NBA. Jayson Tatum - dzieciak, któremu pisana jest wielkość

Nie było symbolicznego przekazania pałeczki, lecz był jasny znak wysłany przez 20-letniego debiutanta. W NBA narodziła się nowa gwiazda ligi, skrzydłowy Boston Celtics Jayson Tatum nie pokonał co prawda LeBrona Jamesa i Cleveland Cavaliers, ale zyskał szacunek całego koszykarskiego światka, z samym LeBronem włącznie.

Choć według koszykarskich ekspertów były lider drużyny z uczelni Duke najprawdopodobniej wspólnie z Donovanem Mitchellem z Utah Jazz otrzyma nagrodę dla debiutanta roku w sezonie regularnym, to i tak najlepszą koszykówkę swojego życia grał dopiero w play-offach. W nich nie wyglądał jak raptem 20-letni gołowąs, a rutynowany zawodnik z co najmniej kilkuletnim stażem w lidze zawodowej. W rundzie zasadniczej rzucał niecałe 14 punktów na mecz, w rundzie kolejnej był wykręcał średnio 18,5 punktu co spotkanie. Z dnia na dzień rozkręcał się też w Finałach Konferencji z Cleveland, w meczu numer pięć zdobył 24 pkt i nie dość, że wynik ten powtórzył w decydującym meczu numer siedem, to wówczas w jego linijce statystycznej znalazło się siedem zbiórek.

Reklama

Na momentami sprawiającego wrażenie nadczłowieka LeBrona Jamesa, który w zamykającym serię niedzielnym spotkaniu w Bostonie na ławce rezerwowych nie pojawił się nawet przez sekundę, było to jednak za mało. Cavs wygrali 87:79 i są w wielkich finałach całej ligi. Tatum wychował się na oglądaniu i podziwianiu "Króla", a teraz spróbował podjąć rzuconą przez najlepszego koszykarza świata rękawicę. I spełnił przy tym jedno z największych życiowych marzeń. - To był dla mnie wyjątkowy moment. Jestem pierwszy rok w lidze. Dorastałem wpatrzony w LeBrona, prosiłem go o to, aby obserwował mnie na Twitterze, jeździłem na organizowane przez niego campy. A teraz miałem okazję rywalizować z tak wielkim zawodnikiem jakim jest i byłem kilka rzutów od pokonania go i wyeliminowania jego drużyny w drodze po mistrzostwo. Jest to coś, co będę pamiętał do końca życia - tak 20-latek opisywał na gorąco rywalizację z młodzieńczym idolem.

James od półtorej dekady jest ulubionym graczem całej masy chłopców zakochanych w koszykówce, ale tylko garstka z nich ma okazję grać z nim bądź przeciwko niemu. I ci, którzy robią to naprawdę znakomicie, otrzymują aprobatę także od samego mistrza. - Podoba mi się wszystko w tym dzieciaku, w tym, jak gra, w jego meczową postawę. W jego historii. Wiem po prostu, że jest stworzony do sukcesu, do tego, aby stać się megagwiazdą. I udowadnia to nie tylko na parkiecie, ale i poza nim - na pomeczowej konferencji LeBron zachwycał się czternaście lat młodszym kolegą po fachu.

Teraz przed Tatumem zasłużone wakacje. Potem kolejny rok przygody w NBA, w trakcie którego będzie zapewne tylko lepszy. Temu zawodnikowi pisana jest koszykarska wielkość. Po serii z Cleveland otrzymał rekomendację możliwie najlepszą.

Dowiedz się więcej na temat: LeBron James

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje