NBA: 18. zwycięstwo z rzędu koszykarzy Miami Heat

Koszykarze Miami Heat wygrali osiemnasty z rzędu mecz w lidze NBA. W niedzielę pokonali we własnej hali Indianę Pacers 105:91. Gospodarze nie mieli problemów z odniesieniem zwycięstwa, choć ich lider LeBron James uzyskał tylko 13 punktów, najmniej w sezonie.

Mario Chalmers uzyskał 26 pkt dla ekipy z Florydy, a 24 dodał Chris Bosh. - To nasza siła. W każdej chwili może odpalić inny zawodnik - ocenił najskuteczniejszy zawodnik meczu.

Reklama

Obecna seria Heat jest siódmą najdłuższą w historii NBA i najlepszą od grudnia 2008 roku, kiedy Boston Celtics wygrali 19 kolejnych spotkań. Obrońcy tytułu dwa poprzednie mecze w tym sezonie z Pacers przegrali. Po niedzielnym sukcesie mają już w dorobku zwycięstwa nad każdą drużyną ligi. - W zasadzie to nie dokonaliśmy niczego wielkiego. Chyba wszyscy się spodziewali, że we własnej hali wygramy - podsumował Dwyane Wade, który zdobył dla gospodarzy 23 pkt.

Wśród pokonanych wyróżnił się David West - 24 pkt, pięć zbiórek i trzy asysty.

Heat z bilansem 47 zwycięstw i 14 porażek zdecydowanie prowadzą w Konferencji Wschodniej. Pacers (39-24) zajmują trzecie miejsce.

Na Zachodzie liderem jest zespół San Antonio Spurs (48-15), ale tuż za nim plasują się Oklahoma City Thunder (47-16) i Los Angeles Clippers (45-20).

Drużyny z drugiego i trzeciego miejsca w niedzielę odniosły zwycięstwa. Thunder pokonali Boston Celtics 91:79, a Clippers rozgromili Detroit Pistons 129:97. Gospodarze wyraźniejszą przewagę uzyskali dopiero w ostatniej kwarcie. Największy udział w piątym kolejnym sukcesie ekipy z Oklahomy miał Kevin Durant - 23 pkt i 11 zbiórek. 20 pkt dla gości zdobył Paul Pierce. - Zagraliśmy słabo w ataku. Mieliśmy problemy od początku, choć w pierwszej połowie graliśmy na dobrej skuteczności. W drugiej ona spadła i zaczęły się kłopoty - przyznał trener "Celtów" Doc Rivers.

Clippers nie mieli kłopotów z pokonaniem Pistons. Już do przerwy prowadzili różnicą 18 pkt. Gości, którzy przegrali po raz piąty z rzędu, prowadził asystent głównego trenera Brian Hill, gdyż Lawrence'a Franka zatrzymały w Detroit sprawy rodzinne. - Nasza postawa nie ma jednak nic wspólnego z osobą trenera. Nie walczyliśmy. I tyle - ocenił krytycznie środkowy "Tłoków" Greg Monroe.

Powody do radości mają też kibice innej drużyny z Los Angeles - Lakers pokonali Chicago Bulls 90:81 i z bilansem 33-31 wskoczyli na ósme miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej, gwarantujące występ w play off.

Kobe Bryant zdobył dla gospodarzy 19 pkt, miał też dziewięć asyst i siedem zbiórek. - Jeszcze nie czas na entuzjazm, bo przed nami daleka droga. Byliśmy bardzo skoncentrowani, gdyż w naszej sytuacji każdy mecz ma wielkie znaczenie - podkreślił Bryant, którego dzielnie wspierał środkowy Dwight Howard - 16 pkt, 21 zbiórek i cztery bloki.

Jego vis a vis w ekipie z Chicago - Francuz Joakim Noah - też rozegrał dobry mecz - 18 pkt, 17 zbiórek i trzy asysty. W obu drużynach, wskutek decyzji trenerów, na boisku pojawiło się jedynie po ośmiu koszykarzy.

Wyniki niedzielnych meczów ligi koszykówki NBA:

Oklahoma City Thunder - Boston Celtics            91:79

Los Angeles Lakers - Chicago Bulls                90:81

Toronto Raptors - Cleveland Cavaliers            100:96

Orlando Magic - Philadelphia 76ers                99:91

Miami Heat - Indiana Pacers                      105:91

New Orleans Hornets - Portland Trail Blazers      98:96

Minnesota Timberwolves - Dallas Mavericks         77:100

Sacramento Kings - Milwaukee Bucks               113:115

Los Angeles Clippers - Detroit Pistons           129:97

Dowiedz się więcej na temat: NBA | Miami Heat | LeBron James | chicago bulls | Kobe Bryant | los angeles lakers

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje