NBA. 32-letni debiutant skradł show w Los Angeles

Historia, która nadaje się na film. W lidze NBA zadebiutował 32-letni Andre Ingram. Rzucający obrońca dzień wcześniej podpisał 10-dniowy kontrakt z Los Angeles Lakers, w swoim pierwszym meczu został drugim strzelcem zespołu! Tym samym na dalszy plan zeszła porażka Lakers z Houston Rockets 99:105.

- Takie coś zdarza się raz w życiu - mówił po meczu wyraźnie podekscytowany Ingram. Dzień przed starciem z Rockets otrzymał on telefon od prezydenta drużyny, legendy Lakers, Magica Johnsona, który zaoferował mu kontakt do końca sezonu. Takiej propozycji siwiejący już zawodnik nie mógł odrzucić.

Reklama

Ingram w koszykówkę na uniwersytecie grał w drużynie American Eagles. W 2007 roku nie został on wybrany w drafcie NBA i trafił na zaplecze ligi zawodowej, czyli do D-League (która od 2017 roku nazywa się G League). Grając w drużynach Utah Flash i Los Angeles D-Fender (obecnie South Bay Lakers), Ingram został rekordzistą rozgrywek pod względem liczby celnych rzutów za trzy punkty. Ta umiejętność przydała się w debiucie w NBA.

- Powiedziałem mu, że znam jego historię i robi to na mnie ogromne wrażenie. Przez 10 lat grać na zapleczu i dopiero teraz otrzymać szansę, to musi być wielka sprawa - mówił gwiazdor z Houston Chris Paul, który, podobnie jak Ingram, ma 32 lata.

Rzucający obrońca, który do tej pory rywalizowanie w G League łączył z nauczaniem matematyki, przeciwko jednej z najlepszych drużyn ligi zawodowej zagrał bez kompleksów. Robił dobry użytek z „trójek” - trafił cztery rzuty na pięć prób. W sumie przez 29 minut uzbierał 19 punktów. Tylko Josh Hart, 20 punktów, był tego dnia lepszym strzelcem w ekipie Lakers. Mierzący 191 cm wzrostu Ingram zebrał trzy piłki i miał trzy bloki. Do tego zaliczył jedną asystę. Lakers co prawda przegrali 99:105, ale debiut Ingrama był znakomity.

- Z naszej strony zamysłem nie było robienie tylko "miłych rzeczy". Mamy szpital w drużynie i potrzebowaliśmy dołączyć do składu kogoś, kto potrafi grać. Potrzebowaliśmy kogoś, kto umie rzucać. Andre pokazał, że dokonaliśmy dobrego wyboru - mówił po spotkaniu trener Lakers Luke Walton.

Ingram, który został najstarszym amerykańskim debiutantem w NBA od 1964 roku, błyskawicznie zyskał uwielbienie kibiców z LA. Doszło nawet do sytuacji, w której podczas wykonywania przez 32-latka rzutów wolnych, całe Staples Center skandowało „MVP!”, co miało szczególnie zabawny wydźwięk, gdyż u rywali występował jeden z faworytów do nagrody dla Najbardziej Wartościowego Gracza Sezonu, James Harden.

- Stojąc w tym momencie na linii rzutów osobistych powtarzałem sobie wtedy: „traf ten rzut, traf ten rzut” - zdradził Ingram. Przy okazji, trafił 3 na 3.

Był to najlepszy debiut w barwach LAL od 1993 roku, gdy 23 punkty rzucił Nick Van Exel. Więcej punktów od Ingrama w swoim pierwszym meczu dla ekipy z Los Angeles zdobyli jeszcze tylko legendarni Magic Johnson (26 w 1979) i Jerry West (20 w 1960).

Podpisany przez 32-latka kontrakt do końca sezonu oznacza, że do zaprezentowania swoich umiejętności pozostał Ingramowi jeden mecz - przeciwko Los Angeles Clippers. Czy na tym zakończy się jego przygoda z NBA?

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje