NBA: Druga wygrana Wizards w Chicago, siedem punktów Gortata

Koszykarze Washington Wizards pokonali na wyjeździe po dogrywce Chicago Bulls 101:99 w drugim meczu pierwszej rundy play off ligi NBA. W rywalizacji do czterech zwycięstw stołeczny zespół prowadzi 2-0. Marcin Gortat zdobył siedem punktów i miał pięć zbiórek.

Na 2,4 s przed końcem dogrywki Kirk Hinrich z Chicago wykonywał rzuty wolne i miał szanse na przedłużenie spotkania. Nie trafił pierwszego, drugi specjalnie spudłował, ale piłkę zebrali goście i ich drugie zwycięstwo w fazie play off stało się faktem.

Reklama

W dodatkowych pięciu minutach "Czarodzieje" prowadzili przez cały czas, w pewnym momencie już sześcioma punktami, po trzech bezbłędnych rzutach Brazylijczyka Nene. Potem z wolnych trafiali faulowani Trevor Booker i John Wall, chociaż w całym spotkaniu drużyna gości nie pomyliła się tylko przy 16 z 28 prób zza linii.

Koszykarze z Waszyngtonu mieli szansę rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść w regulaminowym czasie gry, gdy w końcówce czwartej kwarty odrobili dziesięciopunktową stratę do rywali. Przy stanie 91:91 Nene wygrał wtedy rzut sędziowski z Tajem Gibsonem, a drużyna miała osiem sekund na oddanie rzutu. Jednak próba Bradleya Beala, jej najlepszego strzelca w tym meczu, była niecelna.

Wizards wygrali po meczu, w którym zafundowali kibicom huśtawkę nastrojów. Drużyna trenera Randy'ego Wittmana znakomicie rozpoczęła spotkanie. W pierwszej kwarcie uzyskała najwyższe prowadzenie różnicą 17 punktów (29:12), by wygrać ją 31:20.

W drugiej było jeszcze 45:32 dla gości, ale gospodarze, m.in. dzięki skutecznej grze rezerwowych D.J. Augustina i Taja Gibsona, który zbierał piłki w ataku po niecelnych rzutach kolegów z zespołu, mieli znakomity fragment. Wygrali go 14:2 i zminimalizowali straty (47:46, 49:48). Na przerwę drużyny schodziły jednak przy prowadzeniu Wizards 56:49.

Po zmianie stron do głosu doszli znani z dobrej obrony Bulls, którzy w trzeciej kwarcie pozwolili rywalom zdobyć tylko 14 punktów, sami zdobywając 26. W czwartej kontynuowali dobrą serię, w jej połowie prowadzili już 87:67, ale wówczas znakomitą obroną odpowiedzieli Wizards, którzy od tego momentu do końca regulaminowego czasu gry stracili tylko cztery punkty, a zdobyli 14.

Gortat, rozgrywający tego dnia słabsze spotkanie, decydujące fragmenty w czwartej kwarcie i niemal całą dogrywkę spędził na ławce rezerwowych. Wszedł dopiero przy wolnych Hinricha, gdy po szóstym faulu boisko opuścił Nene.

Polski jedynak w NBA grał we wtorek 37 minut. Trafił dwa z dziewięciu rzutów za dwa punkty i trzy z sześciu wolnych, zebrał cztery piłki w obronie i jedną w ataku, ale w walce pod tablicami często przegrywał z Gibsonem i francuskim środkowym Joakimem Noahem, który przed meczem odebrał puchar dla najlepszego defensywnego gracza ligi. Gortat miał także po dwa przechwyty i bloki oraz dwie straty, dwa faule, także dwukrotnie został zablokowany przez rywali.

Najwięcej punktów dla Wizards zdobyli Beal - 26, Nene - 17, Wall - 16 i rezerwowy Martell Webster - 10.

W ekipie gospodarzy najskuteczniejsi byli Augustin - 25, Gibson - 22 i 10 zbiórek. Double-double uzyskał także Noah - 20 pkt i 12 zb., a Hinrich dorzucił 12 pkt.

Kolejne dwa mecze Bulls z Wizards odbędą się w Waszyngtonie - w piątek i niedzielę.

Dowiedz się więcej na temat: NBA | Washington Wizards | Marcin Gortat | chicago bulls | koszykówka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje