Dallas Carlę Esparzę. Jako mistrzyni za samo wejście do klatki inkasowała ponad 100 tys. dolarów, a do tego dochodziły bonusy za zwycięstwa (kolejne 100-115 tys. dol) i 40 tys. od sponsora dostarczającego sprzęt sportowy. 8 lipca 2016 po efektownej wygranej w rewanżu z Gadelhą otrzymała także 50 tys. dolarów za "walkę wieczoru" i wyjechała z Las Vegas bogatsza o 300 tys. dol.

To wszystko sprawiło, że Polka była coraz bardziej pewna siebie. Otwarcie mówiła, że chce zakończyć karierę bez porażki i wejść dzięki temu do grona prawdziwych legend. Przed każdą walką starała się "zniszczyć" przeciwniczki werbalnie, a potem pokonać w oktagonie. I wszystko szło zgodnie z jej planem, aż do pojedynku z cichą, spokojną i nieco oderwaną od rzeczywistości Namajunas, która stoczyła w karierze zaledwie dziewięć walk i w aż trzech musiała uznać wyższość rywalek. Jako ostatnia pokonała ją Karolina Kowalkiewicz 30 lipca 2016 podczas gali UFC w Atlancie.

Namajunas ma litewskie korzenie; jej dziadek 80 lat temu był mistrzem kraju w zapasach. Jest skromna, nie szuka poklasku, błysku reflektorów. Gra na pianinie, a jej ulubionym kompozytorem jest Chopin. W podstawówce mówiła, że chce być rolnikiem, dziś uprawia warzywa i zioła, a na Instagramie promuje Growing Power - ostatnią działającą w rodzinnym Milwaukee farmę. Oprócz agrokultury wspiera także organizacje pomagające ludziom zmagającym się z problemami psychicznymi. Dorastanie w trudnym środowisku sprawiło, że zakochała się w sztukach walki. Ta miłość jest odwzajemniona, bo w nocy z soboty na niedzielę Rose po raz pierwszy stanie do walki w obronie mistrzowskiego pasa.

Będzie to dla niej zupełnie nowe doświadczenie, ale jej plan na walkę jest wciąż prosty: - Uderzyć w twarz, położyć na plecy i udusić. Dokładnie w ten sposób rozprawiła się z pięcioma ze swoich poprzednich rywalek, dzięki czemu zyskała miano specjalistki od grapplingu. Dlatego właśnie wygrana z Jędrzejczyk przez nokaut zszokowała środowisko sztuk walki. Teraz wejdzie do oktagonu jako faworytka - nieznaczna według bukmacherów i całkiem wyraźna zdaniem fanów i fachowców od MMA. Na portalu mmajunkie.com 42 procent respondentów postawiło na ponowną wygraną Rose przez nokaut.

Dan Hardy, były zawodnik, obecnie komentator UFC, uważa, że obie zawodniczki będą świetnie przygotowane, ale znowu o wszystkim zadecyduje dyspozycja psychiczna. "Przed pierwszą walką Rose była jak skała i to skruszyło pewność siebie Jędrzejczyk. Teraz nie musi się puszyć i zastraszać, bo wie, że na Rose to nie działa" - zaznaczył.

Miał rację. Polka w tygodniu poprzedzającym walkę była daleka od agresywnego, buńczucznego wizerunku sprzed pięciu miesięcy. Wciąż pewna siebie, ale jakby skromniejsza, skupiona na wyznaczonym celu. Przeszłość odcięła, m.in. poprzez zwolnienie lekarza i dietetyka, z którymi współpracowała. Twierdziła, że drastyczne zrzucenie wagi na 14 godzin przed walką sprawiło, że nie była w oktagonie sobą. Tym razem podczas obozu przygotowawczego sama przygotowywała sobie posiłki, fizjoterapeutycznymi zadaniami obarczyła Kamila Iwańczyka z rodzinnego Olsztyna, a wagę 118 funtów osiągnęła 24 godziny przed oficjalnym ważeniem.

- Jestem gotowa. Nigdy nie przestałam być mistrzynią. Obiecuję, że pas pojedzie z powrotem do Polski - powiedziała po otwartym treningu.

Wiele wskazuje, że walka będzie miała zupełnie inny charakter i przebieg niż ich poprzednie starcie. Rose najprawdopodobniej powróci do świetnie jej znanych schematów opierających się na sprowadzeniu do parteru i założeniu dźwigni, a Jędrzejczyk będzie upatrywać szansy w szybkości i walce w stójce. Choć zapowiada, że ma asa w rękawie i kto wie, czy droga powrotna na szczyt nie będzie wiodła poprzez jakąś niespodziewaną akcję.

Z Nowego Jorku - Tomasz Moczerniuk

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Jędrzejczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje